September 3, 2020
Sukces

Projektanta graficzna i illustratorka. Doskonałe poczucie humoru, które z pewnością dostrzeżecie czytając ten wywiad bije również z prac, które Ola Niepsuj tworzy dla klientów takich jak Ten New York Times czy Taschen.

Jak wyglądały twoje początki w branży?

Początki były w liceum. Pierwsze płatne prace, nadruki na t-shirty. Pod koniec studiów pracowałam już dla Warszawskiego kolektywu DJ-skiego Klub Collab.To był bardzo popularny klub. Mało było tego w internecie, większość to drukowane plakaty. Czuje się stara jak to mówię, ale to było ponad 10 lat temu. Facebook dopiero się rozkręcał. To były moje pierwsze zlecenia. Później uczestnicy tych imprez zaczęli mnie zatrudniać. Przeprowadziłam się do Warszawy, poznałam wszystkich ludzi i jakoś poszło.

Czyli w dużej mierze to budowanie sieci kontaktów. A jak doszło do tego, że zainteresowałaś się projektowaniem i ilustracją?


Moi rodzicie są architektami. Od dziecka chodziliśmy razem z bratem na zajęcia artystyczne po szkole. Chodziliśmy do świeżo upieczonych absolwentów ASP w Łodzi. Do dziś pamiętam Jolantę i Piotra. Chodziliśmy tam dobrych parę lat. Oni nam dawali te same zadania, co się wykonuje na studiach, później się tego dowiedziałam studiując na akademii. To była świetna zabawa. Wszystkie dzieciaki z tych zajęć później spotkałam na ASP. To mi się spodobało, jakoś naturalnie.
A co do tego, jak trafiło do mnie to pierwsze zlecenie na plakat, bo to może warto powiedzieć. Jak wyjechałam na Erasmusa to prowadziłam takiego bloga. To się spodobało jednemu z Art Direktorów z tych DJ. Teraz wydaje się niemożliwe, założyć bloga, którego ktoś nagle zauważy i pójdzie lawina zleceń. Start był dużo łatwiejszy niż teraz.

Myślisz, że teraz jest ciężej się wypromować?

Myślę, że teraz nie wystarczy mieć ładnych prac i je wrzucić do sieci. Zlecający zwłaszcza na początku są laicami. Pierwsze zlecenia przychodzą najczęściej od klientów prywatnych, którzy nie widzą różnicy kto jest dobry, a kto zły. Jest to trudne, a prace są też nawyrównanym poziomie.

Myślę, że teraz nie wystarczy mieć ładnych prac i je wrzucić do sieci

Siła przebicia teraz jest dużo cięższa. Twórców jest cała masa.

Wszyscy są zdolni. Dość łatwo to wrzucić, udostępnić i wypromować. Teraz trzeba mieć pomysł na siebie. Jak myślę o tym moim blogu, to może ta forma pamiętnika też była ciekawa i prawdziwa i to było coś co chciałabym oglądać, bo teraz tego nie ma. Myślę, że trzeba mieć jakiś koncept. Tworzyć jakieś fikcyjne zlecenia. Trzeba się trochę zawęzić i określić, żeby być jakimś, żeby się wyróżnić z tego tłumu bardzo zdolnych ludzi.

Trzeba się trochę zawęzić i określić, żeby być jakimś, żeby się wyróżnić z tego tłumu bardzo zdolnych ludzi.
Lukullus

A co było dalej? Jesteś w stanie wyróżnić momenty, które spowodowały przełom w twojej karierze?

Myślę, że u mnie sam początek to był konkursy. Można dostrzec zauważonym w gronie profesjonalistów. Oni są w jury, później na rozdaniu nagród i oglądają też katalogi z tymi wyróżnionymi twórcami. Dla mnie, jeśli chodzi o Warszawę, to był pierwszy KTR, 8 lat temu. Niespodziewanie dostałam złoty medal za plakaty, które zrobiłam w Portugalii ze swoim profesorem. To były plakaty, które łączyły styl europy wschodniej i zachodniej, i byłam zaskoczona, że dostały taką wysoką nagrodę. Zaczęły się wtedy pojawiać nowe zlecenia. To, że było to zagraniczne zlecenie też wyniosło mnie na jakiś inny poziom. To był jeden z takich przełomowych momentów. Później mogę powiedzieć o USA - zawiązanie kontraktu z agencją, która operuje w Ameryce, Kanadzie i w Australii. Tam w tym oceanie rybek, bo tutaj to mamy kałużę z rybkami. Każdy mówi po angielsku i każdy siętam pcha, bo łatwo pracować. Dostałam też nagrodę Societyof Illustrators za opakowania dla warszawskiej cukierni Lukullus. Myślę, że to były takie wielkie skoki. Na start polecam bardzo konkursy, bo często możemy zostać zatrudnieni do współpracy przez organizatorów. Nie jest to tylko nagroda, ale rusza lawina kontaktów i niespodziewanych zleceń.

Na start polecam bardzo konkursy, bo często możemy zostać zatrudnieni do współpracy przez organizatorów. Nie jest to tylko nagroda, ale rusza lawina kontaktów i niespodziewanych zleceń.

Gdzie szukać tych konkursów? Jakie konkursy polecasz?

Polecam konkurs Polish Graphic Design Awards.Wpisowe jest niezbyt wysokie, fajne jury. Jest to porządnie przeprowadzony konkurs i mogę to polecić, jeśli chodzi o Polskę. Za granicą to za zgłoszenie jednej pracy płaci się więcej, niż się zarabia. Żeby dostać się do katalogu trzeba dopłacić, żeby go dostać znów trzeba dopłacić. Jak ktoś chce to może się zgłaszać, żeby dać rodzicom taki prezent. Dużo prywatnych firm robi sobie konkursy na opakowania, czy plakaty na eventy. Najlepiej zobaczyć kto siedzi w jury. Czy tam jest pani Krysia z księgowości, czy siedzą tam profesjonaliści. Sprawdzić, jakie to ma zasięgi, jakie się oddaje prawa, czy ma się później wpływ na produkcję – to wszystko ma znaczenie. Na sam start wszędzie bym się pchała, jeśli czuje, że mogę coś fajnego zrobić i wygrać. Ja jak teraz wysyłam to robie porządny research, czy później są jakieś wykłady, kto jest w jury.

Na sam start wszędzie bym się pchała, jeśli czuje, że mogę coś fajnego zrobić i wygrać.

O samych konkursach można by długo mówić i cieszę się, że rozwinęłaś ten temat. Powiedz kilka słów o agencji z USA, czy nadal z nią współpracujesz i czy ta współpraca jest owocna?

To jest owocne doświadczenie, nadal z nimi współpracuję. Jest to trudny rynek, pełen różnorodnych ilustratorów. Inni są odbiorcy w Stanach. Inna jest ich edukacja plastyczna i merytoryczna i wszystkie kwestie socjologiczne. To jest nowy język, którego trzeba się nauczyć; jak się pracuje, co można, a czego nie można narysować, jak szybko itd. Największym osiągnięciem jest dla mnie seria książek, którą zrobiłam dla Taschen. Dziennikarze New York Times napisali teksty do książek podróżniczych. 100 tekstów i 100 ilustracji, po 25 na książkę. Pomimo że to nie jest moja najlepsza praca, bo te ilustracje musiały być bardzo wyważone, bo książki będą tłumaczone na różne rynki, to jest taki highlight tej współpracy. Dostanie się do prasy, to też połechtanie ego. Jest trudno trafić na odpowiednie biurko bez agenta. Według mojej wiedzy, tam to się dzieje na spotkaniach i wernisażach i trzeba tam być i mieć sieć kontaktów, żeby położyć tę wizytówkę na biurku Art Direktora.

Jest trudno trafić na odpowiednie biurko bez agenta. Według mojej wiedzy, tam to się dzieje na spotkaniach i wernisażach i trzeba tam być i mieć sieć kontaktów, żeby położyć tę wizytówkę na biurku Art Direktora.

Taki agent na pewno w tym pomoże.

No tak, teraz właśnie skończyłam duży projekt i taki agent pomoże z wyegzekwowaniem wynagrodzenia i innymi kwestiami prawnymi. Nie jest też tak, że jest niemożliwa praca bez agencji, ale jest dużo łatwiej i warto im oddać te 30% za pomoc.

O psach

Dzięki pomocy agenta ilustrator może skupić się na projektowaniu i ilustracji, a nie na organizacji. Będziemy jeszcze rozmawiać o projektach i sukcesie projektanta. Zacznijmy może od tego, co decyduje o tym, gdy tworzysz kilka koncepcjii jakieś lądują w koszu, a inna zostaje wybrana.

Im dłużej pracuję tym bardziej jestem przekonana, że te awangardowe działania się sprawdzają. To je najchętniej pokazuję i uważam je za największe sukcesy. Kiedy próbuję nowych mediów czy nowych środków wyrazu, albo gdy porzucam wszystko co wiem i gdzieś lewą ręką przez prawą nogę coś narysuję. To mnie najbardziej fascynuje, z perspektywy czasu myślę, że to są najlepsze projekty. Ja mam taką zasadę, że jak coś zrobię, to mrożę to na miesiąc czy dwa i dopiero potem patrzę świeżym okiem, czy ja to chcę pokazać i, czy chcę robić kolejne zlecenia w takim stylu. Miesiąc czy dwa tej weryfikacji wystarczy i wiem, że ten projekt jest sukcesem. Zazwyczaj te projekty powstały z impulsu i są nie wymęczone i świeże albo takie, w których klient zaryzykował i postawił na coś nietypowego.

Im dłużej pracuję tym bardziej jestem przekonana, że te awangardowe działania się sprawdzają. To je najchętniej pokazuję i uważam je za największe sukcesy. Kiedy próbuję nowych mediów czy nowych środków wyrazu, albo gdy porzucam wszystko co wiem i gdzieś lewą ręką przez prawą nogę coś narysuję. To mnie najbardziej fascynuje, z perspektywy czasu myślę, że to są najlepsze projekty.

Uważasz, że wynika to też z tego, że klient musi być otwarty i gotowy na takie awangardowe propozycje?

Dobrze by było, aczkolwiek rozumiem, że nie każdy coś takiego chce. Dla większości klientów sukcesem będzie to, że ten projekt spełni zadania, jakie ma, czyli np. sprzeda ten produkt. Wtedy rzadko jest miejsce na działania ,które nie są znane. Bo jeśli chcemy sprawić, żeby ten projekt przekierował markę w stronę eko, to szukamy w bazie projektów i brandów, które są z tej dziedziny i już np. w jakiejś palecie kolorystycznej się poruszamy. Nie zrobimy teraz nagle niebieskiej wegańskiej książki, bo to się nie przyjmie. Podświadomie czytamy, że to nie jest prawda. Z tą awangardą to tamuję ją do potrzeb klienta. Czasami to, co trafia do szuflady pokazuję jako ten główny projekt, bo uważam, że był lepszy.

Super. Powiedziałaś wcześniej, że klienci zwłaszcza na początku nie potrafią odróżnić dobrego portfolio od złego. Jak to się przekłada na wybór przedstawianych przez ciebie propozycji. Ile propozycji pokazujesz klientowi?

Ja zawsze pokazuję między dwie a trzy propozycje. Oczywiście, zdarza się, że ta,która mi się najmniej podobała zostaje wybrana. Zdarza się też, że ja się reflektuję i mówię, oni mieli rację, to jest dużo lepsze. Z perspektywy czasu nie przywiązuję się do tych propozycji i staram się, żeby były równe i żeby każdą dało się rozwijać. Z szacunku do klienta i pieniędzy przygotowuję kilka propozycji i ufam też im, że oni wiedzą, czego potrzebują.

Wiesz, czym kieruje się klient przy wyborze tej jednej pracy? Czy to jestfeedback i dyskusja, czy wiesz jakimi kategoriami on ocenia projekt?


Dla mnie ten etap koncepcji jest najistotniejszy, później to już jest tylko rzemiosło. Ja lubię na tym etapie porozmawiać z klientem i wytłumaczyć mu, że np. koncept A trafi do grupy wiekowej, koncept B będzie dobry w przestrzeni miejskiej, a koncept C będzie super wyglądał na małych ekranach. Staram się dawać wytyczne, które pomagają z podjęciem decyzji. Naprowadzam na ten wybór pod klienta. Zawsze się staram, żeby obie strony były zadowolone.

Umiejętność uargumentowania swojej decyzji przekłada się tez na to, że klienci widzą później Ciebie bardziej jako partnera do projektu, a nie tylko jako dłoń, która wykonuje pracę.

Staram się. Myślę, że zadowolony klient, który nie ma wrażenia, że poszedł na kompromisy, albo, że przepłacił albo że za długo to trwało, to jest właśnie klucz do sukcesu. To jest jeden taki klient – ziarenko, z którego wyrasta takie drzewko, z tego drzewka spadają ziarenka i tych drzewek nagle jest cały las. Zdarza mi się skonfliktować z klientem, bardzo rzadko, ale się zdarza. Taka definicja projektu zakończonego sukcesem jest taka, że obie strony są zadowolone.

Myślę, że zadowolony klient, który nie ma wrażenia, że poszedł na kompromisy, albo, że przepłacił albo że za długo to trwało, to jest właśnie klucz do sukcesu. To jest jeden taki klient – ziarenko, z którego wyrasta takie drzewko, z tego drzewka spadają ziarenka i tych drzewek nagle jest cały las.
Pierwszy Polak na Marsie

Bardzo mi się podoba ta definicja. Jest tak, że zadowolony klient przyciągnie innego klienta mówiąc o Tobie dobre słowa, lub sam wróci z innym projektem. Mamy kilka słów o sukcesie projektu, a masz jakiś przepis na sukces odnośnie dokonkretnej dyscypliny czy procesu projektowego?

Nie mam. Nie podam, bo to jest bardzo indywidualna sprawa. Ja lubię dużo researchować. Lubię jak te projekty mają jakieś merytoryczne osadzenie i od jakiegoś czasu zwracam uwagę na to, żeby produkcja była bardziej ekologiczna. Dla mnie sukcesem jest to, że mogę później opowiedzieć o projektach, dla czegomają takie kolory, dlaczego mają takie środki i dlaczego zostały tak wyprodukowane. Lubię jak oprócz wyglądu i funkcji estetycznej idzie za tymjakaś myśl. Ja często rozpisuje sobie takie drzewa skojarzeń. Czasami mnie to prowadzi do jakiegoś sukcesu, ale też jestem człowiekiem i mam lepsze i gorsze dni i czasem ten przepis nie działa. Składam te same składniki, ale ciasto nie rośnie.

To też jest ta przypadłość projektowania, że nie da się czegoś odtworzyć w identyczny sposób, zwłaszcza tych artystycznych kreacji. Podoba mi się to, co powiedziałaś odnośnie do historii projektu, żeby nie skupiać się tylko na kwestiach wizualnych, ale bardziej na tym, co chcemy w ogóle powiedzieć przez ten projekt.

Ja jestem tego nauczona z Akademii. Proces trwa dziesięć tysięcy wieków za długo na Akademii, ale doceniam to, że są tam kwestionowane wszystkie decyzje przez profesorów i jeśli mogę dać radę, to kiedy mamy za sobą taki proces myślowy przeprowadzony i ten projekt się broni, to go będzie łatwiej obronić przed klientem i ma on wartość poza rzemieślniczą. Klienci to widzą i czują, że ktoś włożył dodatkową pracę i obejrzał konkurencję, albo dowiedział się w pięciu drukarniach jak to najlepiej wydrukować. To może też jest sposóbna wyróżnienie się z tłumu.

Stajemy się bardziej wartościowymi projektantami.

Tak, ja słucham takiego podcastu, nazywa się Go Giver. Każdy odcinek jest o tym, jak dodać wartość do swojego projektu czy usługi. On się spotyka z różnymi osobami i odkąd słucham i wdrażam te jego rady, żeby zawsze dawać od siebie i przy okazji się uczyć i rozwijać i to się okazuje, że to jest prosta ip rzyjemna droga do sukcesu. Bardzo polecam wszystkim. Mamy ogromny deficyt prezentacji projektu, rozmów z klientem, promocji. To jest ta dziura, która wymaga zapełnienia. Cieszę się, że robisz takie podcasty, bo w jakimś stopniuto łata tę dziurę i ta wiedza, której ja nie miałam dziesięć lat temu, jest teraz na wyciągnięcie ręki.

Melissa

Dzięki za polecenie podcastu. Jest jeszcze coś do dodania w kwestii sukcesu projektanta?

Dla każdego sukces jest czymś innym. Dla kogoś może to być robienie rzeczy do szuflady, dla kogoś innego, żejego plakaty są w całym mieście, a dla innego, że ma 100 tysięcy followersów. Dla mnie sukces jest, gdy mam satysfakcję i praca toczy się w dobrej atmosferzei jest taka płynność, mogę eksperymentować.

Myślisz, że ważne jest, żeby sobie zdefiniować czym jest dla nas ten sukces?

Myślę, że jest ważne, żeby się zastanowić. Pomyśleć o tym, co się dzieje za rok, o takim idealnym dniu np. że mam swoje studio albo że mam stronę. Ja się nad tym też zastanawiam, gdzie chcę być za miesiąc, za rok i jak określę sobie cel to łatwiej mi do niego zmierzać. Podobno najlepiej go zapisać. Jak się nie wie, w którą stronę się biegnie to może być ciężko.

Jak się nie wie, w którą stronę się biegnie to może być ciężko.

Warto się nad tym zastanowić.

Poruszamy się w takim środowisku ludzi o dużej wrażliwości. Nie wszystko, o czym mówimy można wszczepić do kazdej osoby. Dla jednych to będzie marzenie o wystawie, dla innych to w ogóle będzie marzenie, żeby wrócić do malowania.

Nasze cele i marzenia też się będą zmieniać z biegiem czasu. Może być tak, że będąc na studiach chcemy pracować dla agencji X. Nawet jak się tam dostaniemy i zaczniemy pracować, to możemy stwierdzić, że to nie to.

Moim celem na studiach było to, żeby dalej robić to samo co na studiach. Wcaletego teraz bym nie chciała.

To też jest dobre, bo próbujemy nowych rzeczy.

Czasem trudno to sobie określić. Jakbym teraz miała stworzyć taką listę, gdziechcę być za rok, to musiałabym temu poświecić czas i się skupić, ale myślę, że warto.


Powiedziałaś wcześniej, że dla jednych sukces to może być 100 tysięcy followersówna Instagramie. Czy sukces łączy się według Ciebie ze sławą i popularnością?

Uważam, że dobre prace się łączą z popularnością, ale popularność nie zawsze łączy się z dobrymi pracami.

Uważam, że dobre prace się łączą z popularnością, ale popularność nie zawsze łączy się z dobrymi pracami.

Mocna pozycja w tej sprawie.

Przydaje się popularność, do pracy z dużymi markami. Teraz marki patrzą na zasięgi i często w kontraktach jest wpisane, że ileś postów się pojawi. Potem trzeba zdawać raporty tym firmom. Jest to ważne, nie można tego zaniedbać i mieć tylko świetne prace w 2020 roku. Wszystkie duże marki, z którymi współpracowałam chcą to sprawdzać. Trafia to do większej grupy, przekłada się na lepszą sprzedaż i rozpoznawalność marki, czysta matematyka. Wizerunek wi nternecie jest ważny.

Głównie chodzi tutaj o Instagram?

Tak, ale dynamika tego jest ogromna. Zaraz będzie TikTok. Tak jak w latach70-tych były najlepsze projekty, później w 90-tych najtańsze projekty. Tak teraz tą karta, która decyduje między dwoma projektantami są często zasięgi i typ odbiorców. Dobrze wiedzieć, kto Cię obserwuje i jak to rozrastać.

Superjodnostka
Teraz tą karta, która decyduje między dwoma projektantami są często zasięgi i typ odbiorców. Dobrze wiedzieć, kto Cię obserwuje i jak to rozrastać.

Czyli warto dbać o obecność w mediach społecznościowych.

Warto, ale chcę zaznaczyć, żeby to nie było takie sztuczne. Jak rozmawiam zosobami z PR to jest taki zwrot, żeby to było prawdziwe, nie chodzi o to, żeby kupić 100 tysięcy followersów na allegro czy AliExpress. To, co się pokazuje i to, kim są twoi odbiorcy to jest bardziej cenione nad ilością.

Bycie autentycznym przede wszystkim.

Tak, zataczamy koło, jak się wybić. Ja ufam tej autentyczności. Nie chodzi o to, żeby podążać za trendami iużywać tych samych pędzli w procreate i na ipadzie. Kluczem jest to, że jesteś sobą i masz swój bagaż doświadczeń, swoją szkołę, swoich przyjaciół. To jest wyjątkowe. Procreate kosztuje 10$ i jesteśmy wszyscy tacy sami.

Pomyślałam też o tym, że często chowamy się za swoimi pracami. Jak istotne jest to, żeby pokazać od czasu do czasu swoją twarz?

Jest to dla mnie punkt sporny i trudny. Ja np. nie lubię pokazywać swojej twarzy wśród swoich prac, ale często udzielam takich wywiadów, gdzie ktoś przychodzi do biura i wtedy jest pokazana pracownia, proces i ja gdzieś siedzę za biurkiem. Nie sądzę, że ja chciałabym się pokazać z jakimś opakowaniem kosmetyków, które zrobiłam. Nie chciałabym, żeby ta wartość była przez to, że jestem bardzo piękną dziewczyną, niesamowitej urody. Chciałabym, żeby ta wartość była w pracach, niż w tym, że ktoś mi zrobi fajne zdjęcie. Wiem, że to jest też utopijne. Trzeba być twarzą, twarzą rajstop, kredek... Jest to dodatkowy zastrzyk gotówki. W Stanach często to się pojawia, że ilustratorzy promują jakieś tusze. Chodzi o równowagę, wszystko jest dla ludzi. Ja nie umiem w selfie.

Dochodzimy do takiego momentu, że projektant staje się influencerem.

Właśnie. Super to ujęłaś. To jest prawda. Cała ta konsekwencja tego wizerunku jest prawdą. Nie tylko twoje produkty są produktem, ale cała twoja osobowość, imie, ksywa.

Bikor Opakowania

Jak dbać o swoje nazwisko w takim razie?

Myślę, że trzeba być uczciwym i robić swoją robotę w czasie. Dotrzymywać słowa i starać się jak najbardziej ,a wyjdzie tak, jak się da najlepiej w danym czasie i budżecie.

Myślę, że trzeba być uczciwym i robić swoją robotę w czasie. Dotrzymywać słowa i starać się jak najbardziej ,a wyjdzie tak, jak się da najlepiej w danym czasie i budżecie.

Jeszcze odnośnie do Instagrama. Czy to przełożyło się kiedyś na jakieś zapytania i prace?

Tak, zdarza się to, pomimo że nie jestem super aktywna. Często też usuwam jakieś posty, do których straciłam przekonanie. Ja mam taką koncepcję, że tam bardziej pokazuję proces i zestawiam szkice z finalnym projektem, bo mi się wydaje, że to jest ciekawe. Jest Facebook, czy strona, gdzie są finalne prace a tutaj bardziej proces. Często dostaję zapytania o te oryginały, więc to jest jakiś kanał dochodu. Jak się chce pokazać szpagat między śmietnikami, to warto mieć drugie konto. To jest to samo co się stało z Facebookiem. Narzędzie do łączenia ludzi stało się narzędziem biznesowym. Dzieje się tak, że młode osoby przechodzą na inny kanał, bo ich to już nie interesuje, że każdy post coś sprzedaje. I to się dzieje teraz z Instagramem.

Tak, ja też to widzę. Kiedyś obserwowało się tylko swoich znajomych. Teraz trzeba się zastanowić, zanim się coś wrzuci.

Tak, stało się to takim terrorem. Nie jest to fajne, ale jednocześnie jest koniecznym narzędziem.

Dopóki klienci będą z tego korzystać i ludzie będą upatrywać jakąś wartosć, dopóty trzeba będzie tego używać.

Tak, minusem tego jest to, że nie można znikać i trzeba to ciągle aktualizować.

A korzystasz jeszcze z innych platform?

Korzystam z Behance. Myślę, że to jest dobre źródło, i z Pinterest i LinkedIn. Właściwie każdy kanał mi przyniósł jakieś zlecenie, więc warto być. Jest to pochłaniające szalenie, zwłaszcza w takich czasach, że to musi być pedantyczne i zaplanowane, ale szczere jednocześnie.

Jest to w ogóle dla Ciebie jakiś wyznacznik - ile ludzi Cię obserwuje?

Czasem sprawdzam, jak to się przyjęło, czy nie było za bardzo pojechane. Bądźmy szczerzy, każdy sprawdza. Wiem też, że czasem może być super praca, która jest za trudna na Instagram, ale w galerii by zyskała inną ocenę. Chciałabym, żeby to umarło i wszyscy mogli wrzucać, tak jak było na początku, ale takie mamy czasy.

Języczni

Raczej nie wrócimy do tych czasów, może nowa aplikacja…

Tak, ale czy też fajne było jechanie z teczką plakatów do klienta tramwajem?

Zawsze są plusy i minusy, trzeba się w tym odnaleźć. Porozmawiajmy trochę o edukacji. Jak ważne jest to, na jaką uczelnie pójdziemy, czy jakich profesorów będziemy mieć, jak to się przełoży na nasz sukces?

Ja jestem zdania, że to jest ważne i że warto studiować na Akademii. To otwiera oczy, jak różni są ludzie i w jak różny sposób można ten sam problem rozwiązać. Jest to ten moment, gdy człowiek się najbardziej konfrontuje. Można się dużo nauczyć z samej obserwacji. Mam wrażenie, że ludzie po akademii są bardziej elastyczni. Są bardziej wyrozumiali dla swoich i cudzych błędów. W Polsce jest dużo warsztatu na akademiach i ja to cenię, ale uważam też, że nie trzeba studiować na akademii. Znam wiele grafików, którzy przez obserwację, podcasty, ćwiczenia doszli do super miejsca. Myślę, że Akademia jest ułatwieniem.

Ja jestem zdania, że to jest ważne i że warto studiować na Akademii. To otwiera oczy, jak różni są ludzie i w jak różny sposób można ten sam problem rozwiązać. Jest to ten moment, gdy człowiek się najbardziej konfrontuje. Można się dużo nauczyć z samej obserwacji.

Jest jeszcze coś, co ASP daje studentom, a czego nie mogą się nauczyć w inny sposób?

Wiem na pewno, czego nie daje. Uważam, że Akademia jest inkubatorem, gdzie wrzucają nas jak takie bobaski i tam jest cieplutko i przyjemnie i wszyscy klepią się po ramieniu, bo się dostali i jest wspaniale. Potem jest dyplom, wszyscy dostali piątki, bo już wytrzymali te pięć lat. Dotarliśmy do końca i nagle jesteśmy rzuceni na rynek pracy i jesteśmy wyjęci z tego cieplusiego inkubatora i nie wiadomo jak szukać pracy, jak napisać umowę, jak ten Instagram prowadzić. To jest strasznie odklejone. Fajnie, że jest internet i można się podkształcać. A co daje? To skupienie na procesie. Za długi oczywiście jest ten proces, pięć miesięcy się plakat dłubie.

Po zakończeniu swojej edukacji czułaś takie braki. Jak je zapełnić, czy uczelnia może coś zrobić?

Wnioskuję wszędzie gdzie mogę – uczelnio zmień się! Czasy się zmieniły. Ja miałam farta, bo te braki formalno biznesowe to bardzo rodzice mi z tym pomogli. Oni mają swoją pracownię architektoniczną. Mama pomogła mi z księgowością. To jest gigantyczne szczęście, że nie muszę mieć ksiegowej, bo rozumiem to wszystko i wiem, pod koniec roku, który klient okazał się intratny, a który w skali roku wcale nie. Ja obserwowałam całe życie jak tata rozmawia z klientami i negocjuje. Tą bazę zawdzięczam rodzicom i wiem, że to było wyjątkowe. Dziękuję im za to. Chciałabym, żeby wszyscy tak mogli startować na akademii. Dlatego po pierwsze chciałabym, żeby na Akademii pracowało więcej osób, które są aktywne zawodowo. Jak studiowałam w Portugalii, to wszyscy mieli swoje studia, radzili jak wyceniać, zatrudniali też studentów. To przejście było takie zatarte i płynne, bo już się trochę pracowało na studiach. U nas to jest powolne, długie i frywolne, co pomaga się dużo nauczyć, ale brakuje kwestii ekonomiczno-biznesowych. Buduje się ciepło, że jest się wyjątkowym artystą i później to zderzenie jest po prostu bolesne.

Czyli brakuje tego, jak prowadzić swój biznes.

Tak jak prowadzić, czy gdzie się starać o dotacje, kiedy wynająć pracownię, z kim, jak. Tych przyziemnych rzeczy, które zajmują sporo czasu pracy. W ogóle to jes tnietknięte kijem w rękawiczce.

Chociaż jeden moduł powinien być biznesowy na uczelni.

Nawet jeden semestr, żeby chociaż wiedzieć jak wyceniać, czy o prawach autorskich. U mnie nie było kompletnie nic. Mam przecieki, że to się już trochę zmienia i są zajęcia z prawa autorskiego, więc powoli się to zmienia. Czasy się zmieniają bardzo dynamicznie, a akademia się zmienia za wolno. Zostaję przy stwierdzeniu, że warto chociaż raz zrobić drzeworyt, pomimo że się go nigdy więcej nie zrobi. Duże braki poza artystyczne a artystyczne super zadbane, może się nie da wszystkiego zrobić.

30 Lat Wolności Plakat
Czasy się zmieniają bardzo dynamicznie, a akademia się zmienia za wolno.

Pomówmy chwilę o networkingu i o zdobywaniu kontaktów. Czy to jest ważne już dla studenta?

Ja nie mam kontaktu właściwie z żadnymi współstudentami, wszyscy się rozjechali. Właściwie nie mam networkingu uczelnianego, ale kiedy byłam na Erasmusie, to pracowałam w teamie jednego z moich profesorów i to pozwoliło mi zrobić jakieś fajne realizacje za granicą. Tam networking zadziałał. W Polsce to zadziałało w taki sposób, że pracownicy akademii mają wystawy w Muzeum w Wilanowie z automatu. Jak pracowałam na uczelni, to to się przydało. Uważam, że nie networking, tylko dobra współpraca zbuduje Ci ten networking. Ja uważam, że ciężka praca i biznesowe podejście to jest droga do sukcesu. Podejście jak w tym podcaście Go Giver.

Podoba mi się to co powiedziałaś. Młode osoby martwią się, że nie mają kontaktów, a chodzi właśnie o to, żeby się skupić na swoich pracach najpierw, żeby mieć w ogóle co pokazać.

Polecam na start pracę w prasie. Finansowo nie są to kokosy, ale wysłanie maila, do Art Direktora, którego maila masz w gazecie. Nawet nie musisz tej gazety kupować, idziesz do empiku i robisz zdjecie maila. Wysyłasz dedykowane portfolio do tej prasy i nagle masz networking. Ci wszyscy Art Direktorzy cię widzieli. Masz większy networking, niż ktoś kto był na imprezie.

Czyli niekoniecznie musimy spotykać osobiście te osoby.

Tak. Cenną rzeczą jest robienie dedykowanego portfolio. Czyli to, o czym mówiłyśmy. Za rok chcę, żeby Wysokie Obcasy miały okładkę z moją ilustracją. Czytam tę gazetę, znajduję artykuły, które mnie interesują i robie do nich ilustrację, tak jakby oni to zlecili. Piszę maila do Wysokich Obcasów, że kocham waszą gazetę (piszę prawdę; im więcej prawdy, tym łatwiej dostać pracę) i wysyłam te prace. Tak samo jest z brandingiem. Mam ulubioną kawiarnię i robię jej branding. Nikt mi za to nie płaci, ale pokazuję to na stronie, na Behance i na Instagramie. Kawiarnia dwa numery wyżej się właśnie otwiera. Znajduje Cię i wie, że jesteś w stanie zrobić doskonały branding dla kawiarni. Takie podobne projekty do twoich wymarzonych klientów – zrobione i pokazane zwiększają wielokrotnie twoje szanse.

Tutaj zataczamy koło o tym, że często klienci nie wiedzą jak oceniać portfolio i mając kilka projektów, które są z tej samej branży co klient będzie łatwiej o ten konkretny projekt.

Tak, to pokazuje zrozumienie klienta i umiejętności, jakie mamy.

The Walk

Chodzi też o to, żeby wziąć własną ścieżkę rozwoju w swoje ręce, żeby nie czekać, kiedy ktoś do nas napisze.

Pajęczyną można by zarosnąć. Nie jest to dla wszystkich – ja mówię cały czas o pracy na freelansie. Ja tak żyję już od kilku lat. Są osoby, które nie mają takiej osobowości, że się będą wpychać i nie potrafią się określić. Są osoby, które pójdą inną ścieżką kariery i też będą osiągały świetne sukcesy. W pracy freelancera określenie tych celi jest ważne i dążenie do nich taką szczerą drogą. Nie widzę opcji, żeby to nie było wtedy sukcesu.

Można to podsumować, że sukces da się trochę zaplanować.

Jasne, nawet nie trochę. Jest talent, szczęście i trochę networku. Praca, dobre decyzje i słuchanie swojej intuicji to jest ponad 70% tej składowej. Umiejętność rozmawiania z ludźmi i pracy w różnych zespołach to jest klucz. Ten talent jest tak mało widoczny w tej gęstwinie. Wszystko jest teraz mniej więcejd obre. Kilka osób jest wybitnych i to widać po jakimś czasie jak się ma wyostrzone oko. Żeby pracować i się utrzymać i być szczęśliwym to ten wrodzony talent – ja też uważam, że on jest wypracowany – jest naprawdę tylko częścią. Nie warto się zamartwiać, że ktoś miał lepszy start, czy ktoś miał większe zasoby finansowe, albo lepiej wygląda na Instagramie ze swoimi pracami, bo w pozycji jogi trzymał rysunek… to nie jest tak ważne, jak uczciwa praca.

Nie warto się zamartwiać, że ktoś miał lepszy start, czy ktoś miał większe zasoby finansowe, albo lepiej wygląda na Instagramie ze swoimi pracami, bo w pozycji jogi trzymał rysunek… to nie jest tak ważne, jak uczciwa praca.

To może być ważne do pewnego momentu, później to się zaciera…

Pracą można wypracować więcej niż talentem. Jak się ma ten network, to łatwo można osiąść na laurach, jest mniejszy pęd i ambicja do rozwoju. Nie ma się kompleksów, bo się czuje, że coś łatwiej przychodzi.

Czyli ciężka praca. A jak ma się do tego bycie w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie? Czy to jest istotne?

Jest istotne. Są pewne trendy, pewne rzeczy przestają być modne. To jest ważne. Na pewnym etapie wybieranie klientów jest ważne, że ten ściąga w dół a ten wywinduje do góry. Na długiej osi jak mamy talent, to jest szczęście – odpowiedni moment i odpowiedni czas. Później jest trochę networku, ale uważam, że to jest najmniej na tej osi. Reszta to robota i uczciwość, zgodność ze sobą.

Na pewnym etapie wybieranie klientów jest ważne, że ten ściąga w dół a ten wywinduje do góry. Na długiej osi jak mamy talent, to jest szczęście – odpowiedni moment i odpowiedni czas. Później jest trochę networku, ale uważam, że to jest najmniej na tej osi. Reszta to robota i uczciwość, zgodność ze sobą.
Think and make like an artist

Rozmawiamy o sukcesach, ale myślę, że w cieniu tych sukcesów jest na pewno wiele porażek.

Bardzo dużo.

Porozmawiajmy o tych porażkach.

Jestem przekonana, że im więcej sukcesów tym więcej porażek. Im więcej się robi projektów, tym więcej proporcjonalnie się nie uda. Te porażki są bardzo różne. Czasem starasz się jak nie wiem i kompletne nic wychodzi. Nie wiadomo co by się nie urodziło, to nic z tego nie wychodzi. Musisz oddać i szajs jest. To jest jeden typ porażki. Drugi typ – robiłeś z pełnym entuzjazmem, ale klient nagle zmyka, wycofuje się i ma Cię gdzieś, nie płaci. To jest dość częsty typ porażki szczególnie przy mniejszych klientach – zmieniają zdanie. Później jest taka porażka, że nie zdążyłeś. Totalna porażka. Później, że zabrakło na czynsz. A pracowałeś przez 10 godzin codziennie, a nie ma nic na koncie. Albo w drugą stronę masz na koncie tyle, że śpisz na hajsie, ale nie widziałeś swoich przyjaciół od czterech miesięcy, to też jest porażka. Tych porażek jest mnóstwo.
Mam taką rzecz, która jest dla mnie mieszanką wielkiego sukcesu i wielkiej porażki. Książki dla Taschen. Sukces, bo wygrałam przetarg, gdzie wiele osób startowało. Zostałam wybrana z pracami takimi, jakie najbardziej lubię robić geometryzyjnymi takimi trochę abstrakcyjnymi ilustracjami. I zostałam urobiona jak wół na koniu do takich ilustracji, które wyglądają jak stokowe dla mnie oczywiście. Dostaje dużo pozytywnego feedbacku, wszystkim to się podoba. Dla mnie jest to porażka, że te książki nie są w moim stylu do końca i nawet jak pokazuje zaprzyjaźnionym ilustratorom, to się dziwią, że to moje. Przerosło mnie: skala i ranga tego projektu i klienta. Spowodowało to, że oddałam za dużo siebie. Bałam się postawić. Jest to dla mnie porażka wizualna. Oczywiście wiem, że jestem bardzo krytyczna, bo nie jest to bardzo zły projekt. Wielkim sukcesem jest to, że oni są zadowoleni. Sukcesem jest też to, żeby nie być przerażonym tą skalą i zawsze pozostać w zgodzie z sobą.

Bardzo podoba mi się twoja szczerość i to, że potrafisz rozmawiać na takie tematy i wyciągnąć lekcje dla siebie.

Nie jest to jedyna porażka. Jest też wiele porażek produkcyjnych. Ja się z tych porażek więcej uczę. Paulo Coelho, może, ale prawda. Te porażki dają porządnego kopa. Nie można się im poddać i załamać. Największą moją porażką jest to, że ja traktuję moje projekty bardzo osobiście i bardzo się w to wczuwam. Później gdy ktoś mnie unika albo nie chce tego wdrożyć, to dla mnie to jest totalna porażka. Ja włożyłam w coś tyle energii i pracy. To jest dla mnie porażka, że nie potrafię tego oddzielić, że to jest po prostu praca.

Myślę, że to skłoni czytających do tego, żeby się zastanowić nad sobą.

Wszystko jest kwestią złotego środka. Zwłaszcza na freelansie. Ilość pracy i odpoczynek. Wycena i ilość pracy. Tego się nie da z podcastu wysłuchać. Trzeba to w dużej mierze przejść samemu, żeby wiedzieć, co dla Ciebie jest tą ścieżką. Ty możesz iść w lewo i będzie super, ja idę w prawo i jest super, a ktoś może iść do tyłu i będzie extra dla niego.

Wszystko jest kwestią złotego środka. Zwłaszcza na freelansie. Ilość pracy i odpoczynek. Wycena i ilość pracy. Tego się nie da z podcastu wysłuchać. Trzeba to w dużej mierze przejść samemu, żeby wiedzieć, co dla Ciebie jest tą ścieżką.

Zakończmy może pozytywną nutą. Co jeszcze chciałabyś osiągnąć?

Największym moim marzeniem od pięciu lat to jest skończyć swoją stronę. Szewc bez butów chodzi. Zbliżam się, przez to, że był COVID i zaczęło to być bardzo namacalne. Chciałabym się nauczyć animacji i 3D i myślę, że to jest przyszłość. Z jednej strony myślę, że wszyscy się zmęczą digitalemi będzie powrót do rzemiosła, ale też chciałabym się nauczyć interaktywnych rzeczy. Myślę, że to jest ciekawa droga. Na ten temat bardzo polecam wywiad zChristopherem Niemnem (AbstractSunday), który poświęca swoje niedziele na rozwijanie swoich marzeń. Rzeczy z pasji zawsze się sprzedają.

Rzeczy z pasji zawsze się sprzedają.

Jest jeszcze jakaś marka czy jakiś klient, z którym chciałabyś współpracować ?

Wszyscy są ciekawi i każdy jest innym wyzwaniem. Robiłam bardzo dużo różnych produktów i projektów i moim ulubionym są rzeczy przestrzenne. Ilustracja na opakowania czy na produkty to mnie ekscytuje, że to jest takie namacalne.

Ola Niepsuj Facebook Instagram

zobacz także
Wybierz jeden z pozostałych tematów z listy poniżej.
Pewność siebie

Adam Chyliński

Z Adamem Chylińskim - współzałożyciel Gdańskiego studia TOFU, w którym pełni funkcję dyrektora kreatywnego. Razem z Adamem dotknęliśmy tematu pewności siebie wśród projektantów. Od prezentacji projektów po wystąpienia publiczne. Zachęcam do zapoznania się z tym bardzo wartościowym materiałem, skorzystania z porad i przemyślenia tematu pewności siebie.
Multidyscyplinarność w projektowaniu

Piotr Wątroba

Piotr Wątroba w swojej pracy łączy wiele dyscyplin. Rozmawialiśmy o tym dlaczego nie wybrał drogi specjalisty oraz jakie są plusy i minusy wynikające z tej decyzji? Z tej rozmowy dowiecie się też jak wykorzystać taki wachlarz umiejętności i jak się ich uczyć.
+10 lat w zawodzie ilustratorki

Gosia Herba

Gosia Herba dzieli się swoimi wypracowanymi sposobami pracy. Ta rozmowa to skarbnica wiedzy dla ilustratorów. Dlaczego Gosia mówi głośno o prawach autorskich i licencjach? O czym chciałaby wiedzieć gdy zaczynała swoją karierę? I jakie było jej pierwsze zlecenie? Odpowiedzi na te pytania i wiele innych znajdziecie w tym artykule.