January 26, 2021
Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość projektowania

Tym razem zapraszam do zapoznania się z materiałem o przeszłości, teraźniejszości i przyszłości projektowania graficznego. Moim gościem był Patryk Hardziej. Pytałam Patryka o to czego nauczył się od mistrzów projektowania, których poznał dzięki swojemu zainteresowaniu historią projektowania graficznego, co sprawia mu największe wyzwanie w obecnej pracy i czy uważa, że zawód projektanta będzie pożądaną profesją w przyszłości.

Plan naszej rozmowy jest podzielony na trzy części: przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Zacznijmy od przeszłości, bo zajmujesz się historią projektowania. Jaki wpływ ma to na twoją codzienną pracę?
 
Nie ma to bezpośredniego wpływu. Nie działa to tak, że ja chcę być jak ci mistrzowie projektowania, że otwiera się moje portfolio i to się widzi. Uczę się poprzez poznawanie osób, które wtedy projektowały. Pierwsze spotkania były oczywiście o projektowaniu, ale późniejsze były już bardziej spotkaniami towarzyskimi. Piliśmy kawę i jedliśmy serniczek. Te spotkania na stopie przyjacielskiej dały mi więcej. Nastawienie tych projektantów do pracy i upór przełożyło się na to czego dokonali. To, co mamy w głowie, to jakimi ludźmi jesteśmy, sprawia, że projektujemy lepiej lub gorzej. Myślę, że trzeba być zaangażowanym w to co się robi i mieć pewien kodeks. Jeśli staramy się być dobrzy dla środowiska i klientów to, to wraca. Stare projektowanie uczy mnie pokory. Kiedyś projekty powstawały dłużej, robiło się to mozolniej. Projektanci musieli być bardziej skrupulatni, spokojniejsi.

To, co mamy w głowie, to jakimi ludźmi jesteśmy, sprawia, że projektujemy lepiej lub gorzej. Myślę, że trzeba być zaangażowanym w to co się robi i mieć pewien kodeks. Jeśli staramy się być dobrzy dla środowiska i klientów to, to wraca. Stare projektowanie uczy mnie pokory. Kiedyś projekty powstawały dłużej, robiło się to mozolniej. Projektanci musieli być bardziej skrupulatni, spokojniejsi.

Wychodzi na to, że to była głównie wymiana doświadczeń życiowych, nie tyle, ile technicznych informacji.
 
Wiedzy technicznej nie da się zgłębiać bardzo długo. To przygody tych projektantów interesowały mnie bardziej. Myślę, że im człowiek jest starszy, tym bardziej interesuje go właśnie historia innych ludzi. Jedną z chwil, które mi bardzo utkwiły w pamięci to moment, gdy siedziałem z Ryszardem Bojarem i przeprowadzałem z nim wywiad do książki o CPN-ie. W pewnym momencie zadzwonił do mnie Karol Śliwka. Powiedziałem mu, u kogo jestem i że mogę przekazać słuchawkę. Pierwszy raz od 30 lat mogli ze sobą porozmawiać, bo kontakt urwał się dawno temu. Niedługo później najpierw Ryszard Bojar, później Karol Śliwka odeszli, więc byłem światkiem ich ostatniej rozmowy.
 
Faktycznie tych aspektów technicznych uczymy się dość szybko. Oglądając projekt, jesteśmy w stanie go odtworzyć technicznie, ale rzadko wiemy, jak on powstał, jak przebiegał proces.
 
Tak, a właśnie ten proces, to myślenie i ten początek procesu projektowego jest najważniejszy. Warto zadać sobie pytanie – dlaczego my to robimy? Można zrobić projekt, żeby tylko go zrobić, a można zrobić coś, co będzie miało sens. Ja chciałbym zawsze robić takie projekty, które mają jakiś sens, ale nie zawsze to się udaje. Jeśli nie ma takich projektów, to ja sam staram się je inicjować.

Widzisz jakieś zaskakujące różnice w obecnym projektowaniu i tym z lat 50, 60 i 70? Co się zmieniło?
 
Wszystko było inaczej. Jeśli popatrzymy na projekty, to można mówić o takich formalnych sytuacjach, że plakaty były bardziej malarskie, a znaki były prostsze. Zastanówmy się, dlaczego tak było. Żeby zrozumieć to warto wejść w kontekst historyczno-ekonomiczny. Po drugiej wojnie światowej nastał okres PRLu. Kraj i gospodarka funkcjonowały inaczej. Jeżeli ktoś chciał projektować, to musiał być w Związku Polskich Artystów Plastyków (ZPAP). Droga wyglądała tak, że trzeba było skończyć szkołę, dostać się do Związku i dopiero wtedy można było dostać zlecenie. Wszystko było określone, włącznie z cennikiem. Dzisiaj projektanci muszą sami mierzyć się z wycenami.

W latach 70. na świecie było o połowę mniej ludzi niż teraz. Świat był mniejszy. Było o połowę mniej zleceń, mniej projektantów i mniej pułapek.

Ten świat projektowy był też chyba mniejszy.
 
Tak, w latach 70. na świecie było o połowę mniej ludzi niż teraz. Świat był mniejszy. Było o połowę mniej zleceń, mniej projektantów i mniej pułapek. W Polsce projektanci mogli wybrać dwie drogi – Polska Szkoła Plakatu lub projektowanie użytkowe. Zazwyczaj to, w jakim obszarze projektant działał, wynikało z tego, do jakiej pracowni na studiach trafił. Jeżeli ktoś trafiał do Henryka Tomaszewskiego, to wstyd mu było później robić jakieś opakowania, bo on przecież jest artystą-grafikiem i będzie robił plakaty do teatrów i oper. To było najbardziej szlachetne i pożądane. Ci, którzy czuli się rzemieślnikami, wybierali tę drogę pragmatyczną, która służyła ludziom. Wcale ta kompozycja na proszku do prania nie była gorsza niż na plakacie filmowym. Różnica była taka, że proszek do prania można było kupić za 5 zł, więc ranga projektu automatycznie spadała.

Mówiłeś o tym aspekcie artystyczności w projektach i zastanawiam się, czy nie jest tak, że dzisiejsi projektanci chcą postawić granicę i nie chcą uważać się za artystów, a kiedyś było tak, że jednak każdy projektant uważał siebie za artystę.
 
Zależy, o jakich projektantach mówimy i gdzie. Ty teraz mieszkasz w Londynie i spotykasz się z innym sposobem myślenia niż projektanci w Polsce. W Polsce faktycznie ten poziom artystyczny w przeszłości był najważniejszy. W komisjach do konkursów zawsze był o jeden członek Związku Polskich Artystów Plastyków więcej, niż przedstawicieli zamawiającego, więc ten aspekt estetyczny wygrywał. Ten monopol Związku był ogromny. Nie było badań rynku, zresztą konkurencja była fikcją. Mieliśmy trzy proszki do prania, ale one wszystkie były produkowane przez jedną fabrykę. A często tego proszku i tak nie było. Państwo nie nadążało za potrzebami. Stąd wiec ta artystyczność w Polsce. A następnie zderzenie z komercyjnością i wolnym rynkiem lat 90. Nie wszyscy sobie poradzili. Okazało się, że wiele osób ze starszego pokolenia nie było w stanie pracować na komputerze. Pracować natomiast zaczęli komputerowcy i technicy. Nie mieli oni zupełnie wiedzy na temat projektowania, ale znali programy, więc mogli coś przygotować do druku. Ten projektant pomimo setek projektów nie był w stanie się dostosować do nowej rzeczywistości. Także poprzez swoje myślenie, że jest artystą i robi rzeczy bardzo jednostkowe o wysokim poziomie artystycznym. Ten rynek, który się rozwijał, potrzebował czegoś krzykliwego i to na szybko. Według mnie nie ma jednej odpowiedzi. Musimy znaleźć swoje miejsce pomiędzy sztuką a techniką.

Pozostając jeszcze w przeszłości, ale już powoli wkraczając do teraźniejszości - jesteśmy teraz w takim punkcie, gdy coraz ciężej staje się stworzyć coś nowego i oryginalnego. Mnóstwo rzeczy zostało już zaprojektowane. My – projektanci szukamy inspiracji, przeglądamy książki i internet. Czy twoim zdaniem jest możliwe zaprojektowanie czegoś oryginalnego i jaki jest twój stosunek do oryginalności w projektowaniu?
 
Nie jest to możliwe.
 
Czyli odtwarzamy to co już powstało?
 
Jeżeli będziemy myśleć o tym, żeby to było oryginalne, jednostkowe i że nic takiego wcześniej nie powstało to albo nam się to uda, albo w 99% poniesiemy porażkę. Paul Rand powiedział: „Nie próbuj być oryginalny. Próbuj być dobry”. Okazuje się, że bycie dobrym wystarczy, bo to projektowanie ma być użytkowe. Wystarczy popatrzeć na kroje pisma bezszeryfowe. Dla normalnego człowieka, który nie jest obeznany z typografią, one są takie same. Jeżeli byśmy chcieli zaprojektować coś, czego nikt wcześniej nie zrobił, to się okaże, że ten krój pisma będzie do niczego. Zrobimy krój pisma, który będzie funkcjonował w nagłówkach przez pół roku, a później wejdzie kolejny trend.

Jeżeli będziemy myśleć o tym, żeby to było oryginalne, jednostkowe i że nic takiego wcześniej nie powstało to albo nam się to uda, albo w 99% poniesiemy porażkę. Paul Rand powiedział: „Nie próbuj być oryginalny. Próbuj być dobry”.

Wracając do pytania, czy jesteśmy skazani na odtwarzanie, to patrząc na historię sztuki, to jest to sinusoida. Renesans był repliką antyku, tylko przy użyciu nowoczesnych technik. Być może my teraz jesteśmy również repliką powojennego modernizmu, tylko przy użyciu nowoczesnych technik. Natomiast gdy zauwazamy przesyt pewnej stylstyki, to chcemy od niej uciec. Jeszcze kilka lat temu wszystko miało być czyste i minimalistyczne. Produkty Apple chciały być jak produkty Brauna. To myślenie z produktu zostało przeniesione na promowanie produktu, grafikę i aplikacje. Patenty były te same.


Myślę, że od dwóch, trzech lat projektowanie idzie w stronę futurystyczną. Podoba mi się to, co się dzieje z literą. Kroje pisma, które powstają, potrafią być bardzo pokręcone. Wynika to z tego, że kiedyś typografią mogli się zajmować tylko nieliczni, którzy poznali tajniki. Dzisiaj poznamy FontLaba czy Glyphsa i możemy już działać. Widzimy, że teraz projektowanie pism jest bardzo autorskie i indywidualne. Myślę, że to też jest nawiązanie do przeszłości. Warto sprawdzić co robił Herb Lubalin z logotypem, który musiał być literniczy i pokazywać historię. Możliwe, że zaraz to liternicze szaleństwo też się skończy i będziemy mieć ultraminimalizm. Żyjemy na takiej sinusoidzie i projektant musi się dostosowywać. Różnica jest taka, że te okresy dostosowywania się są coraz krótsze. Kiedyś to było 10 lat, a niedługo to będzie co pół roku, gdy trzeba będzie zmieniać swoje myślenie i się dostosowywać, żeby nie być starym dziadem, który nie jest w stanie się w to wpisać, przez co nie ma zleceń. To jest pułapka, bo albo się w to wpisujemy i ciągle się zmieniamy, tym samym tracimy swoją tożsamość. Albo działabym według swoich zasad, ale nie wiemy, czy to, co robimy, się sprawdzi, czy nie, bo jest dynamicznie.

Żyjemy na takiej sinusoidzie i projektant musi się dostosowywać. Różnica jest taka, że te okresy dostosowywania się są coraz krótsze. Kiedyś to było 10 lat, a niedługo to będzie co pół roku, gdy trzeba będzie zmieniać swoje myślenie i się dostosowywać, żeby nie być starym dziadem, który nie jest w stanie się w to wpisać, przez co nie ma zleceń.

Czujesz, że musisz się wpisać, czy idziesz w tę stronę projektowania uniwersalnego?
 
Najgorzej analizować siebie… Przez to, że jestem projektantem, ilustratorem, organizatorem różnych wydarzeń i wykładowcą nie mam czasu na określenie siebie w 100%. Każdy dzień przynosi mi nowe możliwości. Każdy tydzień to nowy projekt z innej dziedziny. Gdybym siedział tylko nad ilustracją, 5 dni w tygodniu, przez 52 tygodnie w roku to wyprodukowałbym przynajmniej 50 ilustracji rocznie. Może po takiej ilości pracy wiedziałbym, w którym kierunku iść i co robić dalej.
 
Sytuacja jednak jest taka, że ja robie jedną ilustrację miesięcznie, pół brandingu, pół wystawy i dwa kursy. Nie czuję odpływu zleceń, bo zawsze jest coś do roboty. Tak sobie ułożyłem te kompetencje, że mogę się zająć różnymi zleceniami. Jeśli w pewnym momencie coś nie będzie mi szło, to zajmę się czymś innym. W ilustracji jestem bardzo autorski. W projektowaniu nie, bo często projektuję z Adą Zielińską. Był też taki czas, że w studio było kilka innych osób. Wtedy trzeba się dzielić pracą i działać według określonego schematu. Kiedy opracowuję książkę o innym projektancie, wtedy muszę się zupełnie usunąć w cień.
 
Myślisz zatem, że te dylematy oryginalności, które my teraz mamy doskwierały też projektantom w przeszłości?

 
Myślę, że mogli też mieć te problemy, ale na pewno nie na taką skalę. Nie było internetu i błyskawicznego dostępu do katalogu twórców, który mamy teraz. Ten problem rośnie wraz z globalizacją i rozwojem mediów. Książka „Logo Modernizm” (TASCHEN) to zbiór znaków. Po obejrzeniu 20 stron książki jest nam przykro, że już wszystko zostało zaprojektowane. A po skończeniu nie chcemy być już projektantami. Takie podsumowania pokazują, że problem istniał, ale my dopiero możemy się dzisiaj z nim zmierzyć.
 
Nauczyłeś się czego jeszcze dzięki przebywaniu wśród projektantów takich jak Karol Śliwka?
 
Nauczyłem się tego, że projektując na co dzień będziemy tworzyć różne projekty, z których jesteśmy mniej lub bardziej zadowoleni, ale trzeba iść dalej. Ważne, żeby spojrzeć czasem na to, co zrobiliśmy z perspektywy i przemyśleć czy zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy i nie zmarnowaliśmy czasu. Projektanci, których miałem okazję poznać, cieszyli się z tego, co zrobili kiedyś.

Nauczyłem się tego, że projektując na co dzień będziemy tworzyć różne projekty, z których jesteśmy mniej lub bardziej zadowoleni, ale trzeba iść dalej. Ważne, żeby spojrzeć czasem na to, co zrobiliśmy z perspektywy i przemyśleć czy zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy i nie zmarnowaliśmy czasu.

Myślisz, że obecni projektanci nie mają takiej autorefleksji? Że biegniemy do przodu, nie ciesząc się z tego co udało nam się zrobić.
 
Projektowanie się zmienia. Typ projektanta, o którym mówię i do którego pretenduję, prawdopodobnie odchodzi do lamusa. Nowy typ projektanta, to osoba, która opracowuje produkty cyfrowe. Trochę je sprzedaje, trochę projektuje pod względem psychologicznym i użytkowym, ale przede wszystkim ma inną perspektywę i szybko umie się dostosować. Myślę, że ten stary typ nie będzie się przekształcał i będzie raczej funkcjonował w swoim rozumieniu. Nowy typ projektanta, kto wychował się od najmłodszych lat z urządzeniami cyfrowymi. Ja swój pierwszy komputer dostałem w wieku 16 lat. Do tego momentu funkcjonowałem w świecie książek, spacerów po lesie i obcowania ze światem w sposób namacalny. Przez to właśnie rzeczy analogowe są mi bardzo bliskie. Nie potrafię czytać na monitorze, nigdy nie kupiłem Kindle’a. Kupuję książki i płyty winylowe. W publikacji ważny jest dla mnie papier. Uważam, że projektowanie oddziałuje na różne zmysły.
 
Uważasz, że przygotowanie młodego projektanta do zawodu powinno się zmienić, czy te fundamenty projektowania nadal zostaną nieruszone i będą aktualne dla przyszłych projektantów?
 
Zależy, o jakich fundamentach mówimy. Tych blisko ziemi, czy w głębokiej piwnicy. Piwnica zostanie taka sama. Projektowanie tym się różni od sztuki, że jest uzależnione od technologii. Gutenberg wynalazł sposób na odlewanie czcionek metalowych. Przełożyło się to na nakłady książek i początek produkcji masowej. Komputer spowodował kolejną rewolucję. Myślę, że projektanci muszą być teraz bardziej samodzielni, by wyłapywać to, co się dzieje. Edukacja nie daje już takiego pełnego pakietu jak kiedyś. Teraz na studiach uczymy się wiedzy, która jest już w jakiś sposób przeterminowana i musimy sami szukać informacji. Może to być wiedza z kursów, z tutoriali bądź wiedza zdobyta poprzez doświadczenie w pracy.

Myślę, że projektanci muszą być teraz bardziej samodzielni, by wyłapywać to, co się dzieje. Edukacja nie daje już takiego pełnego pakietu jak kiedyś. Teraz na studiach uczymy się wiedzy, która jest już w jakiś sposób przeterminowana i musimy sami szukać informacji.

Głębokie fundamenty zostaną takie same, ponieważ głębokim fundamentem jest komunikacja. Istnieją zasady takie jak np. kontrast, które się nie zmienią. Patrzymy na świat oczami, filtrujemy informacje w mózgu i to nie ulegnie żadnym zmianom.

Więc niezmienne pozostanie to, że w dalszym ciągu projektujemy i będziemy projektować dla ludzi?
 
Tak, projektujemy informacje według niezmiennego szkieletu, który stanowi porządek, hierarchia itd.
 
Prowadzisz szeroką działalność jako projektant. Zajmujesz się ilustracją, projektowaniem, researchem – co sprawa Ci w pracy największe wyzwanie?
 
Znalezienie czasu. W moim przypadku teraz pojawia się coraz więcej pytań na temat procesu projektowego, czy zarządzania czasem. Ten czas, gdy martwiłem się wyłącznie o kwestie wizualne, powoli przemija. Gdy zaczynamy przygodę z projektowaniem, to mamy wrażenie, że zmieniamy świat poprzez projekty. Czuje się co jakiś czas progres. Wpadają nagrody – można więc obrosnąć w piórka. Potem przychodzą refleksje, że przede mną jeszcze kilkanaście może kilkadziesiąt lat pracy. Może trzeba więcej spać, podzielić się tym natłokiem pracy z innymi. Okazuje się, że nie jest się mistrzem świata i nigdy się nim nie będzie. Przez to, że tyle siedzę w researchu to wiem, że nie będziemy tak sprawni technicznie jak Ci starzy mistrzowie projektowania, ale mamy inne możliwości.

Myślisz, że to jest naturalny proces?
 
Tak, to się nazywa starzenie.
 
To zabawne. Ja się chyba szybko starzeję.
Zanotowałam sobie twoją wypowiedź z jednego wywiadu, w którym powiedziałeś, że czas pokazuje, co się sprawdziło, a co nie i jaki projekt się obronił. Czy patrząc dzisiaj na swoje projekty, jesteś w stanie powiedzieć, który projekt przetrwał tę próbę czasu, bądź wskazać jakiś, który jej nie zniósł, czy jest jeszcze zbyt wcześnie by to ocenić?

 
Myślę, że jest jeszcze zbyt wcześnie. Po 20 latach, gdy jakaś epoka się zamknie, będziemy w stanie powiedzieć, co tak naprawdę się stało w czasach, w których żyliśmy. Oczywiście na pewno to, co nadal funkcjonuje, jest oznaką, że to się sprawdza. Podczas mojej pierwszej pracy zawodowej jako student zrobiłem kilka znaków – żaden z nich nie funkcjonuje teraz.
 
Gdynia Design Days to projekt, który kontynuuję najdłużej. Znak od kilku lat jest niezmienny, a identyfikacja festiwalu, która zmienia się co roku, opiera się na znaku. Zanim go zaprojektowałem – festiwal już funkcjonował. Organizatorzy śmiali się, że jest to biennale, ponieważ każda edycja miała inny znak.

To ciekawe, bo w poprzednim odcinku wspomnieliśmy o tym projekcie. Podoba mi się właśnie takie podejście, o którym mówisz, bo daje to ogromne pole do manewrów dla projektanta.
 
Tak, można przy tym zrobić identyfikację, która jest w tzw. „trendach”. Jest to festiwal, który trwa w danym czasie i miejscu. Nie ma co się odnosić do uniwersalnej ponadczasowości. Są oczywiście różne metody na zaprojektowanie identyfikacji festiwalu. Projektowałem identyfikacje dla festiwali, gdzie co edycje zleca się to innemu projektantowi. Są też festiwale, które mają zawsze taką samą identyfikację. Są różne rozwiązania, ale nie ma lepszych i gorszych sposobów – ważne, żeby one działały.
 
Co myślisz o markach, które co kilka lat mają nową identyfikację? Czy wina leży bardziej po stronie klienta, czy projektu, który został opracowany np. pod wpływem jakiegoś trendu, który kiedyś był, a teraz już go nie ma?
 
Musimy pamiętać o tym, ze projektanci pracują na podstawie briefu. Ten z kolei jest stworzony przez zarząd czy jakiś dział w firmie. Decyzje, jakie podejmuje zarząd, wpływają na strategię firmy. Projektant ma tej strategii sprostać. Są oczywiście agencje, które zajmują się również tworzeniem strategii. Pentagram tworzy bardzo poprawne projekty. Może nie są jakieś przełomowe, ale one nie mają takie być. One mają działać. Warto wspomnieć o tym, że musi być też jakaś nić porozumienia między wykonawcą i zlecającym, by te projekty działały.

Teraz nie chodzi też o to, by projektować coś ponadczasowego i długowiecznego. Chodzi raczej o to, by coś dało się łatwo adaptować. Wcześniej księga znaku określała bezpieczne pole dla znaku. Nagle się okazuje, że to wszystko nie ma sensu, bo na Instagramie nie mamy miejsca, żeby te zasady respektować. Teraz ważna jest elastyczność. Myślę, że projektanci, którzy będą celować w tworzenie elastycznych systemów, będą mieć więcej klientów, niż ci, którzy projektują sztywne rozwiązania, które trzeba będzie za 2-3 lata zmienić.

Teraz nie chodzi też o to, by projektować coś ponadczasowego i długowiecznego. Chodzi raczej o to, by coś dało się łatwo adaptować. Wcześniej księga znaku określała bezpieczne pole dla znaku. Nagle się okazuje, że to wszystko nie ma sensu, bo na Instagramie nie mamy miejsca, żeby te zasady respektować. Teraz ważna jest elastyczność. Myślę, że projektanci, którzy będą celować w tworzenie elastycznych systemów, będą mieć więcej klientów, niż ci, którzy projektują sztywne rozwiązania, które trzeba będzie za 2-3 lata zmienić.

Świat projektowy zmienia się w błyskawicznym tempie. Wrócę do tego co powiedziałeś wcześniej o Instagramie, że teraz wystarczy dodać zdjęcie coś napisać i mamy post, który działa tak samo jak działał plakat kilkanaście lat temu. Czy w związku z tym szybkim rozwojem myślisz, że zawód projektanta nadal będzie tak potrzebny?
 
Myślę, że będziemy potrzebni chyba trochę mniej, głównie dlatego, że każdy teraz jest trochę projektantem. Przy okazji ostatnich protestów w Polsce [Strajk Kobiet, 2020] widzieliśmy, jak ważny jest komunikat wizualny, by wyrazić swoje obawy, emocje, uczucia. Oczywiście projektanci też projektowali swoje komunikaty, ale one nie miały takiego oddziałowywania jak te kartony, na których ktoś napisał flamastrem to, co myśli. Jesteśmy trochę przeprogramowani przez to myślenie internetowe. Na co dzień widzimy setki memów. W Internecie jest tyle informacji, że krótkie komentarze, które są trafne, a do tego zabawne są lepiej przyswajalne. Ludzie kroczyli z krótkimi, przewrotnymi hasłami, które właśnie przypominały ten świat memów. Profesjonalne plakaty pojawiły się na Instagramie i były publikowane dalej w Internecie, ale nie stanowiły większości na marszach.
 
Znak to także krótki i treściwy komunikat. Uważam, że one nigdy nie umrą. To pod znakami ludzie się jednoczą i są w stanie wyrazić wspólne stanowisko.
 
Czyli zawód projektanta będzie się zmieniał, jednak nie powinniśmy się bać tych zmian, ale je wykorzystywać w odpowiedni sposób.
 
Nie możemy się bać zmian. Ja też nie wykluczam tego, ze świat się zmieni na tyle, że nie będę mógł być już projektantem. Adaptacja jest wpisana w ludzkie DNA. Wiem, że dla wielu projektantów projektowanie to cały świat, ale warto zdać sobie sprawę z tego, że to jeden zawód z wielu, i jesteśmy tylko częścią większej grupy, żyjącej na jakimś skrawku, na jakimś kontynencie, który jest na jakiejś planecie w jakiejś galaktyce. Starajmy się robić coś, co będzie pomagało, a nie szkodziło innym.

Wiem, że dla wielu projektantów projektowanie to cały świat, ale warto zdać sobie sprawę z tego, że to jeden zawód z wielu, i jesteśmy tylko częścią większej grupy, żyjącej na jakimś skrawku, na jakimś kontynencie, który jest na jakiejś planecie w jakiejś galaktyce. Starajmy się robić coś, co będzie pomagało, a nie szkodziło innym.

Właśnie. Jesteśmy tylko małym elementem w tej wielkiej układance.
Na zakończenie mam takie przewrotne pytanie, czego chciałbyś widzieć więcej i mniej w tym świecie projektowym bądź u samych projektantów?

 
Miałem taką refleksję, że cały dzień obojętnie co robię, patrzę w monitor. Czasem chcę sobie od tego odpocząć, kładę się na kanapie i biorę telefon. Patrzę się w ten ekran telefonu. Chciałbym chyba mniej tych ekranów a więcej kontaktu z rzeczywistością. To jest bardzo przytłaczające. Z jednej strony, bo mamy tylko 30 cm perspektywy patrzenia na świat, a z drugiej strony, tej bardziej przytłaczającej mamy codziennie do czynienia z opiniami wszystkich ludzi na świecie. Mówię o opiniach ludzi, pod każdym postem na każdy temat: polityczny, religijny, nowa reklama, nowy samochód, ktoś ma psa, ktoś coś sprzedaje… Większość tych opinii jest negatywna. Karmimy się tymi opiniami anonimowych osób. To wpływa na naszą percepcję postrzegania świata, który w rzeczywistości, nie jest wcale taki zły. Tego chciałbym o wiele mniej. Przyjmowania tego typu treści. Może to też jest kwestia tego, że social media są tak skonstruowane i trzeba sobie od nich częściej dawać wolne.
 
Jest straszny natłok informacji, zwłaszcza negatywnych. Dochodzi do tego, że funkcjonujemy w pewnego rodzaju bańce.

Jakiś czas temu oglądałem wywiad ze Stanisławem Lemem z lat 60. Stanisław Lem, żył w świecie w którym pisało się listy, nie miało się błyskawicznego feedbacku. On napisał list z prośbą o krytykę swojego tekstu do pewnego rosyjskiego pisarza. Chciał się spotkać z osobą inteligentną w jakimś sporze. Ja sobie pomyślałem, że teraz to jest nie do pomyślenia, żeby ktoś chciał się skonfrontować w ten sposób. Ta konfrontacja jest na tak niskim poziomie, że to nie ma sensu. Niepokoi mnie też to, że profesjonalna krytyka designu obumiera. Kiedyś istniały profesjonalne czasopisma, gdzie można było przedstawić sposób myślenia w artykule. Później krytyka tego artykułu, była przedrukowywana w następnym numerze. To było na poziomie, poparte badaniami. Nie mówię o krytykanctwie, ale o krytyce. Tego już prawie nie ma. Teraz każdy się wypowie, ale w jakiś niepełny sposób. A dłuższych tekstów nikt nie chce czytać.

Niepokoi mnie też to, że profesjonalna krytyka designu obumiera. Kiedyś istniały profesjonalne czasopisma, gdzie można było przedstawić sposób myślenia w artykule. Później krytyka tego artykułu, była przedrukowywana w następnym numerze. To było na poziomie, poparte badaniami. Nie mówię o krytykanctwie, ale o krytyce. Tego już prawie nie ma. Teraz każdy się wypowie, ale w jakiś niepełny sposób. A dłuższych tekstów nikt nie chce czytać.

Najczęściej większość rzeczy sprowadza się tylko do poziomu wizualnego i estetycznego. Rzadko kto zagłębia się bardziej w projekty. Pojawia się pytanie – co my jako projektanci możemy zrobić?
 
Tutaj pojawia się temat projektowania zaangażowanego społecznie. Projektant-aktywista myśli, do czego jego ręce mogą być przydatne. Są przykłady, kiedy taka praca może wywołać jakiś ruch społeczny. Projektant ma pewną łatwość w tworzeniu takich komunikatów wizualnych. Projektant zawsze jest w stanie zrobić aplikacje, stronę, plakat, font – cokolwiek. Jeśli dochodzimy do takiego dylematu, co my jako projektanci możemy zrobić, by zostawić ten świat trochę lepszy, niż go zastaliśmy to ostatnio duży efekt wywarł na mnie wykład Leny Mitkowskiej z STGU o projektowaniu ekologicznym.

Projektant ma pewną łatwość w tworzeniu takich komunikatów wizualnych. Projektant zawsze jest w stanie zrobić aplikacje, stronę, plakat, font – cokolwiek. Jeśli dochodzimy do takiego dylematu, co my jako projektanci możemy zrobić, by zostawić ten świat trochę lepszy, niż go zastaliśmy

W latach 60. Ken Garland razem z grupą innych projektantów ogłosił taki manifest najpierw rzeczy pierwsze. Już wtedy nie zgadzano się na to wykorzystywanie projektanta, tylko i wyłącznie jako narzędzie. Nie po to projektanci się uczą i zdobywają wiedzę o rzeczywistości, żeby sprzedawać tylko karmę dla psów.
 
Pięknie to podsumowałeś. Myślę, że to dobry moment by zakończyć naszą rozmowę. Bardzo Ci dziękuję.

Patryk Hardziej

zobacz także
Wybierz jeden z pozostałych tematów z listy poniżej.
Projektowanie systemów ID. Język projektanta

Mateusz Antczak

W tym odcinku rozmawiam z Mateuszem Antczakiem. Mateusz zajmuje się badaniem, projektowaniem oraz wdrażanie programów corporate identity. W swojej pracy koncentruje się na projektowaniu grafiki użytkowej, ze szczególnym uwzględnieniem znaku marki oraz identyfikacji wizualnych. Mateusz podzielił się swoją perspektywą o roli znaku, brandingu i identyfikacji.
Pracowitość

Renata Krawczyk

W tym odcinku rozmawiam z Renatą Krawczyk. O jej krętej drodze do ilustracji, motywacji, cierpliwości, przypadku, potrzebie dzielenia się swoimi pracami i o roli Instagrama w tej układance. Zdecydowałam się zatytuować ten odcinek ‘pracowitość' bo jest ona widoczna, we wszystkim co robi Rena.
Pewność siebie

Adam Chyliński

Z Adamem Chylińskim - współzałożyciel Gdańskiego studia TOFU, w którym pełni funkcję dyrektora kreatywnego. Razem z Adamem dotknęliśmy tematu pewności siebie wśród projektantów. Od prezentacji projektów po wystąpienia publiczne. Zachęcam do zapoznania się z tym bardzo wartościowym materiałem, skorzystania z porad i przemyślenia tematu pewności siebie.