September 3, 2020
Proces kreatywny

Andrzej zajmuje się budowaniem scenografii i fotografią produktową. Taka praca wymaga łączenia umiejętności technicznych i kreatywnego myślenia. Ta rozmowa jest o procesie kreatywnym, kontakcie z klientem i istocie eksperymentowania przy pracy.

Zacznijmy od samego początku: Jak to się zaczęło, że masz swoje studio i jesteś tutaj gdzie jesteś? Wiem, że studiowałeś wcześniej na politechnice. Teraz tworzysz bardzo kreatywne i abstrakcyjne prace.

Politechnika też uczy kreatywności. Skończyłem te studia w Poznaniu. Wybór studiów był dość szybki i spontaniczny. Na drzwiach wisiała kartka, że specjalizacją są multimedia i złożyłem tam papiery.

Był to kierunek multimedia na Politechnice?

Nie, to była elektronika i telekomunikacja, a multimedia to specjalność. Ja sobie to wyobrażałem jako praca z kamerami i z obrazem. Rzeczywistość była trochę inna. To dotyczyło obrazu, ale bardziej kodowania obrazów, fizyki tego obrazu. Wszystko było opisywane wzorami, było to bardziej od strony technicznej. Uczyłem się Photoshopa, ale bardziej od środka – jak go zrobić.

Ok, brzmi to bardzo abstrakcyjnie. Czy później pracowałeś w zawodzie, czy od razu poszedłeś w stronę kreatywną?


Cała przygoda z fotografią i projektowaniem zaczęła się dużo wcześniej. Jako młody człowiek z dostępem do internetu zahaczyłem o takie portale jak Digart. Zafascynowany tym wszystkim coś sobie dłubałem. Większość to były rzeczy do szuflady, ale pamiętam, że już wtedy w okresie liceum pojawiały się pierwsze zlecenia. Na studiach to była też dobra opcja na sfinansowanie sobie tych studiów. W przerwach na studiach łapałem się też różnych prac w drukarni, gdzie mogłem podłapać sobie różne techniki druku czy podszkolić się projektowo. Na drugim, trzecim roku pracowałem już w agencji na stałe. Ta przygoda była już kontynuowana a studia były dodatkiem.

Włożyłeś w to bardzo dużo pracy.

Tak, ciekawa sytuacja jest taka, że żeby podpisać umowę o pierwsze komercyjne zlecenie – projekt strony internetowej — potrzebowałem na to zgody rodziców, bo nie miałem 18 lat. Zacząłem w młodym wieku.

Żeby podpisać umowę o pierwsze komercyjne zlecenie – projekt strony internetowej — potrzebowałem na to zgody rodziców, bo nie miałem 18 lat.

Jest duża przepaść miedzy projektowaniem strony, a tym co robisz teraz.

Ogromna.

Jak wiec do tego doszło, że wybrałeś tę stronę kreatywną?

Fotografia była od wczesnych lat młodzieńczych, ale taki przełomowy moment, kiedy zacząłem się zajmować scenografią i fotografią produktową, to był moment, w którym w jednej z agencji przygotowywałem nowy branding i pomysł był taki, żeby się odnieść do jakiś fizycznych obiektów i zbudować instalację, która będzie adekwatna do tego brandingu. Tamten projekt wtedy nie przeszedł, klient go odrzucił, ale ciekawe jest to, że trzy lata później go wdrożył. Może to było trochę za wcześnie. To wtedy przy tej pracy manualnej odkryłem w tym wiele frajdy i zacząłem to zgłębiać.

Możemy powiedzieć, że jest to kwestia przypadku?

Trochę tak, ale była to też forma ucieczki od takiego projektowania przy komputerze, gdzie można dużo zmienić i klient może wprowadzić swoje uwagi nawet na etapie projektowania. Można się cofnąć do innej wersji, można tych wersji zrobić kilka. Fizyczna praca przy secie ma pewne ograniczenia, po realizacji sesji zdjęciowej już nie ma możliwości cofnięcia się i przestawienia elementów. Oczywiście dużo się da zrobić w postprodukcji, natomiast ta praca przy setach jest dużo bardziej ryzykowna – albo się uda, albo nie. I to też jest fajne.

Była to też forma ucieczki od takiego projektowania przy komputerze, gdzie można dużo zmienić i klient może wprowadzić swoje uwagi nawet na etapie projektowania. Można się cofnąć do innej wersji, można tych wersji zrobić kilka. Fizyczna praca przy secie ma pewne ograniczenia, po realizacji sesji zdjęciowej już nie ma możliwości cofnięcia się i przestawienia elementów.

Jak długo pracujesz pod własnym nazwiskiem?

Od samego początku pracuję pod własnym nazwiskiem. Muto Studio powstało w 2016 roku i od tamtej pory te projekty graficzne zostają sukcesywnie wypychane na rzecz scenografii, fotografii produktowej i tworzenia key visuali.

Mamy trochę podstawowych informacji, możemy teraz porozmawiać o naszym głównym temacie – procesie twórczym. Mnie bardzo fascynuje, to jak te projekty powstają i czy w ogóle masz swój proces twórczy, czy jest to raczej kwestia eksperymentowania?

To zależy. Ogólny proces twórczy jakiś jest i są pewne etapy. Pierwszy etap to odkrywanie a później jest etap koncepcyjny no i trzeci etap – realizacyjny. W zależności od potrzeb projektu i od klienta ten proces może się różnić. Czasami ten pierwszy etap może być dłuższy, a czasami go w ogóle nie ma. Często klient przychodzi z konkretną wizją, nad którą pracujemy, a czasami daje mi wolną rękę.

No właśnie – jak to wygląda, gdy zgłasza się do Ciebie klient i ma pomysł na jakąś wizualizację swojego produktu. Czy on przychodzi do Ciebie z moodboardem i referencjami, czy ten pomysł jest tylko w głowie i jak ty później prowadzisz ten projekt od tego momentu?

Najlepsza sytuacja jest wtedy, kiedy to klient przychodzi z produktem. Wtedy jest duże pole do dyskusji i można tego klienta poprowadzić od wczesnych etapów – pokazać mu przykłady wcześniej realizowanych prac i też go nakierować. Jeżeli klient przychodzi z konkretną wizją, często jest tak, że w tym pierwszym etapie odkrywania, ta wizja klienta się zmienia. Człowiek ma tak, że myśli o tym, co już widział, albo o tym, co wie. Natomiast jeżeli mu się pokaże nowe fajne rzeczy, to często można zmienić te wstępne założenia.

Człowiek ma tak, że myśli o tym, co już widział, albo o tym, co wie. Natomiast jeżeli mu się pokaże nowe fajne rzeczy, to często można zmienić te wstępne założenia.

A który typ klientów trafia do Ciebie częściej?

Raczej klienci, którzy przychodzą z konkretną wizją. Natomiast po pierwszej współpracy, klienci wracają i już dają mi wolną rękę.

Super. Czyli, gdy przychodzi klient to najpierw go musisz nakierować i wszystko zaczyna się od rozmów?

Tak. Zawsze projekt jest poprzedzony rozmowami. Często są to długie rozmowy, wieloetapowe. Ja wychodzę z założenia, że taki projekt, który ma powstać on ma sprawiać frajdę klientowi i jego odbiorcom. Często da się to połączyć z tym, żeby taki projekt mi też dawał frajdę.

Wtedy na pewno powstają najlepsze prace – takie, które ty też chcesz pokazywać w swoim portfolio. Skupmy się jeszcze na początkach – co następuje po tej pierwszej rozmowie?

Już w tej fazie koncepcyjnej klient przeważnie dostaje szkic i moodboard. Moodboard niepokazujący konkretnych rozwiązań fotograficznych, bardziej pokazujący jakiś świat, który chcemy stworzyć na planie. Są to np. zdjęcia materiałów, czy referencje do kolorystyki. Zależy mi na tym, żeby klient już od pierwszych prezentacji mógł poczuć ten klimat zdjęcia które powstanie. Jestem daleki od tego, żeby pokazywać konkretne rozwiązania fotograficzne.

Zależy mi na tym, żeby klient już od pierwszych prezentacji mógł poczuć ten klimat zdjęcia które powstanie. Jestem daleki od tego, żeby pokazywać konkretne rozwiązania fotograficzne.

Ryzyko jest takie, że klient zapamięta sobie te rozwiązania i będzie go używał jako taki mocny punkt referencyjny.

Dokładnie, co jest później dla mnie dużym utrudnieniem. Zwłaszcza, gdy pracujemy na fizycznych elementach.

Jakich narzędzi używasz?

Tworzę głównie prezentację w PDF. Dużo zależy od klienta, niektórzy lubią mieć sztywne informacje na mailu, inni takie rozwiązania interaktywne, gdzie można coś skomentować czy przestawić.

Zaciekawiło mnie to, że w takim czystym projektowaniu graficznym, projektanci często pokazują kilka koncepcji, czy u Ciebie jest podobnie?

Jasne. Często klienci przychodzą z kilkoma produktami. Przygotowuję więc kilka propozycji. Czasami są to spójne propozycje, które są jednym zestawem zdjęć, a czasami są to odrębne sety. Często jest kilka propozycji – zwłaszcza jeśli jest to nowy klient i nie do końca czuje, co my robimy. Wtedy dostaje kilka różnych propozycji. Ja też wychodzę poza kanon jakiś takich rzeczy dostępnych w internecie. Z doświadczenia wiem, że jeśli od razu da się klientowi zbyt odjechaną rzecz to można go w ten sposób zrazić. Często jest tak, że klient dostaje w miarę bezpieczną koncepcję i kilka dziwnych.

Z doświadczenia wiem, że jeśli od razu da się klientowi zbyt odjechaną rzecz to można go w ten sposób zrazić. Często jest tak, że klient dostaje w miarę bezpieczną koncepcję i kilka dziwnych.

Porozmawiajmy o limitach. Czy zawężasz się już tworząc moodboard, bo wiesz, że nie możesz pokazać czegoś, jeśli nie będziesz w stanie tego osiągnąć, lub będzie to materiał spoza budżetu?

Na pewno od początku trzeba myśleć budżetem. Proponowanie czegoś, co się nie mieści w budżecie minie się z celem. Często robię tak, że klient dostaje propozycje extra, gdzie, jeśli zmieni swoje wstępne założenia, to może otrzymać coś innego. Przygotowuję też propozycje spoza szufladki całkowicie. To jest taka przestrzeń do poeksperymentowania. Te eksperymenty są już wliczone w cenę, jeśli to jest bardziej złożony projekt.

Na temat eksperymentowania – tworząc ręcznie scenografie, ile jest miejsca na przeprowadzenie takich eksperymentów, gdy tak łatwo to zniszczyć?

Jeśli w scenografii używamy drogich elementów albo jest to produkt klienta, którego nie można zniszczyć, czyli jakaś biżuteria – to trzeba uważać. Przy drogich elementach rzeczy typu zalewanie czy obrzucanie ich czymś raczej robimy na samym końcu. Jak już mamy bazę, żeby ten projekt zakończyć sukcesem - to wtedy sobie pozwalamy na eksperymenty.

Czyli najpierw jest ten zaplanowany proces.


Tak, aczkolwiek trzeba pamiętać, że nawet w tym zaplanowanym procesie przy tego typu projektach występuje dużo improwizacji. Ta improwizacja pojawia się przy zakupie czy wytwarzaniu materiałów. Pełna improwizacja pojawia się też na samej sesji. O ile możemy coś sobie wyobrazić czy naszkicować o tyle, potem kiedy się pracuje z danym materiałem to ten materiał się przed nami odkrywa i pokazuje jakieś rzeczy, które można z nim zrobić. Są też takie sytuacje, że koncepcja jest już zamknięta, ale przed finalnymi zdjęciami klient dostaje update, że tutaj zrobimy to trochę inaczej bo coś odkryliśmy.

O ile możemy coś sobie wyobrazić czy naszkicować o tyle, potem kiedy się pracuje z danym materiałem to ten materiał się przed nami odkrywa i pokazuje jakieś rzeczy, które można z nim zrobić.

Podoba mi się to, co powiedziałeś. Chodzi o wykorzystywanie tego impulsu, gdy coś dostrzeżemy i podejdziemy do całości inaczej. Czy podczas sesji obecny jest klient?

Zdarza się, ale rzadko. Wolę tego unikać, bo to nakłada jakieś ograniczenia. Te eksperymenty już nie są takie wybuchowe jak mogły by być. Często klient nudzi się po kilku minutach. Praca studia nie jest taka efektowna. To jest raczej żmudna praca przy ustawaniu tych elementów. Czasami trzeba coś podmalować czy uciąć. To jest raczej warsztat – dużo elementów, dużo się dzieje.

Może to też spowodować presję.

To na pewno. Pracuje się trochę mniej wygodnie. Nigdy nie blokujemy klientowi możliwości przebywania na sesji, ale takie sytuacje zdarzają się rzadko.

Masz w studio bibliotekę materiałów, których używasz do tworzenia scenografii?

Te skrzynki rosną cały czas. Teraz już ciężko się szuka czegokolwiek. Nie wyrzucam rzeczy, chyba ze są to drobne rzeczy z papieru. Nie ukrywam, że rzadko z nich później korzystam, bo każdy projekt to jest inny świat i czasami ciężko wykorzystać to ponownie.

A kim się inspirujesz?

Jest dużo inspiracji. Takim zapalnikiem do moich działań jest studio Serial Cut. Wcześniej na potrzeby brandingów, które tworzyłem - też nie szukałem materiałów na stockach, tylko starałem się fotografować coś na jasnym tle z jakimiś materiałami. Leta Sobierajski fajnie sobie radzi na tym polu i cała reszta zdolnych ludzi do znalezienia na Instagramie pod #setdesign.

A z polskiej sceny? Czy to jest popularne?

W Polsce często plan jest podzielony na sztywną ekipę. Jest Fotograf, jest set designer. U mnie to wygląda inaczej, bo ja tworzę scenografię I ja fotografuję. Mam wpływ na ten obraz od A do Z. W Polsce kojarzę fotografa od set designu miloch.com

Wróćmy do tego, co dzieje się po moodboardzie.

Rozumiem to jako po zaakceptowanej koncepcji. Następuje proces realizacji, czyli szukanie materiałów, dopieranie ich i ich stylizacja. Czasami jest to proces krótki – np. gdy tworzymy scenografię z papieru. Czasami jednak opieramy to na innych materiałach typu żywica czy beton. Wtedy trzeba odczekać, aż te materiały zastygną. Często to wydłuża proces. Czekamy aż żywica zastygnie, to się przeciąga a czasem po tygodniu uświadamiamy sobie, że ten pomysł był nietrafiony. Tak się czasem zdarza. Klient od początkowych etapów dostaje zdjęcia materiałów, które już mamy gotowe. Nawet jeśli to są tylko elementy ułożone na stole w otoczeniu produktu. Aby mógł na bieżąco śledzić proces. To też jest zabezpieczenie, żeby klient nie był za bardzo zaskoczony jak zobaczy finalny obraz i to tez pomaga – często klienci są bardzo pomysłowi i podrzucają swoje pomysły.

Klient od początkowych etapów dostaje zdjęcia materiałów, które już mamy gotowe. Nawet jeśli to są tylko elementy ułożone na stole w otoczeniu produktu. Aby mógł na bieżąco śledzić proces. To też jest zabezpieczenie, żeby klient nie był za bardzo zaskoczony jak zobaczy finalny obraz i to tez pomaga – często klienci są bardzo pomysłowi i podrzucają swoje pomysły.

Ważne jest to, żeby być w ciągłym kontakcie z klientem, bo rzeczy mogą się zmienić bardzo szybko.

Tak, polecam to w innych dziedzinach projektowania. Ten kontakt z klientem jest dla mnie kluczowy. Szczególnie to zrozumienie i zaufanie na początku. Nie ma później takiej sytuacji, że przedstawiamy koncepcję i później jest długa cisza i nagle przedstawiamy obraz. Ten obraz może być ciekawy, ale klient będzie zaskoczony, a jeśli będzie zaskoczony to może nie do końca w to wierzyć. Natomiast jeżeli klient jest cały czas przy projekcie, uczestniczy w procesie to on tym procesem żyje i nawet jeżeli ten obraz jest zaskakujący to on czuje się jako współtwórca tego projektu zresztą bardzo słusznie. Dlatego polecam rozmawiać z klientami, prowadzić otwarty dialog i nie bać się, że czasami też się czegoś nie wie. Myślę, że taka relacja jest najfajniejsza i potem najlepsze projekty z tego wychodzą.

Jeżeli klient jest cały czas przy projekcie, uczestniczy w procesie to on tym procesem żyje i nawet jeżeli ten obraz jest zaskakujący to on czuje się jako współtwórca tego projektu zresztą bardzo słusznie. Dlatego polecam rozmawiać z klientami, prowadzić otwarty dialog i nie bać się, że czasami też się czegoś nie wie. Myślę, że taka relacja jest najfajniejsza i potem najlepsze projekty z tego wychodzą.

Angażować klienta tak, aby był częścią tego procesu. Często zapominamy o tym i traktujemy klienta jako tego zlecającego a projektanta jako twórcę. Wracając do tematu procesu twórczego – ile w twoim przypadku zajmuje Ci średnio praca nad projektem?

Taki projekt można zamknąć w dwa tygodnie. W pierwszym tygodniu jest ten proces odkrywania i część koncepcyjna. Drugi tydzień to czas na realizacje. To zależy od materiałów użytych w scenografii i zakresu tego projektu. Najszybciej udało mi się zrobić projekt w jeden dzień. Całość trwała około 13 godzin. Rano krótki briefing, po południu była sesja a wieczorem postprodukcja.

Czasami fajnie zrobić taki projekt, bo to jest test, jak szybko jesteś w stanie coś zrobić. Ta adrenalina na pewno też pomaga.

Na pewno. Człowiek jest tak skonstruowany, że jak zakończy projekt, to ten system nagrody w mózgu działa. Pamiętam, że przy projektowaniu graficznym te procesy się bardzo wydłużały. Zwłaszcza przy skomplikowanych brandingach, te projekty mogły trwać rok. Ta energia wtedy opada i różnie ten proces przebiega. Przy moich projektach, jest otwarcie i zamknięcie projektu. Po zrealizowanej sesji jest zamknięcie projektu i nie ważne, czy to powstanie tak jak sobie założyliśmy na początku, czy trochę inaczej, ale projekt jest zakończony.

Pamiętam, że przy projektowaniu graficznym te procesy się bardzo wydłużały. Zwłaszcza przy skomplikowanych brandingach, te projekty mogły trwać rok. Ta energia wtedy opada i różnie ten proces przebiega. Przy moich projektach, jest otwarcie i zamknięcie projektu. Po zrealizowanej sesji jest zamknięcie projektu i nie ważne, czy to powstanie tak jak sobie założyliśmy na początku, czy trochę inaczej, ale projekt jest zakończony.

Czy klient, który się zwraca do Ciebie jest świadomy tego procesu i czasu ile to zajmie? Czy jesteś w stanie powiedzieć procentowo ile zajmują te procesy?

Różni są klienci, ale jeśli ktoś jest zapoznany z portfolio to raczej wie, że to wymaga czasu. Bardzo często klienci przychodzą po zdjęcia produktowych i mają jakieś wyobrażenia o tych zdjęciach, że to się robi szybko łatwo i nie jest obarczone jakimś czasem koncepcyjnym. Wtedy przy pierwszej rozmowie, możemy opowiedzieć o swojej pracy i albo mu się to spodoba, albo nie. Często klienci szukają innych rozwiązań, chcą mieć szybko zdjęcia tych produktów, a czasami się zainteresują tym tematem i wejdą w to.

A co zajmuje więcej czasu pomysł, czy postprodukcja?


Ciężko powiedzieć. Ja jestem zwolennikiem, takiego rozwiązania, gdzie ten pierwszy etap jest naprawdę dobrze zrobiony. W momencie, gdy zaczynamy pracować fizycznie to jesteśmy na tym samym poziomie wiedzy odnośnie projektu. Klient jest wdrożony w naszą pracę, wie jak działamy i wie, kiedy może się spodziewać jakie materiały od nas dostanie. To zrozumienie z klientem na pierwszym etapie jest kluczowe. Szczególnie w projektach, które są obarczone jakimś ryzykiem czy dozą improwizacji.

Pewnie przekłada się to też tak, że jeśli jesteśmy pewni tego pomysłu to dalsza praca przychodzi naturalnie, dlatego, że już wiemy co robimy.

Tak, zgadza się. Większą frajdę sprawia mi praca manualna, przy produkcji elementów, praca podczas sesji. Dlatego pewnie więcej uwagi i kreatywności do tego przykładam. Co nie zmienia faktu, że ten proces odkrywania też jest bardzo ważny – można dzięki temu uniknąć wielu zaskoczeń.

Czy umawiasz się z klientem na konkretną ilość zdjęć?

Przeważnie jest tak, że tworzymy jeden świat i jeżeli ten świat pozwala na ujęcie danego produktu w kilku wersjach to wtedy dostanie trochę wiecej tych zdjeć. Czasami wiemy wcześniej, że klient potrzebuje jeden hero image i kilka dodatkowych ujęć. Jasne jest wtedy to, że ten główny obraz jest lepiej przygotowany. Nad nim się wtedy pracuje w każdym calu, natomiast te zdjęcia poboczne są bardzo podobne, ale ukazują jakiś detal. Jeżeli mamy jeszcze siłę po sesji to zawsze jakiś eksperyment zrobimy, który potem przekazujemy klientowi. To też bardzo fajnie działa na poczet przyszłej współpracy, bo czasami klienci są konserwatywni i nie chcą eksperymentować, ale kiedy już zobaczą efekty to są zachwyceni. Często wiąże się to z kolejnym zleceniem.

Jeżeli mamy jeszcze siłę po sesji to zawsze jakiś eksperyment zrobimy, który potem przekazujemy klientowi. To też bardzo fajnie działa na poczet przyszłej współpracy, bo czasami klienci są konserwatywni i nie chcą eksperymentować, ale kiedy już zobaczą efekty to są zachwyceni. Często wiąże się to z kolejnym zleceniem.

Robisz coś dodatkowego dla klienta, coś, czego się nie spodziewał.

Kiedyś słyszałem taką historię o umyciu jabłka. Człowiek kupił jabłko w warzywniaku i był w wielkim szoku, kiedy ekspedientka zapytała, czy mu umyć to jabłko. Myślę, że to jest właśnie takie umycie jabłka – danie coś na wyrost. Zwłaszcza gdy mamy już wszystko rozstawione, aż szkoda by było się nie pobawić.

Widać w tym później pasję i dedykację. Często jest tak, że w pracy graficznej używamy mockupów. Masz jakieś porady dla kogoś, kto ma możliwość sfotografowania swoich prac?

Na pewno nie bać się eksperymentować. Niekoniecznie trzeba zawsze iść kanonem tych wszystkich mockupów i równych ułożeń. Warto na pewno swoją pracę zabrać w jakieś ciekawe miejsce. To nie musi być studio, to może być otwarta przestrzeń. Chodzi o to, żeby się pobawić światłem, ale nie tylko, można też kompozycją. Warto dużo eksperymentować i się nie bać. Nie przejmowałbym się tym, że się nie ma aparatu. Aparat można zawsze pożyczyć albo zrobić zdjęcie telefonem. Trzeba porzucić wszystkie przeszkody i spróbować się pobawić. W najgorszym wypadku będziemy się dobrze bawić.

Trzeba porzucić wszystkie przeszkody i spróbować się pobawić. W najgorszym wypadku będziemy się dobrze bawić.

Właśnie. Jak jest w twoim wypadku, czy używasz jakiegoś konkretnego sprzętu i jak w ogóle szkolić te zdolności techniczne?

Pracuję w studio, gdzie pracuje ekipa produkcji filmowej. Ten sprzęt jest tutaj obecny. Możemy się wymieniać doświadczeniami, ale też obiektywami. Jeżeli ktoś się zastanawia jaki sprzęt kupić, to warto się rozejrzeć po znajomych co używają, bo wtedy na pewno będzie łatwiej o obiektywy i inne akcesoria. Ja używam lustrzanki Canona i czasami obiektywów makro. Uważam, że sprzęt ma nam pomagać. W moim portfolio są nawet obrazki, które robiłem amatorskimi aparatami. Wiadomo, przy pewnych projektach np. fotografii biżuterii ten obiektyw jest ważny, ale sprzęt nie powinien być numerem jeden.

Czy ten sprzęt jest dostępny dla wszystkich?

Branża się rządzi takimi prawami, że ten sprzęt jest raczej rentowalny. Jeszcze raz podkreślę, jeśli ktoś myśli, że to jest długa droga, zanim ktoś skompletuje sprzęt i może zacząć działać to ucinam te pomysły, bo można sprzęt wypożyczyć i działać w ten sposób.

To jest super porada, żeby spróbować, czy odnajdziemy się w fotografii. Budowanie scenografii jest bardzo kreatywną dyscypliną. Jak łączyć to z tym technicznym aspektem?

No na pewno nie można popłynąć z kreatywnością, bo jak później będziemy coś piłować to możemy sobie obciąć palce. Skupienie jest ważne. U mnie to się przejawia tak, że od małego miałem pociąg do takich rzeczy – technika czy plastyka to było coś czym się fajnie bawiłem. Zdolności manualne na pewno się przydają.

Czy klienci mają świadomość, że to wszystko to fotografia czy raczej myślą, że to są Rendery 3D?

Klienci przychodzą po fotografię, ale zdarza się, że moje prace są mylone z renderami. Zwłaszcza w social mediach, np. Behance czy Instagramie. Uważam, że ciężko byłoby osiągnąć taki efekt w 3D. Po prostu jest za dużo detali. Zwykła kartka papieru ma tyle różnych szczegółów, że ciężko byłoby to oddać w 3D. Elementem mojego stylu, jest też zostawianie fragmentów, które teoretycznie nie powinny się tam znaleźć. Jeżeli coś jest zawieszone, na żyłce to ja tą żyłkę zostawiam. To pokazuje realność w tym abstrakcyjnym świecie.

Zwykła kartka papieru ma tyle różnych szczegółów, że ciężko byłoby to oddać w 3D. Elementem mojego stylu, jest też zostawianie fragmentów, które teoretycznie nie powinny się tam znaleźć. Jeżeli coś jest zawieszone, na żyłce to ja tą żyłkę zostawiam. To pokazuje realność w tym abstrakcyjnym świecie.

Czyli nie używasz 3D?

Teraz nie, ale zdarzało się kiedyś, że żeby dopełnić kompozycję dodawałem coś małego.

Myślisz, że 3D jest zagrożeniem dla tego typu projektów, które robisz?

Myślę, że nie. Narzędzia nie są nigdy zagrożeniem dla pracy koncepcyjnej. Myślę, że 3D mogłoby być ciekawym uzupełnieniem dla takich setów. Na razie nie mam jeszcze pomysłu jak to fajnie połączyć, ale gdzieś z tyłu głowy to siedzi i czuję, że prędzej czy później to wypłynie.

Jakich materiałów najczęściej używasz w pracy?

Papier i drewno to są bardzo wdzięczne materiały, można z tego dużo zrobić. Malowanie różnymi sposobami też występuje. Ostatnio używam żywicy epoksydowej, można z tego dużo wycisnąć. To może być przezroczyste, nie musi, można odlać z tego dowolny kształt. Były też druki 3D. Tak naprawdę wszystko, co się uda znaleźć, czy to w Castoramie, czy innych miejscach typu pchli targ. Na pewno dużo pomaga obserwowanie świata, który nas otacza i wyłapywanie jakiś ciekawych elementów. Jakiś ciekawy element architektury, który można potem przenieść czy wyciąć z papieru podobny kształt.

Na pewno dużo pomaga obserwowanie świata, który nas otacza i wyłapywanie jakiś ciekawych elementów.

Czy w tym, co robisz bycie perfekcjonistą jest ważne?

Uważam, że to jest ważne. Bycie dokładnym w tym, co się robi na etapie realizacji. W studio na planie jest taka zasada, że 5 minut na planie może się przerodzić w 5 godzin postprodukcji. Czasami warto złożyć jakiś element jeszcze raz niż go przerysowywać w Photoshopie i się męczyć z tym. Trzeba pamiętać, że taki perfekcjonizm na 100% czasami przeszkadza i wydłuża pewne procesy a przez to, zabiera czas, który można by wykorzystać lepiej. Trzeba mieć złoty środek. Jeżeli ktoś jest perfekcjonistą, to będzie miał z tym duży problem.

W studio na planie jest taka zasada, że 5 minut na planie może się przerodzić w 5 godzin postprodukcji.

Co jeszcze jest dla Ciebie ważne w procesie kreatywnym?

Myślę, że bardzo ważne jest wychodzenia poza te rzeczy nam znane, bo łatwo się zatrzymać i robić te rzeczy tak jak się umie. O wiele trudniej jest wyjść, złapać jakiś nowy pomysł, spróbować czegoś nowego. Szczególnie jeśli nie robimy tego dla siebie tylko dla klienta, gdzie bierzemy na siebie odpowiedzialność za budżet i produkt klienta. Kluczem jest poszukiwanie nowych rozwiązań i ta odwaga projektowa, której wszystkim życzę, żeby się nie bać eksperymentować, bo z tych eksperymentów z doświadczenia wiem, że wychodzą najlepsze projekty.

Kluczem jest poszukiwanie nowych rozwiązań i ta odwaga projektowa, której wszystkim życzę, żeby się nie bać eksperymentować, bo z tych eksperymentów z doświadczenia wiem, że wychodzą najlepsze projekty.

Na zakończenie powiedz, jakie masz porady dla kogoś, kto chciałby zająć się fotografią i scenografią?

Polecam wszystko odnośnie do fotografii, o ekspozycji, czasie przesłony. Potem się wgryźć w światło w fotografii, bo obraz to światło. Nie bać się i chwycić za aparat, a jak będzie czegoś brakować, to doczytać. Dużo ćwiczyć i bawić się tą formą czy planem zdjęciowym, nawet w domu.

Andrzej Jakuszko | Muto Studio Instagram Portfolio

zobacz także
Wybierz jeden z pozostałych tematów z listy poniżej.
Pewność siebie

Adam Chyliński

Z Adamem Chylińskim - współzałożyciel Gdańskiego studia TOFU, w którym pełni funkcję dyrektora kreatywnego. Razem z Adamem dotknęliśmy tematu pewności siebie wśród projektantów. Od prezentacji projektów po wystąpienia publiczne. Zachęcam do zapoznania się z tym bardzo wartościowym materiałem, skorzystania z porad i przemyślenia tematu pewności siebie.
Multidyscyplinarność w projektowaniu

Piotr Wątroba

Piotr Wątroba w swojej pracy łączy wiele dyscyplin. Rozmawialiśmy o tym dlaczego nie wybrał drogi specjalisty oraz jakie są plusy i minusy wynikające z tej decyzji? Z tej rozmowy dowiecie się też jak wykorzystać taki wachlarz umiejętności i jak się ich uczyć.
+10 lat w zawodzie ilustratorki

Gosia Herba

Gosia Herba dzieli się swoimi wypracowanymi sposobami pracy. Ta rozmowa to skarbnica wiedzy dla ilustratorów. Dlaczego Gosia mówi głośno o prawach autorskich i licencjach? O czym chciałaby wiedzieć gdy zaczynała swoją karierę? I jakie było jej pierwsze zlecenie? Odpowiedzi na te pytania i wiele innych znajdziecie w tym artykule.