December 3, 2020
Pracowitość

W tym odcinku rozmawiam z Renatą Krawczyk. O jej krętej drodze do ilustracji, motywacji, cierpliwości, przypadku, potrzebie dzielenia się swoimi pracami i o roli Instagrama w tej układance. Zdecydowałam się zatytuować ten odcinek ‘pracowitość' bo jest ona widoczna, we wszystkim co robi Rena.

W jakim mieście się teraz znajdujesz?

W Łodzi. Zaczęłam tutaj studia i wsiąknęłam w to miasto. Łódź coraz ładniej się rozwija i coraz przyjemniej mi się tu mieszka.

Tak, ja Łódź całkiem dobrze kojarzę, bo też tam studiowałam.

Ogólnie to nie pochodzę z Łodzi. Byłam bardzo przerażona Łodzią, gdy przy jednej z wizyt w bramie zobaczyłam kucającego człowieka z tasakiem w ręce. Pomyślałam wtedy, że chyba jednak nie chcę tutaj studiować.

Miejmy nadzieję, że ten obraz Łodzi będzie się zmieniał tylko na lepsze.
Z tego, co wiem, to Ty nie studiowałaś konkretnie ilustracji?


Studiowałam grafikę. Wtedy nie było nawet takiego kierunku jak ilustracja. Nigdy nie planowałam zostać ilustratorką. Od zawsze rysowałam dla przyjemności. Poważniejsze myślenie o ilustracji się zrodziło, gdy zaczęłam pracować na etacie i zrobiłam pierwsze kroki w tym kierunku. Bawiłam się tą ilustracją z pasji i dla zabicia czasu, jak wracałam do domu po pracy. Wtedy założyłam też Instagrama i to mnie motywowało, żeby to rozwijać i wrzucać swoje prace. Powoli zaczęły się pojawiać zlecenia i pomyślałam, że fajnie byłoby, tak pracować tylko rysując.

Od zawsze rysowałam dla przyjemności. Poważniejsze myślenie o ilustracji się zrodziło, gdy zaczęłam pracować na etacie i zrobiłam pierwsze kroki w tym kierunku. Bawiłam się tą ilustracją z pasji i dla zabicia czasu, jak wracałam do domu po pracy.

Czy można więc powiedzieć, że od zawsze byłaś zainteresowana sztuką, ale nawet nie wiedziałaś o tym, że możesz zostać ilustratorką?


Tak, choć szczerze mówiąc, ja nie byłam tak bardzo zainteresowana ilustracją. Dopiero 2 lata temu zaczęłam się tym mocno interesować. Poznaję twórców, czytam o ilustratorach z dawniejszych czasów, jak i tych współczesnych i wchodzę w ten świat. Wcześniej to była typowa grafika. Miałam ten zapęd do rysowania i to się dla mnie liczyło. Od Liceum miałam takie marzenie, żeby pójść na ASP, tam studiować i się rozwijać.

Jak w takim razie się odnajdowałaś w tym świecie graficznym? Czy on był dla Ciebie za mało twórczy?

Nie, na ogół był dla mnie bardzo przyjemny, ale nie na tyle jak samo rysowanie. Zdarza mi się jeszcze zrobić jakiś projekt graficzny. Wcześniej pracowałam w studio projektowym. Zajmowaliśmy się identyfikacją i brandingiem i to było super interesujące. Mój szef przykładał uwagę do każdego detalu. Zdobyłam tam dużo więcej wiedzy niż przez 5 lat studiów.

W pewnym momencie to się jednak skończyło. Straciliśmy klientów i wszyscy dostali wypowiedzenia. To było rok temu. Nie przejęłam się tym zbytnio. Pomyślałam, że poszukam czegoś innego i będę się rozwijać w innym kierunku. Nie myślałam wtedy tak intensywnie o ilustracji i szukałam kolejnej pracy na etacie. Na początku tego roku stwierdziłam, że dam sobie jeszcze ten rok na podszkolenie ilustracji i wtedy spróbuję. Sprawy jednak potoczyły się inaczej.

Bardzo ciekawa historia. Możemy mówić, że to wypowiedzenie stało się zbawieniem.

Troszkę tak.

Co się wydarzyło później?

Ogólnie rzecz biorąc, cały czas skupiałam się na ilustracji i rysowaniu. Jestem typem osoby, która lubi się zaszyć w domu i nie wychodzi zbyt często towarzysko. Najczęściej było tak, że czekałam z zegarkiem w dłoni. Wybijała 17:00 i ja wychodziłam z pracy. Wsiadałam na rower i jechałam w kierunku mieszkania, żeby móc tam działać.

Jak straciłam tę pracę, to nadal szukałam pracy w grafice. Tym razem chciałam pójść w stronę projektowania pod internet. Wtedy było dość ciężko tutaj w Łodzi coś takiego znaleźć. Miałam kilka rozmów i trafiłam do takiego miejsca, w którym też totalnie się nie odnajdywałam, ale zostałam dla stałego dochodu.

Jak straciłam tę pracę, to nadal szukałam pracy w grafice. Tym razem chciałam pójść w stronę projektowania pod internet.

Potrzeba jest dużo samozaparcia, żeby po pracy usiąść i popracować nad swoim warsztatem zamiast patrzenia w telewizor. Zwłaszcza gdy mówimy o dodatkowej pracy dzień w dzień.
Zanim przejdziemy do twojego stylu — powiedz skąd w tej układance wzięło się projektowanie pod internet?


Od zawsze miałam tak, że szukałam pracy, żeby mieć zarobek. To były przeróżne miejsca. W czasach licealnych pracowałam w przetwórni. Miałam więc taką potrzebę, by spróbować czegoś jeszcze w grafice, ale nie było mi to pisane.

Wychodzi na to, że wszystkie te zmiany pracy i tak zaprowadziły Cię na własną działalność i pracę w ilustracji. Myślę, że to jest bardzo inspirująca droga życiowa.

Też się tak czuję. Od dziecka sięgałam po kredki. Zawsze miałam potrzebę, żeby to, co tworzę pokazywać ludziom. Pamiętam różne portale: takie jak rysuj.pl, digart – ja tam oczywiście wrzucałam swoje prace. Pamiętam też, że nawet podczas domówek mówiłam do kogoś – chodź, pokażę Ci moje rysunki. Otwierałam teczkę i tak siedzieliśmy i oglądaliśmy. To był mój pierwszy Instagram.

Zawsze miałam potrzebę, żeby to, co tworzę pokazywać ludziom.

Zastanawiałaś się kiedyś — skąd ta potrzeba pokazywania swoich prac może wynikać? Wspomniałaś wcześniej o tym, że wracałaś do domu i tworzyłaś projekty, żeby je móc potem udostępnić na Instagramie. Czy już wtedy zdawałaś sobie sprawę z tej mocy, jaką Instagram ma w docieraniu do ludzi? Trzeba przecież powiedzieć, że obecnie masz wielu fanów.

Z początku właśnie zależało mi na tym, żeby dotrzeć do jak największej ilości osób. Co do pokazywania moich prac znajomym to myślę, że ja zawsze szukałam aprobaty. Służyło to temu, żeby sobie powiedzieć, że jestem w jakimś stopniu zdolna i żeby się motywować bardziej do pracy. Wiem, że Instagram może być straszny, jeśli patrzymy tylko ślepo w lajki, ale na początku to mnie bardzo motywowało, że te 100 osób polubiło moją pracę i to się im podoba.

Bardzo cenię to, że nie kryjesz się z jakimiś swoimi odczuciami, tylko otwarcie o tym mówisz. To wynika z pewnej szczerości, którą w sobie masz.


Tak, ja może nawet jestem za bardzo szczera.

Im więcej pracy w to wkładałam, tym bardziej widziałam, że to działa.

Myślę, że będzie to docenione.
Zacznijmy rozmawiać o stylu i warsztacie. Jak on się kształtował? Czy zawsze tworzyłaś w takim stylu, który widzimy teraz na twoim Instagramie?


Takie początki to były na totalnie nudnych wykładach z biologii. Ja bez pomysłu brałam kartkę i zaczynałam coś rysować. Samo coś powstawało z drobnego detalu. Pod ręką miałam długopis lub pióro i tych właśnie narzędzi używałam. Z małej kropki tworzył mi się obraz, który coś mi przypominał i szłam w tę stronę i to rozwijałam. Pamiętam, że ktoś mi podbierał tę kartkę i ona przez całą aulę latała. Później na akademii trafiłam na zajęcia z podstaw grafiki warsztatowej i to było coś zupełnie nowego. Były pokazywane mikro detale i ja miałam do tego wcześniej ciągoty, żeby taką dłubaninę sobie robić. Profesor mi pokazał jak zrobić takie mikro dłuto z igły do maszyny do szycia. Dłuta, które były dostępne w sklepach były dla mnie za duże. Ten linoryt robiłam dwa miesiące. Kropka po kropce. Stało się to dla mnie uzależniające.

Pewnie, gdyby nie było tych zajęć, nie zdecydowałabyś się pójść w tę stronę.

Możliwe. Później przerabialiśmy inne techniki i też szłam w tym kierunku drobnych elementów – linii, kółek i kropek. Im więcej pracy w to wkładałam, tym bardziej widziałam, że to działa.

To jest system nagrody, gdy widzisz, jak coś się podoba. Tak jak w przypadku Instagrama to myślę, że tutaj bardzo podobnie zadziałał ten linoryt. Widzisz, że tych detali jest coraz więcej i dostrzegasz lepszy obraz całości.

Gdy rysuję piórkiem bądź rapidografem, ten obraz buduje się fragmentami. To układa się trochę jak puzzle. Dopiero na koniec widzę cały obraz.

Opowiemy jeszcze na pewno o szkicownikach i procesie. Wróćmy na chwilę do tego, co nastąpiło po studiach.

Ja byłam bardzo produktywna, jeśli chodzi o te zajęcia z grafiki warsztatowej. Wiedziałam, że w przyszłości z tego raczej nie wyżyję, więc poszłam w kierunku projektowania graficznego. Stwierdziłam, że z grafiki warsztatowej nie będę mieć pewnego zawodu. Jednak nie zapominałam o ilustracji. Wracając do domu, tworzyłam ilustracje bardziej dla siebie. Nie myślałam wtedy, że to się w ten sposób rozwinie.

Ciekawi mnie sposób, w jaki to uargumentowałaś. Rozumiem to w taki sposób, że rozum pokonał serce. Domyślam się, że wiele osób na ASP nie zdaje sobie sprawy jak takie umiejętności z grafiki warsztatowej, można później wykorzystać w pracy komercyjnej. Pomyślałam nawet o sobie. Miałam podobne podejście, że nigdy nie brałam tego pod uwagę ze względów ekonomicznych.

Tak. Mimo że byłam na projektowaniu graficznym, to chodziłam na zajęcia z ilustracji. Pojawiałam się tam na początku i na końcu semestru. To też mnie motywowało, że mój profesor zawsze oceniał moje pracy wysoko, pomimo że nie chodziłam regularnie na zajęcia. Następnie skupiłam się na grafice wydawniczej i typografii. Było to przyjemne, ale wiadomo studia studiami a życie życiem. Na czwartym i piątym roku studiów pracowałam na etacie, więc pojawiałam się na uczelni, tylko żeby chodzić na korekty i przygotowywać się do dyplomu.

Dla mnie rysunek ręczny to przede wszystkim niesamowita przyjemność. Na tablecie mam milion gotowych pędzli i mogę zrobić wszystko. Nie ma nawet miejsca na błędy i przypadek. Wszystko jest zmechanizowane. Podczas mojej pracy, jeśli popełnię błąd i powstanie gdzieś czarna plama ja wtedy zmieniam koncepcję ilustracji i tworzę sobie dzień przerwy, żeby zobaczyć, w jakim kierunku mogę pójść dalej.

Myślę, że potrzebowałaś spróbować tego projektowania graficznego, żeby zrozumieć, że to jednak nie jest to i wrócić do ilustracji. Wydaje mi się, że większość twoich prac jest tworzona ręcznie. To zamiłowanie do pracy ręcznej w Tobie pozostało. Dlaczego nie skorzystać wiec z tabletu?

Dla mnie rysunek ręczny to przede wszystkim niesamowita przyjemność. Na tablecie mam milion gotowych pędzli i mogę zrobić wszystko. Nie ma nawet miejsca na błędy i przypadek. Wszystko jest zmechanizowane. Podczas mojej pracy, jeśli popełnię błąd i powstanie gdzieś czarna plama ja wtedy zmieniam koncepcję ilustracji i tworzę sobie dzień przerwy, żeby zobaczyć, w jakim kierunku mogę pójść dalej.

Oczywiście też korzystam z Photoshopa. Mam tam jeden rodzaj pędzla, wyliczony tak jak na kartce rysuję rapidografem. Nie bawię się w żadne gotowe tekstury. Jak próbuję coś takiego zrobić, to nie wychodzi.

Czyli masz swój system, żeby korzystać z technologii. Nie korzystasz z tych wszystkich dobrodziejstw, które technologia ma do zaoferowania. Czasem można czuć się przytłoczonym przez tę możliwość opcji. Jak otwieramy Photoshopa to mamy multum opcji do wykorzystania. Często to później powoduje to, że jest wszystkiego za dużo…

Tak, za dużo tekstur, za dużo różnych technik połączonych. Ja nie potrafię się odnaleźć w tym natłoku tych narzędzi, które mamy do dyspozycji. Muszę sobie jak najbardziej ograniczyć paletę barw czy narzędzi – to mi w zupełności wystarczy.

Zaopatrzyłam się w tablet z myślą, żeby odwzorować te narzędzia, które używam i wprowadzać kolor. Wcześniej skanowałam czarno białą ilustrację i kolorowałam ją w Photoshopie. To ma swój klimat, ale jednak jest inaczej.

W takim razie prace dla klientów, czy one też są odręcznie wykonywane, czy to jest połączenie pracy ręcznej i komputerowej?

Zależy od czasu. Mimo wszystko szybciej idzie mi tworzenie czarno białych ilustracji na papierze. Gdy zaczynam działać na tablecie, to od razu tworzę sobie plik do druku i to zajmuje więcej czasu. Staram się to jednak łączyć i gdy rysuję na papierze to łatwiej mi się myśli o tej ilustracji i później robię retusz, jeśli powstały jakieś błędy. Na papierze nie mogę ctrl+z wcisnąć, więc biorę nową kartkę, wycinam fragment i to przyklejam w to miejsce. Wcale się to tak nie rzuca w oczy.

W twoich pracach czerń dominuje zdecydowanie.


Dominuje, ale teraz też dużo wchodzę w kolor i chciałabym wzbogacić to moje portfolio o te kolorowe prace. Czerń wynikała z narzędzi: piórka i rapidografu. Teraz ugryzłam już w jakimś stopniu ten temat i chcę iść dalej. Będę teraz wymyślać nowe rzeczy, łączyć kredki z tuszem i korzystać raczej z tej ograniczonej palety kolorów w ten sposób.

Czerń wynikała z narzędzi: piórka i rapidografu. Teraz ugryzłam już w jakimś stopniu ten temat i chcę iść dalej.

Ograniczenia pomagają. A jak się to przekłada na prace z klientami. Czy oni wiedzą ile czasu zajmie wykonanie takiego projekt?

Tak, pamiętam moją większą współpracę z Reserved. Miałam wtedy 1 dzień na projekt. Obserwatorzy tej marki decydowali, w którą stronę mam iść, co narysować. Co godzinę był nowy kierunek pracy. Kiedy mam ograniczenia tematyczne i mniejszy format to daję radę. Przy dodatkowych prywatnych projektach daję sobie więcej czasu.

Klientów na samym początku staram się uświadamiać, że potrzebuję więcej czasu. Najbardziej czasochłonne jest wymyślenie koncepcji. Ilustracja w kolorze zajmuje mi zawsze dłużej – tutaj zaczynają się te poszukiwania gamy kolorystycznej. Jeżeli starałabym się to zrobić szybciej i zaznaczałabym tylko pewne obszary i wypełniała szybko to już nie jest ten klimat moich ilustracji.

Klientów na samym początku staram się uświadamiać, że potrzebuję więcej czasu. Najbardziej czasochłonne jest wymyślenie koncepcji.

Też o tym pomyślałam. Mam takie śmieszne pytanie, ponieważ rysujesz ręcznie. Jak sobie radzisz z bólem? Ja ostatnio dwa dni z rzędu dość mocno rysowałam ręcznie i strasznie boli mnie ręka.

Faktycznie, jeśli rysuję kilkanaście godzin dziennie i przesadzam, to czuję ten ból. W październiku rzuciłam sobie wyzwanie Inktober. Czasami zajmowało mi to trzy godziny dziennie i ból dawał się we znaki.

Wspomniałaś o tym, że wiele czasu zajmuje Ci wymyślenie koncepcji. Jak to robisz przy tak detalicznych ilustracjach?

To jest zarys konturowy – bardzo ogólny szkic. Na etapie koncepcji nie myślę o detalu. To się pojawia dopiero, jak zaczynam rysować. Zdarza się, że niektóre fragmenty sobie wyrysuję. Zazwyczaj przed snem robię sobie zdjęcie tej pracy i zastanawiam się potem, w którą stronę mogę pójść dalej. Jak już sobie wymyślę, to mogę spokojnie iść spać.

Jak do tego podchodzą klienci, skoro nie widzą tego, co właściwie dostają?

Zawsze zaczynam od pytania, czy klient zdaje sobie sprawę, w jakim stylu ja rysuję. Czasami mam wrażenie, że klienci nie do końca wiedzą, lub nie są świadomi tego, że to jest praca ręczna. Nauczyłam się na błędach, żeby wysyłać zarys ilustracji.

Tworzysz też prace autorskie. Jak obracasz tymi projektami, masz swój sklep?

Cały ten pomysł, żeby wejść w ilustrację, po godzinach zaczął się właśnie od zrobienia sklepu. Wkrótce powstanie osobna moja platforma, gdzie będę mogła sprzedawać swoje produkty bez zbędnych pośredników. Na ten moment sprzedaję na Pakamerze, ale zaczęło się właśnie od sklepu. Nie byłam wtedy rozpoznawalna, nie miałam klientów i chciałam nadać sens temu, że po godzinach tak rysuję. Okazało się, że to była nauka jak przygotować pliki do druku. Musiałam sprawdzić jaki skaner kupić i jak te skany obrabiać, żeby w druku plakaty wyglądały dobrze.

Czyli wygląda to tak, że tworzysz oryginalną pracę na papierze i replikujesz skany – dobrze myślę?

Tak. Nie chcę sprzedawać oryginałów. Nie dlatego, że jestem z nimi sentymentalnie związana, ale widzę w nich błędy. Delikatny brud czy drobny ślad ołówka dyskwalifikuje plakat.

Nie chcę sprzedawać oryginałów. Nie dlatego, że jestem z nimi sentymentalnie związana, ale widzę w nich błędy. Delikatny brud czy drobny ślad ołówka dyskwalifikuje plakat.

No właśnie porozmawiajmy o tych błędach. Tworzysz ręcznie, więc te błędy będą się pojawiać. Czy zawsze się ich pozbywasz?

Zależy od projektu. Mam straszne problemy z rysowaniem dłoni. Podczas pracy na papierze mogę źle postawić jedną kreskę rapidografem i rysunek wychodzi źle, więc poprawiam w Photoshopie. Głównie jednak czyszczę z ołówka.

Teraz zaopatrzyłam się w lightboard. Ta rzecz mi pomaga w pracy i przyspiesza proces.

Możesz dzięki temu pracować wieczorami.


Tak. Na tym się nie da pracować w ciągu dnia.

Co do pracy z klientem. Jak jest u Ciebie – przedstawiasz mu kilka propozycji na tym etapie szkicowania?

Skupiam się na jednej wersji. Wolę zmienić całość, jeśli nie odpowiada klientowi. Raczej działam w ten sposób. Szkoda mi przygotowywać kilka koncepcji. Robię jedną konkretną. Jeszcze się nie zdarzyło, że całość nie przeszła.

Szkoda mi przygotowywać kilka koncepcji. Robię jedną konkretną.

Zatem co będzie można kupić w twoim sklepie?

Mam dużo pomysłów, ale czasu brak. Cały czas go szukam, mam nadzieję, że na początku roku uda się z tym ruszyć. Myślałam o różnych produktach, nie tylko plakaty, ale może notesy czy zakładki.

Czas pokaże.
Czy ta precyzja i cierpliwość obecna w rysunku jest też w twoim życiu?


Ja nie mam tylko cierpliwości do technologicznych rzeczy. Jestem z natury perfekcjonistką. Czasami, żeby się zebrać do pracy, muszę uprzątnąć sobie biurko i kolorystycznie poukładać wszystkie elementy, które się na nim znajdują.

Jestem z natury perfekcjonistką. Czasami, żeby się zebrać do pracy, muszę uprzątnąć sobie biurko i kolorystycznie poukładać wszystkie elementy, które się na nim znajdują.

Wszystko się spaja.
Na Instagramie widać, że prowadzisz mnóstwo szkicowników – czym one dla Ciebie są?


Ta przygoda się zaczęła w zeszłym roku od Inktober. Wcześniej nie cierpiałam rysować w notesach. Rysowałam zawsze na kartce A4 lub A3. Podchodziłam do tego bardzo praktycznie. Od tego wyzwania zobaczyłam, że jednak fajnie mi się tworzy w takich mniejszych formatach, przyjemniej mi się myśli i szybciej mi to idzie. Mam większą odwagę spróbować nowych kompozycji czy pomysłów, których w dużym formacie wcześniej bym się nie odważyła podjąć. Jeżeli coś nie wyjdzie, to zmarnuję tylko jedną małą karteczkę – trzy lub cztery godziny pracy. Przy większym formacie to często tydzień pracy.

Zdarza się tak, że coś ze szkicownika przenosisz na plakat?

Oczywiście. Co więcej, gdy tworzę większą ilustrację i mam blokadę to otwieram sobie taki szkicownik i szukam jakiegoś motywu, co mogę gdzieś przełożyć.

Domyślam się, że większość klientów trafia do Ciebie przez Instagram.

Tak. Jeden klient trafił przez inną stronę, gdzie udostępniono mój szkicownik.

Czyli nie jest tak, że trzeba być wszędzie. W twoim przypadku ten Instagram działa fajnie. Jest to platforma, na której jesteś aktywna – dodajesz posty prawie codziennie.

Był taki moment, że codziennie. Teraz staram się co dwa dni, ale robię sobie przerwy, bo jestem przemęczona social mediami. Regularne wrzucanie daje efekty i to widać. W zeszłym roku miałam kilka współpracy, ale lawina ruszyła w 2020.

Dobrze słyszeć pozytywne informacje w tym gąszczu złych wiadomości.


W moim poprzednim miejscu pracy sytuacja była dość napięta, bo firma straciła większość klientów z branży hotelarskiej. Ja byłam na świeczniku, jako najmłodsza stażem. Dostałam telefon, że nie przedłużają mi umowy. Akurat zamówiłam kredki za tysiąc złotych. Pomyślałam, że przynajmniej będę mieć czas, żeby nimi porysować. Od tamtej pory nawet nie miałam tego czasu, bo mam tyle zleceń. Pracowałam akurat nad projektem apaszki i stresowałam się, co gdy to się skończy i będzie cisza. Ciągle mnie to uczucie trzyma, choć ciszy nie ma. Czasami jest dzień lub dwa przerwy, a potem znowu mail i pytanie o współpracę. To był bardzo przełomowy rok dla mnie. Śmieję się, że było mi pisane, żebym działała w ilustracji i wszystkie drogi do tego mnie doprowadziły.

W moim poprzednim miejscu pracy sytuacja była dość napięta, bo firma straciła większość klientów z branży hotelarskiej. Ja byłam na świeczniku, jako najmłodsza stażem. Dostałam telefon, że nie przedłużają mi umowy. Akurat zamówiłam kredki za tysiąc złotych. Pomyślałam, że przynajmniej będę mieć czas, żeby nimi porysować. Od tamtej pory nawet nie miałam tego czasu, bo mam tyle zleceń.

Bardzo dobrze! Cieszę się.
Wrócę na moment do Instagrama. Co przyciąga tych ludzi – czy masz jakieś specjalne sztuczki, czy po prostu wrzucasz swoje prace?


Na samym początku to chciałam w jakiś sposób podejść do tego tematu w inny sposób. Nie chciałam robić z Instagrama swojego portfolio. Zależało mi na tym, żeby pokazać tę ilustrację w jakimś kontekście, i nie wrzucać płaskich obrazków.

Czyli pokazać ilustrację w szerszym kontekście nieodizolowany obrazek.

Tak, choć czasem wrzucam zwykłe zdjęcia szkicowników. Na początku jak zaczęłam wrzucać zdjęcia na Instagram, to się bardzo stresowałam. Myślałam sobie: ‘co ludzie powiedzą?’. I dopytywałam się mojej koleżanki, z którą jeździłam tramwajem co mam wrzucać.

Trzeba mieć trochę pewności siebie, żeby pokazać swoje prace.

Ja nie czuję, że mam jakieś pokłady pewności siebie, nawet w tak błahej sprawie, jak Instagram, ale robię to na przekór temu. Ignoruję to.

Jesteś najlepszym przykładem, żeby to mówić, bo gdybyś nie wrzucała prac na Instagrama, prawdopodobnie nie byłabyś w tym miejscu, gdzie jesteś. Myślę, że twoja historia jest bardzo inspirująca i zachęca do działania.

Mam nadzieję. Ja bardzo lubię inspirować i nakręcać do działania. Sama się też nakręcam w ten sposób. Bardzo lubię rozmawiać o tym, co robię, bo sama się wtedy inspiruję. Tak samo, gdy rozmawiam z klientami, nie lubię relacji klient i twórca. Raczej podchodzę do tego tak, że jesteśmy w jednym teamie. Rozmowa i wzajemne wysłuchanie dużo daje.

Zawsze to krótko komentuję, że to nie jest pracowanie z klientem tylko dla klienta. Bardzo dziękuję za rozmowę.

Ja również.

Renata Krawczyk Rena Illustration

zobacz także
Wybierz jeden z pozostałych tematów z listy poniżej.
Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość projektowania

Patryk Hardziej

Moim gościem był Patryk Hardziej. Pytałam Patryka o to czego nauczył się od mistrzów projektowania, których poznał dzięki swojemu zainteresowaniu historią projektowania graficznego, co sprawia mu największe wyzwanie w obecnej pracy i czy uważa, że zawód projektanta będzie pożądaną profesją w przyszłości.
Projektowanie systemów ID. Język projektanta

Mateusz Antczak

W tym odcinku rozmawiam z Mateuszem Antczakiem. Mateusz zajmuje się badaniem, projektowaniem oraz wdrażanie programów corporate identity. W swojej pracy koncentruje się na projektowaniu grafiki użytkowej, ze szczególnym uwzględnieniem znaku marki oraz identyfikacji wizualnych. Mateusz podzielił się swoją perspektywą o roli znaku, brandingu i identyfikacji.
Pewność siebie

Adam Chyliński

Z Adamem Chylińskim - współzałożyciel Gdańskiego studia TOFU, w którym pełni funkcję dyrektora kreatywnego. Razem z Adamem dotknęliśmy tematu pewności siebie wśród projektantów. Od prezentacji projektów po wystąpienia publiczne. Zachęcam do zapoznania się z tym bardzo wartościowym materiałem, skorzystania z porad i przemyślenia tematu pewności siebie.