October 17, 2020
Multidyscyplinarność w projektowaniu

Piotr Wątroba w swojej pracy łączy wiele dyscyplin: ilustracje, kreacje marki i systemów wizualnych, grafikę 3D, UX i UI. Rozmawialiśmy o tym, jak zaczęła się jego przygoda z grafiką. Dlaczego nie wybrał drogi specjalisty oraz jakie są plusy i minusy wynikające z tej decyzji? Z tej rozmowy dowiecie się też jak wykorzystać taki wachlarz umiejętności i jak się ich uczyć.

Zazwyczaj nie zaczynam od tego typu pytań, ale myślę, że w tym przypadku może być ciekawie – jak byś określił to, czym się zajmujesz i kim jesteś?

Zależy od tego z kim rozmawiam. Gdyby to był klient, to powiedziałbym po prostu, że jestem projektantem. Starałbym się tak nakierować tę odpowiedź, by odnosiła się do jego branży. Jeśli zgłasza się do mnie klient, z potrzebą nowego logo dla piekarni to są szanse, że ilustracja też okaże się pomocna. Jeśli jest to klient bardziej z branży IT to oprócz tego, że jestem projektantem marki i mogę zrobić branding, to potrafię też przygotować stronę i aplikację. Mówiąc szeroko, to chciałbym się bardziej utożsamić z byciem artystą. Z malarzami, którzy zaczynają rzeźbić — nikt nie ma problemu. U nas jednak jest tak, że jeśli ktoś robi ilustracje, to mówi się, że nie powinno się zajmować 3D, ale w sumie – dlaczego nie? Fundamenty wszędzie są te same – kolor i forma.

A co z tytułem projektanta multidyscyplinarnego?

Tutaj się zaczynają zgrzyty. Ja nie lubię momentów, w których może dochodzić do jakichś konfliktów. Artysta to jednak piękne słowo, które nas może połączyć. Długo się nad tym zastanawiałem, bo to nie jest łatwe, żeby się zdefiniować. Zwłaszcza gdy dotyka się różnych tematów.

Często w naszym świecie projektowani graficznego trzymamy się sztywnych ram i tytułów prac.
Interesuje mnie, skąd wynika ta różnorodność twoich zainteresowań i umiejętności? Czy już jako dziecko interesowałeś się różnymi rzeczami?


W Polsce trzeba być trochę multidyscyplinarnym. Niesie to za sobą lepsze pieniądze. Moja historia zaczęła się w podstawówce. Wtedy już interesowałem się programami. Wtedy wszystko było grafiką: ilustracja, 3D… Mój pierwszy projekt był już taki multidyscyplinarny. Był to projekt gry karcianej. Opierało się to na systemie, który powtarzałem z uwzględnieniem layoutu iilustracji. To były pierwsze próby w programach wektorowych, których wtedy nie potrafiłem okiełznać. Następnie zacząłem się uczyć kodowania stron. Nie utożsamiałem wtedy tego z inną dyscypliną. Dla mnie nadal to była grafika, gdzie wykorzystywałem layout. Wtedy nie było programów takich jak Sketch, xD czy Figma.

Moja historia zaczęła się w podstawówce. Wtedy już interesowałem się programami. Wtedy wszystko było grafiką: ilustracja, 3D… Mój pierwszy projekt był już taki multidyscyplinarny. Był to projekt gry karcianej. Opierało się to na systemie, który powtarzałem z uwzględnieniem layoutu iilustracji.

W jakim wieku otworzyłeś Photoshopa po raz pierwszy i zacząłeś bawić się w kodowanie?

To było w gimnazjum.

Bardzo szybko.

Tak, ale to nie było nic wartościowego. CSS i HTML. Chodzi bardziej o tę wiedzę, bo ja to dalej kontynuowałem. Do studiów już tak rozpracowałem WordPress, że byłem w stanie robić strony. Teraz to zostawiłem na korzyść projektowania. Podkreślam jednak, że ta wiedza bardzo mi się przydaje przy projektowaniu.

W gimnazjum próbowałem się też uczyć 3D, ale to kompletnie nie wyszło. Nie mogło wyjść, bo nie rozróżniałem podstawowych pojęć i miałem zbyt małą wiedzę o projektowaniu. Mój angielski wtedy był na bardzo słabym poziomie i to nie pomagało.

Wszystko się zaczęło systematyzować na studiach. Zacząłem zwracać uwagę na różne pola sztuk wizualnych: typografia, grafika wydawnicza czy reklama. Z perspektywy czasu uważam, że to nie było do końca dobre. Ja dalej nie widzę różnicy między zleceniem na skład a zleceniem na brand. Wszyscy korzystamy z tego samego. Oczywiście są te inne dziedziny, które wymagają różnej namiętności. Chodzi o to, że jak przepracujesz trochę rzeczy, to jesteś w stanie się w tym wszystkim odnaleźć. Zmierzenie się z różnymi typami projektów i problemów pozwala później na dalszą pracę na tych płaszczyznach.

Zmierzenie się z różnymi typami projektów i problemów pozwala później na dalszą pracę na tych płaszczyznach.

Studia dają ogrom wiedzy. Żałuję jednak, że próbowali mi to posiatkować.

Nie wiem właśnie, czy to nas wkładają w te ramy, czy my sami siebie wkładamy przez nie łączenie różnych dziedzin w projektach na studiach. Zwłaszcza na pierwszych latach. Później myślę, że mamy już trochę wiedzy i wiemy jak tym warsztatem lepiej operować.

Ciekawym eksperymentem byłoby, gdyby studenci pierwszego roku musieli sobie wymyślić pracę dyplomową. Prawdopodobnie byłby to zupełnie inny i szerszy temat niż po kilku latach wsadzania nas w określone pudełka. W zasadzie nie mam wielkich pretensji, bo jakoś trzeba się nauczyć. Żeby te prace były lepsze, to trzeba tę wiedzę poukładać. Z drugiej strony nikt nie zabrania studentom łączyć różne dyscypliny w projekcie. Mój dyplom był właśnie taką szeroką formą. Nikt tego nie zabraniał, ale właśnie tutaj jest pytanie – czy każdy tego chce? Mnie wszystko ciekawi, we wszystkim bym siedział i dłubał. Nie mam pretensji do studiów jako takich, raczej do tego, że za wcześnie na nie idziemy i za wcześnie je kończymy. Ja bym z chęcią wrócił na studia.

Może kolejny kierunek?

Czasami o tym myślę, ale jednak ta praca zawodowa daje mi dużo więcej. Problemy są trudniejsze, a czasu jest mniej. To jeszcze bardziej mobilizuje do działania. Na studiach mamy kilka miesięcy na jeden projekt. W rzeczywistości nie zawsze jest czas nawet na research i trzeba strzelać pomysłami z rękawa.

Z czasem robiąc coraz więcej projektów, dostrzegam, że zaczynam zdobywać takich klientów, którzy bardziej szanują mój czas. Zdarzyło mi się też kilka razy, gdy klient był gotów poczekać, bo chciał pracować konkretnie ze mną, a nie wykonać tylko projekt. Jest to możliwe, żeby była pełna zgodność na linii projektant – klient i dużo zaufania w tej relacji, ale trzeba włożyć mnóstwo pracy, by dojść do takiego etapu.

Z czasem robiąc coraz więcej projektów, dostrzegam, że zaczynam zdobywać takich klientów, którzy bardziej szanują mój czas. Zdarzyło mi się też kilka razy, gdy klient był gotów poczekać, bo chciał pracować konkretnie ze mną, a nie wykonać tylko projekt.

Też tak myślę.
Na studiach interesowałeś się różnymi dziedzinami. A co wiodło tutaj prym? Jak też wyglądała twoja nauka w kwestii programów – co było pierwsze?


Już rozpoczynając studia, miałem wiedzę programową. Wtedy byłem roszczeniowy i uważałem, że jak ja umiem, to inni też muszą – utemperowałem u siebie tę cechę. Wracam do tego, że za wcześnie idziemy na studia i za wcześnie je kończymy. Pamiętam, że na drugim roku poszedłem na praktyki. To studio zajmowało się animacją. Od wtedy wszędzie chciałem wkładać elementy 3D, nawet do identyfikacji wizualnych. To był moment, gdy mocno brałem pod uwagę 3D. Wtedy, jak i teraz najbardziej utożsamiałem się jednak z kreacją marek: znaków, identyfikacji, strony. Traktuję to jako taki pakiet podstawowy. To było zawsze to, co mnie konstytuowało. Wszystko inne było dodatkiem. Potem to się zaczęło bardziej formułować przez to, że zdobywałem doświadczenie w różnych miejscach pracy. Pracowałem przy stronach internetowych i aplikacjach. Teraz pracuję w reklamie i to jest zupełnie inny świat. Czasami są dni, gdy siedzę i myślę. To jest wiedza miękka, której ciężko się nauczyć samemu. Wiele się mówi na temat agencji, ale ja to doceniam. Jeżeli agencja robi duże projekty, to wymaga dużo myślenia, bo nikt nie chce wydać pieniędzy w błoto.

Wrócę jeszcze do momentu, w którym poszedłeś na staż – czy miałeś wtedy styczność z programami do animacji, czy to było zupełnie nowe doświadczenie dla Ciebie?

Kiedyś uczyłem się Maya, ale kompletnie mi to nie wyszło. Otarłem się o Adobe After Effects, ale tak naprawdę Cinema 4D zacząłem się uczyć tam.

Nawiązując do nieodróżniania tych dyscyplin, uważam, że właśnie branding jest świetną przestrzenią, która łączy te różne dyscypliny. Pole do popisu jest szerokie. Pomysł może być bardziej ilustracyjny, bardziej typograficzny itd.

Jak to możliwe, że mając styczność z 3D, zacząłeś pracować w agencji brandingowej a skończyłeś w reklamie? Czy w wolnym czasie szkoliłeś dodatkowe umiejętności?

Bycie stażystą przez całe życie nie jest komfortowe, więc brałem się za kolejne prace. Myślę, że rzadko jest tak, że możesz przeskakiwać do tych samych dziedzin. Ja przynajmniej takiego szczęścia nie miałem. Z jednego pola wpadałem w inne, gdzie musiałem się uczyć innych rzeczy. Wszystko jest dla mnie ciekawe, więc nie miałem z tym problemu. Nie żałuję tego.

Z jednego pola wpadałem w inne, gdzie musiałem się uczyć innych rzeczy. Wszystko jest dla mnie ciekawe, więc nie miałem z tym problemu. Nie żałuję tego.

W Londynie jest tak, że, jak jesteś już w jednym pudełku to raczej ciężko zmienić je na inne. Więc może to kwestia mojej perspektywy, bo mam inne doświadczenie.

Ja pochodzę z małego miasta, więc tych pierwszych prac szukałem tam.

Masz rację. Kwestia zamieszkania ma tutaj kluczową rolę. Myślę, że to i tak super droga. Warto spróbować swoich sił w różnych środowiskach, żeby sprawdzić, w czym się dobrze czujemy.

Kiedyś wymyśliłem taki koncept na siebie, że chciałbym być dyrektorem artystycznym, który zna się na wszystkim. Na początku myślałem, że tak się da. Dalej gdzieś o tym myślę trochę. To, że udało mi się spróbować różnych dziedzin, dużo mi teraz pomaga. Bez znaczenia czy to jest projekt indywidualny, czy taki, który tworze z zespołem w pracy to ta szeroka wiedza pomaga. Z drugiej strony wiem też, w czym nie jestem dobry. I takie uzupełnianie się w zespole świetnie działa. Wciąż uważam, że ten świat 3D nadciąga i ta technologia jest super. Niedługo nie będziemy się bić o to, kto, jakich używa programów, tylko jak mądrze wykorzystuje tę technologię.


Zdecydowanie, a nie miałeś takich myśli, że powinieneś się skupić na jednej konkretnej rzeczy?

Pewnie. Od studiów tak jest. Ciągle ktoś myśli, że powinno się robić to, w czym aktualnie się grzebie. Myślę, że to jest ślepa droga. Zawsze — gdy ktoś chce cię wsadzić do pudełka — to wydaje mi się rozsądnym zapytać, dlaczego ty w tym pudełku masz siedzieć. Oprócz tych projektów specjalistycznych jak np. zaprojektować nowy krój pisma to większość projektów nigdy nie jest tylko z jednej dziedziny. Z mojej perspektywy freelancera, który pracuje dla małych i średnich firm i pracownika agencji, która obraca wielkimi projektami, rzadko jest tak, że robimy tylko jedną rzecz. Nie dajmy się więc wepchnąć na siłę w to, żeby robić tylko jedną rzecz.

Zawsze — gdy ktoś chce cię wsadzić do pudełka — to wydaje mi się rozsądnym zapytać, dlaczego ty w tym pudełku masz siedzieć.

Warto się też zastanowić nad sobą. Na czym nam konkretnie zależy. Każdy jest inny – Tobie spróbowanie różnych dziedzin pomogło…

Oczywiście. Wszystko, co mówię, to jest moje doświadczenie. Ja bardzo cenię, jeśli ktoś jest mistrzem w jednej dziedzinie. Są takie problemy, które rozwiąże tylko specjalista. Ja się zdecydowałem na to, żeby robić dużo rzeczy i nie być mistrzem w jednej i wiem, że nigdy nim nie będę.

A jak widzą to twoi klienci, którzy trafiają na twoją stronę bądź przychodzą z polecenia po jedną rzecz. Czy wiedzą, że potrafisz wykonać więcej?

Na ogół jest tak, że klient ma jakąś konkretną potrzebę i portfolio jest tutaj rzeczą drugą, bo klienci trafiają do mnie głównie z polecenia. Są też tacy klienci, którzy oczekują tej multidyscyplinarności, bo mają szeroką potrzebę. Oczekują, że jedna osoba spięła wszystko w całość. Im bardziej jest świadomy klient, tym lepiej sprawdzi — czym się zajmuję. Taki klient, który potrzebuje tylko znak graficzny, najczęściej ma szereg innych potrzeb, ale on ich nie rozumie. Warto wtedy rozmawiać i przedstawić dokładniejszą ofertę różnych usług. Często tak jest, że klienci chcą np. mieć rozbudowaną księgę znaku. Ja wiem, że to nie zawsze jest aż tak potrzebne, bo jest to jakiś mały lokalny biznes np. piekarnia. W takich sytuacjach lepiej się skupić na etykietach czy ogólnie czymś, co będzie potrzebne. To wymaga pewnej szczerości i odwagi. Powiedzenie u nas w branży, że księga znaku nie jest komuś potrzebna, wydaje się herezją. Ja podchodzę do tego bardziej praktycznie. Może zróbmy mniejszą i skupmy się na tym, żeby osiągnąć zamierzony wynik. Propaguję takie szersze myślenie i szczerą rozmowę o tym, co można, czego nie można, co warto i czego nie warto. Zwłaszcza o tym, czego nie warto. To klienci doceniają.

Powiedzenie u nas w branży, że księga znaku nie jest komuś potrzebna, wydaje się herezją. Ja podchodzę do tego bardziej praktycznie. Może zróbmy mniejszą i skupmy się na tym, żeby osiągnąć zamierzony wynik. Propaguję takie szersze myślenie i szczerą rozmowę o tym, co można, czego nie można, co warto i czego nie warto. Zwłaszcza o tym, czego nie warto. To klienci doceniają.

Podoba mi się to, co powiedziałeś o szczerości. Gdybym była takim klientem, to na pewno bym to doceniła.

Trzeba się zastanowić, co chcemy osiągnąć – krótkofalowy zysk czy długofalowy – trochę mniejszy, ale stały. Z klientami bywa różnie, ale szczerość daje tę podstawę, że prawdopodobnie oni też będą szczerzy wobec ciebie.

Opowiedz trochę o plusach i minusach wynikających z tej różnorodności?

Zacznijmy od minusów, bo one są zawsze ciekawsze. Problemem jest portfolio. Zrób portfolio z tyloma rzeczami, żeby ktoś się w tym połapał. Myślę, że dobrą praktyką jest zbudowanie takiego portfolio, aby te dziedziny były łatwo dostępne i klikane. Chodzi o to, żeby ten potencjalny klient się w tym nie pogubił i wiedział gdzie kliknąć, żeby sprawdzić, czy Ty będziesz umieć zrobić jego projekt. To jest jedno podejście. Można też postawić na inną kartkę, gdzie pokazujemy tylko te wielkie projekty, w których widać łączenie dziedzin. To jest też nastawienie się na większych klientów.

Myślę, że takie działy ułatwiają przeglądanie strony. Ja lubię strony, które mają to uszeregowane w jakiś sposób. Wiem wtedy gdzie klikać i nie tracę czasu na przeglądanie czegoś, co mnie nie interesuje.

To jest jak z plakatem. Na plakat patrzysz trzy sekundy i idziesz dalej. Jeżeli portfolio nie działa w ten sposób, to prawdopodobnie się traci. To założenie jest dobre, jeśli chcemy się pochwalić rozmachem. Nie wiem, jakie jest idealne rozwiązanie. Mogę tylko testować i sprawdzać.

To mamy jeden minus. A jakie są inne minusy?


Zaakceptowanie tego, że nie będzie się najlepszym w danej dziedzinie. Trzeba się na to zdecydować, co nie jest trudne. Wybór ścieżki multidyscyplinarnej nie jest łatwą decyzją. Sprawia to, że inni ludzie Cię zaczną wyprzedzać – ci, którzy z Tobą studiowali i skupili się na jednej dziedzinie. Mnie ta decyzja przyszła naturalnie. Ja też nie mam pretensji do ludzi, którzy się skupiają na jednej dziedzinie i chciałbym tego samego w druga stronę.

Wybór ścieżki multidyscyplinarnej nie jest łatwą decyzją. Sprawia to, że inni ludzie Cię zaczną wyprzedzać – ci, którzy z Tobą studiowali i skupili się na jednej dziedzinie.

Należy w tym zachować zdrowe podejście i zobaczyć co my chcemy osiągnąć.

Jeśli kiedyś dostanę jakiś projekt, który mnie przerośnie, to z chęcią podeślę go komuś, kto zajmie się tym lepiej, jeśli ja nie będę mógł. Tutaj wracamy do tego, czym się zajmuje Art Director. On czasem może mieć mniejsze kompetencje w jednej konkretnej dziedzinie, ale przez to, że ma ich sporo, to je lepiej podzieli.

Jest to osoba, która potrafi szerzej spojrzeć na projekt. Ocenić go nie przez pryzmat jednej kategorii, ale całościowo. Nie wiem też, czy powiedzieliśmy to dosadnie, ale chciałabym zaznaczyć, że duży wpływ na to, jaką drogę wybierzemy — specjalisty czy generalisty ma kwestia tego, w jaki sposób i gdzie chcemy pracować. Jeśli marzy się nam kariera w studiu projektowym to lepiej nie być mistrzem jednej dziedziny. Wtedy znajdziemy zatrudnienie jako freelancer, ale niekoniecznie w agencji.

Tak, to prawda. Zdajmy też sobie sprawę z tego, że będąc świeżo po studiach, to portfolio nie jest pełne różnorakich projektów. I trzeba gdzieś zacząć. Z drugiej strony mamy osoby, które zamykają się na inne dziedziny i nie będą robić niczego innego poza tą swoją dyscypliną. Dostęp do wiedzy dzisiaj jest niesamowity i polecam spróbować nauki nowych rzeczy.


To pomoże też sprawdzić, w czym nie czujemy się dobrze.

Ja nigdy nie czułem się dobrze w kolażu.

Może przyjdzie jeszcze taki czas.

Bardzo możliwe. Może odkryję, że to jest świetne medium, żeby wyrazić te emocje. Każdy ma takie obszary, w których nie czuje się dobrze.

Dlatego tak ważne jest próbowanie. Wracając jeszcze do plusów i minusów. Co z tymi plusami?

Często, gdy złapiesz klienta, to zostaje z tobą na dłużej i może zlecić inne projekty. Wiadomo, że jeśli współpraca toczy się dobrze, to lepiej, żeby jedna osoba czuwała nad tym projektem. Multidyscyplinarność pozwala też na spotykanie innych ludzi, co przekłada się na różnorodność w projektach. Multidyscyplinarność przekłada się na większą stabilność w zleceniach. To też jest kwestia marketu, tego, gdzie się znajdujemy.

To prawda. Zmienię temat. Wiem, że na swojej stronie masz bloga. Pojawiło się kilka wpisów. Myślę, że pisanie może mieć świetny wpływ na nas jako projektantów.

W tej naszej ukochanej grafice jest też słowo. Ono nie jest podrzędne ani nadrzędne. Jest częścią tego, co robimy. Jak się komunikować bez słowa? Dzisiaj wracamy do pisma obrazkowego: emotikony i gify. Słowo jest ważne. Nie tylko w kontakcie z klientem, ale też w prowadzeniu projektu. Często jest tak, że nie mamy treści od klienta. Ja wtedy jestem w stanie coś napisać. Możemy tutaj ująć taki minus do tego bycia wszechstronnym – nie zawsze się ma czas robić wszystko. Pisałem, żeby uszeregować myśli, które miałem. Ogólnie polecam dużo pisać i czytać. To rozwija i komunikacja z drugim człowiekiem jest dużo lepsza. Warto ćwiczyć pisanie, nawet jeżeli to jest do szuflady.

Jak się komunikować bez słowa? Dzisiaj wracamy do pisma obrazkowego: emotikony i gify. Słowo jest ważne. Nie tylko w kontakcie z klientem, ale też w prowadzeniu projektu.

Swego czasu pisałem opowiadania. Teraz też piszę, bo rysuję książkę. Trochę dla dzieci, ale też dla dorosłych. To jest mój projekt poboczny. Pisanie dla dziecka jest inne niż dla dorosłego i jest to trudny projekt. Jeśli ktoś myśli o karierze art directora później to też warto pracować ze słowem. Dodatkowo jestem też wokalistą zespołu i piszę teksty – słowo jest zawsze ze mną obecne.

Człowiek orkiestra. To śpiewanie jest też dobrą odskocznią od projektowania.

Dla mnie taką odskocznią jest trochę ilustracja. W niej odpoczywam. Projektowanie znaków to jest wiecznie ten sam proces. Jest on wspaniały, ale nie można robić tego w kółko, więc warto mieć odskocznię. Jeżeli bym jej nie miał, to już dawno bym się wypalił.

Uważam też, że współpraca grafika i copywritera powinna być bardzo bliska. Dobrze jest żyć w symbiozie i być otwartym na opinie tej drugiej osoby.

To jest umiejętność pracy w grupie.

Tak. Każdy to wpisuje w CV, ale nie każdy wie, co to znaczy. My jako projektanci często mamy taką potrzebę robienia pięknych rzeczy, ale jeśli ktoś przyjdzie i zasugeruje jakąś zmianę, to robimy to niechętnie. Wszystko trzeba wyrażać słowem, dlatego warto się tego uczyć.

Właśnie. Na samym początku mówiliśmy o tym, że czasami ciężko jest się nauczyć programów. Mówi się, że nauka z wiekiem przychodzi coraz trudniej. Nauka programów czy czegokolwiek nowego.

Nowe rzeczy to zawsze jest pewne wyzwanie. Myślę jednak, że pracując w tej branży, te rzeczy są powtarzalne. Łatwo się skacze po pakietach Adobe. Wystarczy zobaczyć, ile tych programów tam jest. To już jest kopalnia rzeczy do odkrywania. To nie jest do końca prawdą, że programy z innej wytwórni np. Autodesk będą zupełnie inne. Wszędzie są jakieś warstwy, foldery i okienka. Grafika 3D to tak naprawdę grafika wektorowa. Interfejsy są różne. Pierwsze kilka dni będzie ciężkie. Spotykamy się z czymś nowym, ale powoli rozumiemy, że te mechanizmy są jednak dość podobne. Oczywiście z wiekiem może jest trudniej, ale nie poddawajmy się takiemu myśleniu.

Nie jestem w stanie zachęcić nikogo, kto ma podejście, że nie da rady. Uważam, że warto próbować. Programy też stają się coraz prostsze. Nie trzeba wiedzieć wszystkiego od razu. Wystarczy pakiet podstawowych umiejętności i możemy działać.

Olejmy ludzi, którzy nie chcą się uczyć. Co z tymi, którzy otwierają program, uczą się, ale coś nie wychodzi. Skąd wziąć motywację i jak się nie poddawać w nauce nowych rzeczy?

To pytanie odwołuje się bardziej do psychologii człowieka. Warto się zastanowić co nas motywuje. Ja wiem, co mnie motywuje. Jeśli nie robić tego z czystej ciekawości i chęci nauki to może po możliwości, jakie to oferuje zawodowe i biznesowe. Wiem, że jak się uczymy i popełniamy błędy, to czujemy się beznadziejnie. Cała fantastyka projektowania jednak polega na tym, że podnosimy się i robimy to znowu. Mnie motywuje to, że oglądam prace innych i widzę jakie fantastyczne rzeczy potrafią stworzyć a ja jeszcze nie. Być może jest tak, że niektórzy potrzebują mieć nauczyciela, który da im rózgą po łapach i powie – rób dalej. Dla takich osób polecam tutoriale i kursy.

Wiem, że jak się uczymy i popełniamy błędy, to czujemy się beznadziejnie. Cała fantastyka projektowania jednak polega na tym, że podnosimy się i robimy to znowu. Mnie motywuje to, że oglądam prace innych i widzę jakie fantastyczne rzeczy potrafią stworzyć a ja jeszcze nie.

Szkoda mi tylko tego, że często, gdy ktoś dopiero się uczy i jest pełen zapału, wrzuca do internetu swoje prace, to spotyka się z krytyką. Krytykujemy, nie znając kontekstu, tego ile czasu ktoś na to poświecił, czy jest to np. pierwszy projekt z użyciem tego programu. Wszystko przychodzi z czasem. Trzeba narysować tysiąc brzydkich obrazków, żeby narysować jeden ładnie.

To, co teraz powiedziałeś, jest bardzo ważne.

Przez to, że nie wrzucamy tych projektów, na których się uczymy, to nie widać procesu i tego ile trzeba poświecić, żeby dojść do pewnego etapu.

Ktoś zaprojektował projekt i wrzucił do internetu. My nie widzimy drogi do rozwiązania. Tego ile było korekt czy jaki był opór klienta, a rzucamy się do oceny. To właśnie sprawia, że ludzie zamykają się w sobie i nie robią dalej rzeczy.

Przypomniało mi się, że powstała kiedyś książka My First Logo. Często osoby zaczynające w branży porównują się z innymi, którzy mają już długi staż pracy. Takie inicjatywy pokazują, że nie warto.

Z drugiej strony – osoby, które zaczynają, nie mają gdzie w takim razie pokazywać swoich prac. Wpadamy w pętle lubienia swoich projektów czysto pod kątem wizualnym. Większość z nas robi projekty na podobnym poziomie. Gdzie podzielić się pracami, żeby otrzymać konstruktywną krytykę?

Wpadamy w pętle lubienia swoich projektów czysto pod kątem wizualnym. Większość z nas robi projekty na podobnym poziomie. Gdzie podzielić się pracami, żeby otrzymać konstruktywną krytykę?

Chyba zostają tylko studia.

Tak, taka przepustka. Obecnie wszystko postrzegamy przez obrazy. W ogóle nie czytamy treści. Są Gify, emoji… Behance i Dribble są zalane estetycznymi rzeczami, które są po nic. Dochodzimy do momentu gdzie mamy 2 miliony panelu logowania – tego się nie da zrobić teraz źle.

Myślę, że to będzie rozmowa na osobny odcinek. Mam w planach nagranie odcinka pt. Design Bullshit.

Jasne. Sam jestem tego winny, że lubię pokazywać ładne obrazki. Patrzę na takie ładne obrazki i to się później tak zapętla.

Wracam do tematu multidyscyplinarności. Uważasz, że ta wiedza z różnych pól przekłada się na sposób pracy?

Dzięki doświadczeniu na różnych polach jestem w stanie oszacować dobrą ilość czasu potrzebnego na wykonanie projektu. Mając wiedzę, z czego naprawdę składa się dany projekt jestem w stanie podjąć decyzję, czy w ogóle chcę nad nim pracować. Pomaga też staż pracy. Im więcej się robi projektów, tym ta decyzyjność i praca nad kilkoma projektami jednocześnie przychodzi łatwiej.

Dzięki doświadczeniu na różnych polach jestem w stanie oszacować dobrą ilość czasu potrzebnego na wykonanie projektu. Mając wiedzę, z czego naprawdę składa się dany projekt jestem w stanie podjąć decyzję, czy w ogóle chcę nad nim pracować. Pomaga też staż pracy. Im więcej się robi projektów, tym ta decyzyjność i praca nad kilkoma projektami jednocześnie przychodzi łatwiej.

Na samo zakończenie mam dla Ciebie pytanie – czy zamierzasz dalej brnąć w multidyscyplinarnośc, czy jednak myśl o skupieniu się na jednej dziedzinie jest gdzieś w twojej głowie?

Aktualnie przeznaczam jakiś okres na konkretną godzinę. Kiedyś projekt ilustracji zajął mi dzień a teraz mam zaplanowaną pracę na dwa lata. Jak skończę tę książkę, to zajmę się 3D. Im więcej wiemy o danej dziedzinie, tym więcej czasu jest potrzebne, żeby dowiedzieć się czegoś nowego. Żeby to nadal mogło być multidyscyplinarne, to trzeba obracać tymi dziedzinami. To jest mój pomysł.

Myślenie etapami.

Z pewnością. Tak naprawdę nie jesteśmy w stanie robić kilku rzeczy naraz więc musimy to rozdzielać.

Trzymam kciuki za powodzenie z projektem książki. Życzę dalszych sukcesów.

Dziękuję za zaproszenie.

Piotr Wątroba: Portfolio, Instagram

zobacz także
Wybierz jeden z pozostałych tematów z listy poniżej.
Pewność siebie

Adam Chyliński

Z Adamem Chylińskim - współzałożyciel Gdańskiego studia TOFU, w którym pełni funkcję dyrektora kreatywnego. Razem z Adamem dotknęliśmy tematu pewności siebie wśród projektantów. Od prezentacji projektów po wystąpienia publiczne. Zachęcam do zapoznania się z tym bardzo wartościowym materiałem, skorzystania z porad i przemyślenia tematu pewności siebie.
+10 lat w zawodzie ilustratorki

Gosia Herba

Gosia Herba dzieli się swoimi wypracowanymi sposobami pracy. Ta rozmowa to skarbnica wiedzy dla ilustratorów. Dlaczego Gosia mówi głośno o prawach autorskich i licencjach? O czym chciałaby wiedzieć gdy zaczynała swoją karierę? I jakie było jej pierwsze zlecenie? Odpowiedzi na te pytania i wiele innych znajdziecie w tym artykule.
Jak przygotować się do targów od A do Z

Wzory Targi Designu | agoda Valkov

Jak przygotować się do targów, zorganizować swoje stoisko i wyciągnąć z targów jak najwięcej. Między innymi o tym rozmawiałam z Jagodą Valkov. Tak przydatnego materiału na temat wystawiania się na targach w sieci nie znajdziecie.