September 17, 2020
Jak działa małe studio graficzne?

Z Michałem Drabikiem rozmawiam o tym jak powstał Zespół Wespół. Poruszamy między innymi wątki takie jak plusy i minusy prowadzenia małego studia graficznego w Polsce. Michał podzielił się też zasadami, jakimi kieruje się studio i jak zdobywali pierwszych klientów. Jest też kilka cennych porad dla osób, które myślą o założeniu własnego studia.

Słuchałem poprzednich audycji i fajnie, że teraz pojawiamy się jako studio w podcaście.Wcześniej było dużo o podejściu szkolnym i pewnie my też od tego wyjdziemy, bo jesteśmy czwórką przyjaciół, którzy studiowali na tym samym roku.


Tak zapewne poruszymy kwestię tego, jak zaczęła się wasza współpraca. Wygląda na to, że jesteś teraz w domu, tak?

Obecnie wszyscy pracujemy zdalnie. Tylko w sytuacjach wyjątkowych zobaczymysię raz na jakiś czas w pracowni. Spotkania przeprowadzamy online za pomocą Whereby, dzięki czemu łatwo monitorować pracę każdego z nas.

Wcześniej pracowaliście w biurze?

Tak, czasy kryzysu pokazały jednak, że da się pogodzić pracę z domu. Wymaga to oczywiście większej samokontroli i samodyscypliny. Pracując w studio, pracujemy ramię w ramię i nie ma jakiś pokus w stylu wzięcie prysznica w ciągu dnia czy poświęcenie czasu na sprzątanie mieszkania. Praca zdalna pokazała, że da się to robić. Co więcej, możliwe jest skrócenie naszego czasu pracy. My sobie skróciliśmy czas pracy z ośmiu do siedmiu godzin, efektywność pozostawiając na tym samym poziomie. Odrzucając jeszcze godzinę dojazdu…

To jest czas, który można wykorzystać w inny sposób.

Owszem. Mamy więcej czasu dla rodzin. Fajnie by było jednak te dwa systemy połączyć. Pracować zdalnie wtedy kiedy można oraz wspólnie w sytuacjach, gdy lepiej pracować w grupie. Do tego też będziemy dążyć.

Trzeba wypracować jakieś rozwiązanie, które będzie działać. Ja od różnych znajomych słyszę, że chcieliby pracować kilka dni z biura i mieć też dzień lub dwa pracy z domu.

Wszyscy jesteśmy ludźmi i potrzebujemy kontaktu z drugim człowiekiem. Potrzeba uczestniczenia we wspólnocie jest ważna. Są oczywiście osoby, które myślą o projektowaniu dwadzieścia cztery godziny na dobę, mogą patrzyć na swoje miejsce pracy z łóżka, a po pobudce odrazu pracować. Uważam, że warto zachować pewien balans. Jest czas na produktywność, sport, relację z innymi ludźmi..

Poznaliśmy się na wydziale grafiki na Warszawskim ASP. Ja – Michał Drabik, Łukasz Izert, Kuba Mazurkiewicz i Łukasz Walendziuk. Dość szybko zaczęliśmy robić wspólne projekty.

Jasne. Przechodząc do meritum naszej rozmowy — jak wyglądał początek studia Zespół Wespół?

Poznaliśmysię na wydziale grafiki na Warszawskim ASP. Ja – Michał Drabik, Łukasz Izert, Kuba Mazurkiewicz i Łukasz Walendziuk. Dość szybko zaczęliśmy robić wspólne projekty. Na samym początku właściwie to był Kuba z Łukaszem Izertem. Będąc jeszcze w środku swojej edukacji, robili różne filmy, za które byli w stanie się utrzymać. Czasami mnie do tego zapraszali i na przestrzeni różnych projektów nasze relacje się zacieśniały. Dużo rozmawialiśmy o sztuce i efektywności działania artysty. Na samym końcu studiów byliśmy raczej taką grupą, która rozwiązywała problemy. Traktowaliśmy się trochę jak para artyści, animatorzy. Narzędziami projektowymi nie był dla nas pakiet Adobe: Illustrator, Photoshop czy InDesign, a raczej sposób myślenia. Uczelnia nauczyła nas w jakisposób możemy dostrzec problem i dzięki wyrobionej wrażliwości spróbować go rozwiązać.

Stworzyliśmy galerię Turbo. To była inicjatywa, gdzie dyskutowaliśmy o Akademii, na której wspólnie zainicjowaliśmy wydanie przewodnika dla studentów. To był pierwszy duży projekt, który pozwolił nam zobaczyć, jak nam się ze sobą pracuje. Siłą rzeczy przez kolejne projekty zaczęliśmy myśleć, że już nie jesteśmy studentami. Trzeba było zastanowić się jak robić to, co robimy i ztego wyżyć. Przez to, że inicjowaliśmy szereg różnych inicjatyw powstało portfolio, którym mogliśmy się pochwalić. Muszę przyznać, że jesteśmy trochę samoukami. Zarówno ja, Kuba, jak i Łukasz skończyliśmy multimedia lub animację. Na samym wydziale grafiki mieliśmy mało zajęć z projektowania. Cały workflow musieliśmy poznawać już w projektach z klientami.

Przez to, że inicjowaliśmy szereg różnych inicjatyw i powstało portfolio, którym mogliśmy się pochwalić. Muszę przyznać, że jesteśmy trochę samoukami. Zarówno ja, Kuba, jak i Łukasz skończyliśmy multimedia lub animację. Na samym wydziale grafiki mieliśmy mało zajęć z projektowania. Cały workflow musieliśmy poznawać już w projektach z klientami.

Te zadania, o których wspomniałeś, czy to były w zupełności projekty wymyślone przez was, czy zadania zlecone przez profesorów?

Były to projekty wymyślane przez nas. Niektóre wręcz mogły się kadrze pedagogicznej nie podobać. Były to np. ankiety do profesorów. Za inicjatywę dostaliśmy nagrodę od uczelni, a koniec końców odpowiedziało na nią tylko kilka osób. Te projekty były różne, wynikały one z naszej codzienności i zainteresowań. Na początku były to rzeczy związane z Akademią. Później były to rzeczy, które potrafiliśmy dostrzec na zewnątrz np. śmiecenie na plaży w Warszawie. Każdy z nas ma różne pomysły, które zbiera. Część prac, które wykonujemy teraz, to są projekty, które inicjujemy, współpracując z jakąś instytucją kultury.

Dużo projektów, które sami inicjowaliście. A kiedy nastąpił ten moment, gdy oficjalnie stwierdziliście, że zakładacie studio?

Na dobrą sprawę my byliśmy cały czas aktywni w Akademii. Kiedy chodzi się na różne wydarzenia, pojawiają się znajomi, którzy nam pierwsze takie zlecenia przynosili. Na samym początku były to małe inicjatywy prywatne. Tak jak my zaczynaliśmy dorastać, tak samo inne osoby, które nas znały i mieliśmy z nimi relacje koleżeńskie, zaczęły pracować w instytucjach kultury. Później te osoby w imieniu danej instytucji do nas wracały. To jest taki organiczny proces: będąc aktywnym w jakiejś społeczności, ludzie wiedzą co robisz i mogą się do Ciebie zgłosić o pomoc. Tak to wyglądało u nas. Przeszliśmy od tych mniejszych do większych projektów. Nawet osoby, które nas nie znały — widziały, że mamy doświadczenie z innymi instytucjami toteż mogły się do nas zgłaszać.

Kiedy chodzi się na różne wydarzenia, pojawiają się znajomi, którzy nam pierwsze takie zlecenia przynosili. Na samym początku były to małe inicjatywy prywatne. Tak jak my zaczynaliśmy dorastać, tak samo inne osoby, które nas znały i mieliśmy z nimi relacje koleżeńskie, zaczęły pracować w instytucjach kultury. Później te osoby w imieniu danej instytucji do nas wracały. To jest taki organiczny proces: będąc aktywnym w jakiejś społeczności, ludzie wiedzą co robisz i mogą się do Ciebie zgłosić o pomoc.

Czyli projekt pociągnął projekt. Klient przyciągnął kolejnego klienta.

Dokładnie, tak zawiązała się relacja, która przerodziła się w studio. To, że my byliśmy przyjaciółmi – nadal jesteśmy – rzutuje na to, że ta struktura zespołu jest trochę inna niż w przypadku podobnych, małych firm. Jak mawiają mędrkujący przedsiębiorcy: wytrenowanie kogoś w danej dziedzinie jest stosunkowo proste, ale znalezienie osoby, która by naprawdę chciała się zaangażować, jest zdecydowanie trudniejsze. Mieliśmy ogromne szczęście, że się poznaliśmy.

To, że my byliśmy przyjaciółmi – nadal jesteśmy – rzutuje na to, że ta struktura zespołu jest trochę inna niż w przypadku podobnych, małych firm. Wytrenowanie kogoś w danej dziedzinie jest stosunkowo proste, ale znalezienie osoby, która by naprawdę chciała się zaangażować, jest zdecydowanie trudniejsze.

Piękne jest to, że zbudowaliście studio na podstawach przyjaźni. Teraz działacie już prawie 10 lat, jest was trochę więcej – jak widzisz tę podróż?

Podróż była dość długa. Był taki czas, w którym opuściłem zespół. Kuba z Łukaszem pracowali sami. Ja miałem problemy emocjonalne związane z zawodem miłosnym i ciężko mi się wtedy pracowało. Oni wtedy zaczęli formalnie zawiązywać strukturę firmy. Ja natomiast poszedłem wtedy to studia Podpunkt. Wtedy też Emilka Bojańczyk bardzo dużo mnie nauczyła w bardzo krótkim czasie.

Zadania, które robimy na studiach to jest inna rzeczywistość, niż faktyczna praca w studio. Na ASP ma się kilka miesięcy na wykonanie zadania. Nawet robiąc coś na ostatnią chwilę zostanie się przepuszczonym. Zupełnie to inaczej wygląda i odmiennie człowiek dojrzewa zawodowo w momencie, gdy tych projektów musi robić dużo więcej i dużo szybciej.  Myślę, że jeśli ktoś chce się nauczyć projektowania, powinien czym prędzej znaleźć jakieś miejsce, gdzie może podpatrzeć wszystko od kuchni.

Zadania, które robimy na studiach to jest inna rzeczywistość, niż faktyczna praca w studio. Na ASP ma się kilka miesięcy na wykonanie zadania. Zupełnie to inaczej wygląda i odmiennie człowiek dojrzewa zawodowo w momencie, gdy tych projektów musi robić dużo więcej i dużo szybciej.

Trzy miesiące w agencji może zdziałać lepiej niż trzy czy pięć lat na studiach. A wracając do tematu — opuściłeś studio, później powróciłeś…

Później, gdy studio zaczęło działać bardziej formalnie, tych projektów też było więcej.  Rozmawiałem z chłopakami i pojawiła się opcja powrotu. W tym czasie Kuba z Łukaszem zatrudnili też Łukasza Walendziuka – naszego wieloletniego przyjaciela ze studiów. Doszedłem zatem do zespołu jako czwarty.

Czy myślisz, że te wartości, które wam przyświecały na początku współpracy, czyli ta frywolność, ale mam wrażenie, że chęć komentowania i aktywizmu społecznego – czy to jest coś, co jest nadal dla was istotne?

Myślę, że tak. Nawet ostatni projekt, który robiliśmy, dotyczył krajobrazu w Polsce. Widzimy, że środowisko i klimat się zmieniają zatem staramy angażować się w takie projekty. Jeśli jest jakiś temat, który można rozpisać i stworzyć z niego pracę nie tylko dla zajawki do robienia po godzinach i za darmo – a to się da zrobić – to po prostu warto próbować. Taka praca jest też dużo przyjemniejsza, bo to jest coś, co jest Ci w danym momencie bliskie.

Jeśli jest jakiś temat, który można rozpisać i stworzyć z niego pracę nie tylko dla zajawki do robienia po godzinach i za darmo – a to się da zrobić – to po prostu warto próbować. Taka praca jest też dużo przyjemniejsza, bo to jest coś, co jest Ci w danym momencie bliskie.

Oczywiście. A jesteś w stanie mi odpowiedzieć na pytanie, skąd w ogóle pomysł na nazwę zespół wespół? Jest to bardzo przewrotna nazwa.

Tak, sama nazwa jest przewrotna. Jej dźwięk miał kojarzyć się silnie z kulturą, z której się wywodzimy. Nazwa jest pewnego rodzaju zabawą z powstałą piosenką Kabaretu Starszych Panów. Głównie jednak chodzi w niej o to, że my na uczelni byliśmy uczeni  indywidualnego podejścia do jakiejkolwiek ścieżki artystycznej. W projektach grupowych, w których się angażowaliśmy — współpraca była najważniejsza i często chodziło o wyraźne odejście od wyuczonego indywidualizmu na rzecz współpracy z innymi. Oczywiście można być takim kombajnem i robić wszystko samemu, ale jeśli są cztery osoby, to robi się cztery razy więcej rzeczy, albo cztery razy szybciej. Z takim właśnie założeniem zespołowości trochę powstała ta nazwa.

Oczywiście można być takim kombajnem i robić wszystko samemu, ale jeśli są cztery osoby, to robi się cztery razy więcej rzeczy, albo cztery razy szybciej.

Podoba mi się takie wytłumaczenie. Opowiedz trochę więcej o samym studiu – jaką macie strukturę wewnątrz tak małej grupy?

Na pewno struktura jest inna, nawet w przypadku podobnych, małych firm. U nas nie ma sztywnego podziału na szefostwo i projektantów. Struktura jest dużo bardziej partnerska. To, że każdy z nas traktuje studio jak swoje dziecko, przekłada się też na nasze zaangażowanie w firmę. To jest coś, co nas wyróżnia.

Nie macie sztywnego podziału – każdy jest trochę od wszystkiego.


Tak – jeśli dotyczy to projektów. Każdy dostaje projekt, przejmuje kierownictwo artystyczne, ale też logistyczne – rozmowę z klientem. Tutaj zdarza się, że często są to dwie osoby, a nie jedna. Jeśli chodzi o kwestie czysto organizacyjne i prowadzenie studia – faktury i umowy – tym zajmuje się głównie Kuba z Łukaszem. Każdy z nas ma jakieś obowiązki oprócz bycia projektantem np. monitoring harmonogramu, księgowość czy dokumentacja. W małym studio jedna osoba często spełnia więcej niż jedną funkcję. Każdy z nas w czymś się jednak specjalizuje.

Czyli takie granie do mocnych stron danej osoby.

Właśnie.

Współpracujecie czasem z freelancerami?

Zdarza się. Mamy małe studio, co wiąże się z czasem z ograniczonymi mocami przerobowymi. Nie jesteśmy w stanie pewnych projektów wykonać w małym zespole. Jako studio nie pracujemy po godzinach, staramy się odgrodzić pracę i komfort psychiczny – życie z rodziną. Biorąc nowy projekt, musimy zastanowić się, jaka jest możliwość jego realizacji. W przypadku kiedy godzinowo to się nie spina to mamy dwie osoby, które nam pomagają i korzystamy z tej współpracy.

Jako studio nie pracujemy po godzinach, staramy się odgrodzić pracę i komfort psychiczny – życie z rodziną. Biorąc nowy projekt, musimy zastanowić się, jaka jest możliwość jego realizacji.

Mówiłeś o tym, że nie pracujecie po godzinach – macie jeszcze jakieś inne zasady, które wypracowaliście sobie przez te lata pracy?

Nazwałbym to bardziej świadomością niż zasadą, ale pracując przez dłuższy czas z drugą osobą, wiadomo, że będą jakieś zgrzyty, niedociągnięcia i błędy w projekcie. Warto na bieżąco ustalać co się stało i wyciągnąć wnioski. Naszą silną stroną jest to, że dzielimy się emocjami związanymi z jakimiś zgrzytami i o nich rozmawiamy. Dzięki temu można szybko dane napięcia rozwiązać.

Naszą silną stroną jest to, że dzielimy się emocjami związanymi z jakimiś zgrzytami i o nich rozmawiamy.

Tak, to musi być kluczowe w małym zespole. W dobrej atmosferze aż chce się pracować.

Tak, z pewnością jest to ogromna zaleta małego studia. Praca z przyjaciółmi to jedno, a drugie to móc komfortowo rozmawiać o emocjach. To jest bardzo trudne, ale nam to się udało. W przypadku większych korporacji myślę, że spory często nie są rozwiązywane.

W małym studio nie da się ukryć, że ma się z kimś spór. W większych zespołach jest się łatwiej ukryć. A co z limitami wynikającymi z prowadzenia małego studia?

Na pewno różnicą w prowadzeniu małego studia, a dużej agencji jest to, że dużo mechanizmów jak działa studio, musieliśmy wypracować sami. Tylko ja i Łukasz Walendziuk pracowaliśmy chwilę w innej agencji. Kiedy idzie się do większej struktury w firmie to przychodzi się na gotowy workflow i można obserwować, jak on funkcjonuje. W naszym przypadku trzeba było się tego nauczyć samemu. Cały czas staramy się pewne mechanizmy udoskonalać, jak widzimy, że coś można poprawić.

Domyślam się, że metodą prób i błędów musiało być rozwiązanych wiele kwestii.

Kolejny limit to to, że małe studio nie ma takich projektów wysokobudżetowych. Możemy prowadzić kampanie, ale nie będą one aż tak obszerne. Im większa jest firma, tym te projekty są większe. Wracając do zalet to plusem jest to, że gdy na początku roku pojawia się kilka projektów o dużym budżecie łatwiej jest selekcjonować projekty, w których później chce się wziąć udział. Cashflow w małej firmie jest atrakcyjny i decyzyjność wybierania projektów jest łatwiejsza. Dzięki temu wybrane projekty są bardzo fajne. W przypadku dużej firmy domyślam się, że opłata całej struktury i wszystkich pracowników jest duża, więc pewnie trzeba brać to, co jest i szybko pracować.

Małe studio nie ma takich projektów wysokobudżetowych. Możemy prowadzić kampanie, ale nie będą one aż tak obszerne. Im większa jest firma, tym te projekty są większe.

Gdy masz pewność, że kilka projektów będzie trzymało teraz zespół zajęty przez kilka miesięcy, to możesz przebierać bardziej w następnych zapytaniach o współpracę.

To prawda. Wracając do specyfiki naszego zespółu to jesteśmy znani z tego, że pracujemy sporo dla instytucji kulturowych. Także nasze portfolio zbudowane jest z projektów około kulturowych. Jako graficy lubimy jednak także projekty bardziej komercyjne i jako studio często możemy zaoferować takim klientom trochę inne rozwiązania niż typowa agencja brandingowa.

Portfolio działa jak magnes. Przyciąga to, co w nim jest. Pozostając w wątku pracy z klientem — jeśli klient jest spoza branży kulturowej, wiecie jak do was trafił?

Czasami się o to nawet pytamy. Często jest tak, że jeśli już zrobiliśmy jakiś projekt, który był fajny na etapie współpracy, implementacji i był np. jeszcze nagrodzony, to ten klient wraca z innymi projektami. To jest najbardziej komfortowa sytuacja. Czasami dostajemy zapytania ofertowe – w drodze konkursu, który chce ktoś zrobić. Zasadniczo możemy w tym wziąć udział, ale tylko jeśli nasza praca i czas będzie wynagrodzony. Były sytuacje, gdzie nie było to oczywiste dla klienta i musieliśmy o tym powiedzieć. Klient znalazł dodatkowy budżet. Raz wzięliśmy projekt, który potraktowaliśmy jako inwestycje i przygotowaliśmy projekt za darmo. To był ostatni raz, kiedy tak zrobiliśmy. Dodatkowo jeśli otrzymujemy zapytanie ofertowe pytamy się, czy jest to zapytanie skierowane konkretnie do nas, czy do kilku studiów. Wtedy podejmujemy decyzję, czy wziąć w tym udział, czy nie.

A jak przebiega wasz proces współpracy z klientem?

Mamy przygotowany szereg mechanizmów, które możemy wdrażać. Co będziemy wdrażać zależy od budżetu. Możemy przygotować np. warsztat. Jeśli wdrożymy klienta w  proces naszej pracy, to współpraca będzie fajnie przebiegała. Do czasu i budżetu klienta dobieramy odpowiednie narzędzia.

Macie jakieś zasady odnośnie samej współpracy?

Bardzo ważne jest podpisywanie umowy. Jeśli projekt jest większy, dzielimy płatność na transze. Ważne jest też trzymanie się harmonogramu. W umowie mamy również rozpisany termin korekt. W idealnym świecie wszystko zbiega się z harmonogramem. Czasami jednak to nie wychodzi i projekt może się przesunąć dlatego dobrze mieć dane pokazujące, że winowajcą nie jest w takim przypadku studio. Istotne jest również spisywanie konkretnych etapów pracy oraz jakie pliki oddajemy. Jeśli chodzi o relację z klientem mamy większość rzeczy spisane na mailu – rozmowa z nim jest ważna, ale to dzięki spisaniu wszystkiego i udokumentowaniu ustaleń wiemy, że nic nie zginie. Dawniej mieliśmy jednego klienta, który wolał załatwiać wszystko przez telefon i było to dramatyczne doświadczenie. Człowiek uczy się, co wychodzi a co nie i stara się ten proces udoskonalać.

Jeśli projekt jest większy, dzielimy płatność na transze. Ważne jest też trzymanie się harmonogramu . W umowie mamy również rozpisany termin korekt.

Harmonogram i umowy.

W zależności od budżetu możemy zaproponować jedną czy dwie propozycje. Ważne jest ustalenie serii korekt – ile ich jest? Jaka jest dopłata po przekroczeniu tej liczby. Robi się to po to, żeby dany projekt nie wracał do nas jak bumerang.

Chodzi też o zabezpieczenie siebie w tej umowie. Dopytam Cię bardziej w kwestii umów i depozytu – czy zawsze bierzecie depozyt, czy tylko przy większych projektach?

Najczęściej rozbijamy budżet na transze. Pierwsza zapłata będzie odnosiła się do etapu koncepcyjnego, bo on jest dość długi. Nie bierzemy depozytu, zanim zaczniemy pracować, wynika to głównie z tego, że instytucje kultury opierają się często na grantach.

Ok, czyli etapowo. Temat ilości propozycji też jest ciekawy. Przygotowujecie najczęściej 1-2 propozycje.

Tak, nie jestem fanem przygotowania zbyt wielu propozycji. Przygotowanie dwóch jest ok, każdy następny jest pewnego rodzaju kompromisem. Pokazywanie czegoś, co jest takim kompromisem nie kończy się dobrze – będziemy realizować zlecenie, ale w większym cierpieniu.

Właśnie kończę czytać książkę „Identity Designed: The Definitive Guide to Visual Branding” David Airey. Jednym z motywów, który się tam często pojawia, jest właśnie ilość przygotowanych propozycji. Na początku był to dla mnie szok, że można przygotować tylko jedną propozycję, ale im więcej się nad tym zastanawiam, tym bardziej ma to dla mnie sens. Im więcej propozycji pokazujemy, tym bardziej pokazujemy swoje niezdecydowanie.

Można przygotować dwie, nawet trzy propozycje. Ważne jest jednak ustalenie z klientem, że dodatkowa propozycja to dodatkowy czas. Jeśli jest na to budżet, to możemy zrobić więcej koncepcji. Często, kiedy to my przygotowujemy wstępną wycenę i przedstawiamy ją klientowi, okazuje się, że klient nie ma takiego budżetu. Następuje zatem etap negocjacji. Z jakich wstępnych elementów (które być może nie są tak konieczne) możemy zrezygnować, aby spinało się to nam finansowo i aby zrealizować wspólnie projekt.

Ważne jest ustalenie z klientem, że dodatkowa propozycja to dodatkowy czas.

Tak wiadomo, każdy klient jest inny.
Powiedz jeszcze kilka słów o konkurencji. Czy czujecie presję i rywalizacje na rynku w Polsce?


Mamy świadomość, że jesteśmy na wolnym rynku. Konkurujemy nie tylko z innymi studiami w Polsce, ale z całym światem. Jeśli klient chce zrobić coś taniej zawsze może skorzystać z Fivera czy innej strony, gdzie dostanie tanie usługi. Dla nas podstawą jest znalezienie klientów, którzy szanują naszą pracę i proces projektowy. W samej Warszawie jest wiele dobrych studiów, czy projektantów zatem porównywanie się do nich nic by nie wniosło.

Konkurujemy nie tylko z innymi studiami w Polsce, ale z całym światem. Jeśli klient chce zrobić coś taniej zawsze może skorzystać z Fivera czy innej strony, gdzie dostanie tanie usługi. Dla nas podstawą jest znalezienie klientów, którzy szanują naszą pracę i proces projektowy.

A pozytywna konkurencja – chodzi mi tutaj o znalezienie motywacji, poprzez podglądanie co robią inni.

Tutaj mogę się wypowiedzieć jako ja — Michał Drabik. Przeglądam różne realizacje, nie tyle pod kątem wizualnym, a jej autorskości. Takie rzeczy mnie motywują, bo pokazują, że da się wdrożyć fajny pomysł, można być jeszcze bardziej aktywnym zawodowo. Przeglądam również strony z inspiracjami, głównie brandingowe, aby z ciekawości zobaczyć jak dany projektant poradził sobie z danym problemem. W brandingu taka szybka recenzja jest łatwa, bo nie wymaga ode mnie nadmiernego badania źródła tych zmian. Sprawdzam firmę i od razu wiem, czym się zajmuje.

Czego nauczyło Cię prowadzenie studia i jakie rady masz dla osób, które chciałby założyć własne studio?

Zacznę od takiej podstawowej kwestii. Z moich obserwacji wynika, że najczęściej małe studia powstają na zasadzie, że kilku projektantów zrobi razem parę projektów. Zobaczy, że fajnie się im pracuje i zakłada studio. Często tacy projektanci nie do końca wiedzą, jak prowadzić firmę. To są bardziej artyści-graficy-projektanci, a nie przedsiębiorcy. Najbardziej praktyczną rzecz, jaką mogę polecić to znalezienie kogoś, kto będzie tą firmą potrafił zarządzać. Kogoś, kto będzie czuwał nad finansami, przygotowywał biznesplany. Chęć projektowania to jedno, ale w momencie, gdy mamy więcej osób w studio, to kapitału też musi być więcej. W naszym przypadku właśnie szukamy kogoś, kto odciąży nas od tych rzeczy, które nie są projektowe.

Najczęściej małe studia powstają na zasadzie, że kilku projektantów zrobi razem parę projektów. Zobaczy, że fajnie się im pracuje i zakłada studio. Często tacy projektanci nie do końca wiedzą, jak prowadzić firmę. To są bardziej artyści-graficy-projektanci, a nie przedsiębiorcy.

Wtedy projektant skupia się na projektowaniu. Mamy tę podstawową kwestię a co z ta bardziej filozoficzną?

Człowiek na pewno musi być bardziej aktywny. Nie można się zaszyć. Jest teraz tyle pięknych stron oraz ludzi na Instagramie, którzy wrzucają grafiki. One często nawet nie są dla klientów, ale są po prostu ładne, bo są formą eksperymentów wizualnych. Las projektantów jest bardzo duży. Nie można się bać pokazywać swoich rzeczy. W ten sposób klient nie ma szansy wiedzieć, że taka osoba istnieje. Trzeba w tym środowisku o siebie zadbać – pokazywać to co się robi. W naszym przypadku będzie to również inicjowanie zleceń. Na pewno polecam bycie aktywnym nie tylko przed komputerem, ale także umysłowo, czy na jakiś eventach.

Las projektantów jest bardzo duży. Nie można się bać pokazywać swoich rzeczy. W ten sposób klient nie ma szansy wiedzieć, że taka osoba istnieje. Trzeba w tym środowisku o siebie zadbać – pokazywać to co się robi.

A Tobie prowadzenie studia zmieniło jakoś spojrzenie na projektowanie lub dało lekcję?

Największą lekcją jest to, żeby się nie bać porażek. Te porażki będą się pojawiały. Pracujemy razem. Nie zawsze będziemy w pełni zadowoleni z projektu, bo oprócz samego siebie jest kilka innych osób decyzyjnych i ich zdanie jest ważne. Przez te prawie dziesięć lat sytuacji, gdy ktoś z nas w mniejszym lub większym stopniu nawalił, było bardzo dużo. Ważne jest to, żeby potrafić z nich wyciągnąć wnioski i nie popełniać tych samych błędów po raz wtóry. Korzystajmy z tego, żę na błędach najlepiej się uczymy.

Błędy będziemy popełniać. Jesteśmy tylko ludźmi.

Nie ma się czego bać – nikt od projektowania raczej nie umiera. Większość błędów da się odkręcić albo jakoś płynnie je rozwiązać.

Myślę, że to mamy. Chciałbyś coś jeszcze dodać?

Nie wiem, czy to powiedziałem, ale to, że my pracujemy nad takimi ideowymi projektami, to nie jest równoznaczne, z tym że my je traktujemy inaczej. Oczywiście bardzo się cieszymy, że robimy prace intelektualnie nam bliskie, ale wyceniamy je jak każde inne.

Może jeszcze odnośnie portfolio. Swego czasu Filip Tofil powiedział, że jeśli jakiś projekt powstawał w męczarniach, mimo że mógł być dla dużego klienta, trzeba się zastanowić, czy chcemy go umieścić na swojej stronie. Bo drugi klient nie będzie widział procesu, a efekt finalny i być może zapragnie takiego samego rozwiązania u siebie. A my wpadniemy w bagienko stylistyczne, które sami sobie skonstruowaliśmy.

Dobra porada nasam koniec. Bardzo dziękuję za rozmowę.

Od lewej: Michał Drabik, Łukasz Izert, Łukasz Walendziuk i Kuba Mazurkiewicz

Zespół Wespół, Instagram

zobacz także
Wybierz jeden z pozostałych tematów z listy poniżej.
Pewność siebie

Adam Chyliński

Z Adamem Chylińskim - współzałożyciel Gdańskiego studia TOFU, w którym pełni funkcję dyrektora kreatywnego. Razem z Adamem dotknęliśmy tematu pewności siebie wśród projektantów. Od prezentacji projektów po wystąpienia publiczne. Zachęcam do zapoznania się z tym bardzo wartościowym materiałem, skorzystania z porad i przemyślenia tematu pewności siebie.
Multidyscyplinarność w projektowaniu

Piotr Wątroba

Piotr Wątroba w swojej pracy łączy wiele dyscyplin. Rozmawialiśmy o tym dlaczego nie wybrał drogi specjalisty oraz jakie są plusy i minusy wynikające z tej decyzji? Z tej rozmowy dowiecie się też jak wykorzystać taki wachlarz umiejętności i jak się ich uczyć.
+10 lat w zawodzie ilustratorki

Gosia Herba

Gosia Herba dzieli się swoimi wypracowanymi sposobami pracy. Ta rozmowa to skarbnica wiedzy dla ilustratorów. Dlaczego Gosia mówi głośno o prawach autorskich i licencjach? O czym chciałaby wiedzieć gdy zaczynała swoją karierę? I jakie było jej pierwsze zlecenie? Odpowiedzi na te pytania i wiele innych znajdziecie w tym artykule.