September 5, 2020
Grafika użytkowa

Marta zajmuje się projektowaniem graficznym, które łączy z pracą jako asystentka w pracowni Projektowania Identyfikacji Wizualnej na wrocławskim ASP. Naturalnie więc zaczęłyśmy rozmawiać o edukacji i o różnicach w metodzie nauczania między Polską a Innymi państwami Europy.

Myślę, że problem edukacji w Polsce nie jest na etapie studiów. Teraz struktura zaczyna się wymieniać. Pojawiają się młodzi wykładowcy, którzy pracowali bądź studiowali za granicą i starają się uczyć studentów w inny sposób, niż oni sami byli uczeni. Ten problem systemowy jest na początku edukacji. Uczniowie nie są przygotowani do rozwiązania żadnych problemów samemu. Studenci nie mają świadomości, że sami muszą szukać rozwiązania. Czekają na gotowy przepis; który rozdział przeczytać lub kogo twórczość sprawdzić. Ten system jest zły. Nie uczymy ogólnego postrzegania wiedzy, że możemy zasięgnąć wiedzy z różny źródeł i ją połączyć.

Na moich studiach były zadania, które trzeba było zrobić. Wszyscy mieli takie same zadania. W Londynie miałam rok magisterki. Czasami mieliśmy zajęcia łączone z innymi kierunkami np. malarstwo czy animacja. Było to po to, żebyś mymogli spojrzeć na inny sposób myślenia. Nasza wykładowczyni nigdy nie sugerowała używania konkretnego kroju pisma. Ona chciała nam otworzyć głowę, po to byśmy mogli się zastanowić, po co coś projektujemy i co chcemy przez to rozwiązanie projektowe osiągnąć. Ja sama zaczęłam mieć zupełnie inne podejście do projektowania. Przestałam traktować to jako odhaczanie boksów.


To jest właśnie problem. Ja staram się wyjaśnić studentom, że nie ma jednej słusznej drogi. Później to zaczyna działać, gdy studenci już znają sposób nauczania w pracowni, ale na samym początku wydaje mi się, że wynika to z tych poprzednich etapów edukacji, gdzie jest jedna słuszna droga.
Moje pierwsze studia to były studia zagraniczne i nauczyłam się wtedy tego, że żaden wykładowca nie powie jak coś ma zostać zrobione. Wszystko wynika z procesu i z tego, w jaki sposób będzie się korzystało z dostępnej wiedzy.

Moje pierwsze studia to były studia zagraniczne i nauczyłam się wtedy tego, że żaden wykładowca nie powie jak coś ma zostać zrobione. Wszystko wynika z procesu i z tego, w jaki sposób będzie się korzystało z dostępnej wiedzy.

Dopowiem, że gdy kończymy szkołę i szukamy stażu bądź pracy, wszyscy studenci mają w portfolio takie same prace. To też nie wygląda dobrze. Co do tej kwestii, że studenci nie potrafią zabrać się za research to też nie wypada dobrze. W pracy projektanta możemy później spotkać się z projektem, o którym nic nie wiemy i każdy projekt i tak powinno się zacząć od dogłębnej analizy tematu, nie od sprawdzenia konkurencji, czy zerknięcia na strony z inspiracjami typu Pinterest, czy Instagram. A jednak często tak postępujemy. Sama pamiętam swoje pierwsze lata na studiach. Pierwsze co trzeba było zrobić to ustalenie moodboardu. Nikt nie wspominał o analizie.

Podczas mojego kilkumiesięcznego pobytu w Sztokholmie musiałam zmierzyć się z projektem „Co było pierwsze: jajko czy kura?”. W odniesieniu do projektowania chodziło o to, żeby zadać sobie pytanie, czy my w dzisiejszych czasach nie zapominamy o projektowaniu graficznym, a nie skupiamy się na grafice samej w sobie. Bierzemy gotowe rozwiązania wizualne, zapominając, że rozwiązania wizualne powinny być wynikową procesu. Zapominamy o tym, że styl formalny nie powinien istnieć. Świadczyłby o tym, że my jesteśmy fatalnymi projektantami, że nie potrafimy projektować, tylko bierzemy gotowe rozwiązania.

Styl formalny nie powinien istnieć. Świadczyłby o tym, że my jesteśmy fatalnymi projektantami, że nie potrafimy projektować, tylko bierzemy gotowe rozwiązania.

Z moich obserwacji wynika, że praca zespołowa to połączeniu różnych osób, umysłów i umiejętności. Natomiast praca w pojedynkę często niesie ze sobą konkretną stylistykę projektów.

To rozumiem. Ja też pewnie mam jakiś określony sposób projektowania, ale zastanawiałam się nad tym. Zaczynając studia mamy zajęcia z rysowania postaci, gdzie każdy ma ten sam problem – narysować postać. Narzędzia też mamy te same. Okazuje się, że ktoś nie lubi jakiegoś narzędzia. Ja u innych lubiłam węgiel i ekspresję, ale kompletnie tego nie umiałam. Tworzyłam linię pracując z ołówkiem. Podczas korekt słyszałam, żeby spróbować zrobić to bardziej ekspresyjnie, ale nie potrafiłam. Stąd może ten styl się bierze, że my po prostu pewne narzędzia rozumiemy a pewnych nie. Ja na przykład uwielbiam kompozycję i grę światła i czerni. I to jest jakieś narzędzie, którym ja się bawię we wszystkich moich pracach. Tylko nie biorę zawsze tej samej kolorystyki czy sposobów pracy, które powodują, że każdy problem da się rozwiązać w ten sam sposób. Tutaj wchodzimy na ten niebezpieczny grunt zapominając czym jest projektowanie graficzne.

Czasoprzestrzenie

Chodzi o to, żeby przełożyć problem nad to, jak my pracujemy. Zgadzam się, z tym, co powiedziałaś o narzędziach. Interesuje mnie to jak to się ma do osób, które zaczynają; czy powinny probować pomimo tego, że nie wychodzi? Gdzie postawić tę granicę?

Ja myślę, że ten styl, o którym rozmawiamy to nie jest do końca coś, co my wypracowujemy. Może się okazać, po etapie pracy z ołówkiem, że sięgniemy po akwarele i się okaże, że zacznie działać, dlatego, że my posiedliśmy już umiejętności pracy z kartką papieru. Myślę, że na tym to polega. Co do studentów, to myślę, że problem jest tutaj trochę po stronie uczelni, która cały czas nie skupia się wystarczająco na procesach, a na wynikowych tych procesów.

Ostatnio moja koleżanka powiedziała coś fajnego, że nie chodzi o to, żeby zamknąć projekt i mieć go z głowy, ale żeby cieszyć się tym procesem i potrafić dostrzec to, czego się już nauczyliśmy, czy to, co już osiągnęliśmy w trakcie tego procesu. Wtedy projekt i praca łatwiej i przyjemniej nam przychodzi. Nie jest to wymuszona praca, gdzie mamy tylko obraz skończonej wizji a droga staje się nie istotna.

To też jest rola social mediów, które pokazują pracę projektanta jako pracę ludzi, którzy mieszkają w ładnych mieszkaniach, mają same fajne projekty i dostają buty za darmo. Taka utopia. To jest bardzo niebezpieczne dla tych, którzy zaczynają pracę. Okazuje się, że tak to nie wygląda. Ciężko jest czasami o pracę. Czasami dostajesz zlecenie, które jest beznadziejne, ale zrobisz je, bo jest dobrze płatne, a świetne zlecenie, które ktoś oferuje jest za 300zł. Promuje się teraz bycie projektantem jako lifestyle. W dalszym ciągu to jest tylko i wyłącznie praca. To jest super praca, bo jest często bardzo satysfakcjonująca. Często też jest męcząca, bo jest bardzo samotna. Wszystko, co robiszto jesteś Ty i komputer, albo jakieś narzędzia na stole. Plus krytyka każdego dookoła. Efektem tej pracy jest obraz wizualny, który każdy widzi i czuje, że musi się wypowiedzieć.

To też jest rola social mediów, które pokazują pracę projektanta jako pracę ludzi, którzy mieszkają w ładnych mieszkaniach, mają same fajne projekty i dostają buty za darmo. Taka utopia. To jest bardzo niebezpieczne dla tych, którzy zaczynają pracę. Okazuje się, że tak to nie wygląda. Ciężko jest czasami o pracę. Czasami dostajesz zlecenie, które jest beznadziejne, ale zrobisz je, bo jest dobrze płatne, a świetne zlecenie, które ktoś oferuje jest za 300zł.
Sklep Plastyczny

Tak, jest wiele takich sytuacji. Tak samo jest to w kwestii ofert pracy, które są oderwane od rzeczywistości. Ktoś poszukuje juniora z 3+ letnim doświadczeniem.

Jeszcze znajomość UX-a, animacji, stron – nie jesteśmy od wszystkiego. Nie jest tak, że grafik jest od wszystkiego, bo ma dostęp do programów graficznych, bo byśmy oszaleli. Tak samo, jak mechanik zajmuje się autami, a nie jeszcze statkami czy wszystkimi maszynami mającymi silniki. Często postrzega się zawód grafika jako taką łatwą i przyjemną pracę, bo on to właściwie tylko rysuje. To sprawia, że rezultaty naszej pracy są komentowane w taki łatwy sposób na zasadzie, że to się komuś podoba lub nie. Z mechanikiem się nie dyskutuje. U nas to jest inaczej. Mam doświadczenie, widzę ten projekt tak jak został zaprojektowany. Uważam, że jest to ok, ale w tej branży kryterium ok jest nieosiągalne. Jeżeli jest bułka, to jest ok, ale w pracy graficznej, jeżeli można coś dodać to nie jest ok.

Często postrzega się zawód grafika jako taką łatwą i przyjemną pracę, bo on to właściwie tylko rysuje. To sprawia, że rezultaty naszej pracy są komentowane w taki łatwy sposób na zasadzie, że to się komuś podoba lub nie

To wynika z tego, że jest to bardzo wizualna sfera. Każdy, kto ma opinię czuje, że musi się nią podzielić. Jeśli chodzi o pracę z klientem, to często klient przekłada swoją wizję i prywatne preferencje nad potrzeby firmy bądź produktu.

Podczas mojego stażu nauczyłam się tego, że klient zawsze ma rację. To on zna ten biznes od podszewki. My znamy go na tyle ile o nim przeczytamy. Różnicą jest świadomość klienta polskiego i holenderskiego. W Holandii projektant jest postrzegany jako specjalista. Klient przychodzi do projektanta, żeby nie mieć problemu. Wtedy my musimy się wsłuchać w ten problem i spróbować go przetłumaczyć na język wizualny. W Polsce każdy chce bronić swojej racji. Dodatkowo projektanci boją się pokazać rozwiązań w obawie, że klienci ich nie zrozumieją. Na obrazy wizualne patrzymy, przyswajamy je. Może się nam to podobać lub nie, ale nie zawsze musimy to rozumieć. My jako projektanci powinniśmy martwić się o to, żeby te projekty oddziaływały na emocje, a nie skupiać się na przekazywaniu rozumienia.

W Holandii projektant jest postrzegany jako specjalista. Klient przychodzi do projektanta, żeby nie mieć problemu. Wtedy my musimy się wsłuchać w ten problem i spróbować go przetłumaczyć na język wizualny. W Polsce każdy chce bronić swojej racji.

Sama miałam kilka projektów wcześniej od Polskich klientów. Można się poczuć, że projektant jest rączką, która wykonuje tylko pracę. Te moje ostatnie doświadczenia z klientami z Europy pokazują, że klienci mają większe zaufanie. Zastanawiam się, czy nie wynika to też z innych metod pracy. Wcześniej nie angażowałam klienta aż tak w proces pracy. Teraz wypełniłam tę lukę i rozmawiam bardziej z klientem. Przeprowadzam z nim warsztat i analizę. Rozmawiamy oróżnych rozwiązaniach. O tym, po co i dlaczego. Przełożyło się to na to, że nie ma teraz takiego podważania moich decyzji projektowych.

Plakat

Nie znoszę tych stron humorystycznych opisujących pracę z klientem. Klienci tworzą swój biznes życia. Wydają na to całe swoje oszczędności. Mają prawo się gubić i mieć zastrzeżenia. To obowiązkiem projektanta jest wysłuchanie ich, zaangażowanie ich w proces. To jak wygląda projekt wynika z procesu. My powinniśmy mieć do klienta szacunek co do tego, czego on oczekuje. Musimy myśleć o podstawowym problemie graficznym, o kliencie i o tym, czego on chce i co jest dla niego dobre. Często jest tak, że z perspektywy wizualnej coś wygląda dobrze na Behance. To jest plejada źle zaprojektowanych projektów, które uchodzą za dobrze zaprojektowane. Festiwale, które wykorzystują 6 pantonówna drukach ulotnych.

Klienci tworzą swój biznes życia. Wydają na to całe swoje oszczędności. Mają prawo się gubić i mieć zastrzeżenia. To obowiązkiem projektanta jest wysłuchanie ich, zaangażowanie ich w proces. To jak wygląda projekt wynika z procesu. My powinniśmy mieć do klienta szacunek co do tego, czego on oczekuje. Musimy myśleć o podstawowym problemie graficznym, o kliencie i o tym, czego on chce i co jest dla niego dobre.

Często jest to przerost formy nad treścią. Ja kojarzę takie określenie ze studiów ‘grafika użytkowa’ która sugeruje jakiś użytek. Ja również mam problemz Behancem. Taki, że jak przeglądam te wyróżnione projekty, to czasami mam wrażenie, że projekt nie jest aż tak efektywny, a został wyróżniony tylko przez prezentację. Chodzi tylko o obrazek. Żyjemy w takich czasach, gdzie ktoś może mieć świetną identyfikację, bo działa, ludzie kojarzą ten produkt, ale nie jest to takie instagramowe. Żyjemy w czasach, że coś może nie działać, ale musi wyglądać pięknie.

Tak samo, gdy pokazujemy coś oderwane od rzeczywistości. Latające wizytówki – pokaż mi sytuację, gdy wizytówka będzie latać? To jest druk, który ktoś włoży do portfela i wyjmie, kiedy trzeba. Pomijanie tej użytkowości w naszej pracy sprawia, że ja mam dużo wątpliwości, kiedy kończy się projektowanie graficzne, a kiedy zaczyna się grafika jako sztuka sama dla siebie. Niekoniecznie to, co jest ładne jest dobre.

Pomijanie tej użytkowości w naszej pracy sprawia, że ja mam dużo wątpliwości, kiedy kończy się projektowanie graficzne, a kiedy zaczyna się grafika jako sztuka sama dla siebie. Niekoniecznie to, co jest ładne jest dobre.

Jak to wszystko ma się do studentów i ludzi, którzy dopiero wchodzą w branżę? Kiedy czujemy się, że projekt jest nasz, a kiedy stajemy się ręką, która wykonuje projekt?

Brief studenta nigdy nie będzie jego. Zostało to zadane i taki student musi do niego podejść problemowo. Należy podejść do tego indywidualnie i wykorzystać swój język graficzny, który powinno się zacząć wypracowywać na etapie studiów i rozwiązać to zadanie po swojemu. Uważam, że nie powinniśmy dążyć ku stylu w projektowaniu graficznym, czymś innym jest ilustracja – wtedy ta nasza ręka jest ważna. W projektowaniu graficznym to sprawiałoby, że będziemy podchodzić do projektu w odwrotnej kolejności. Będziemy mieć gotowe rozwiązania, a potem będziemy się zastanawiać jak ich użyć. Sądzę, że styl to nie jest coś, co my zaczynamy wypracowywać. To jest coś, co się pojawia w naszych pracach, bo zaczynamy się lepiej rozumieć z jednymi narzędziami, a z innymi się nie dogadujemy.

Myślę, że styl trzeba nauczyć się kontrolować. Mamy te swoje upodobania, ale z drugiej strony po zrobieniu kilku projektów zaczynamy jeszcze bardziej eksperymentować i szukać innych rozwiązań. O to chodzi, żeby nie dać się zdominować swojemu stylowi i żeby on nie zdominował nam projektu.

Myślenie o stylu przed projektem sprawi, że zostaniemy sami. A nie o to chodzi, żebyśmy sami siebie pokazywali. Najważniejsze skrzypce powinien grać projekt; klient czy książka. My jesteśmy tłumaczem zagadnienia, które nie jest wizualne na ten język wizualny właśnie. To jest piękne zadanie. My tłumaczymy ludziom, którzy nie są projektantami i może nie mają żadnej styczności ze sztuką, zagadnienia, które nie są wizualne. Jesteśmy przez moment specjalistami w jakiejś dziedzinie np. tworząc okładkę dla magazynu o biotechnologii.

Myślenie o stylu przed projektem sprawi, że zostaniemy sami. A nie o to chodzi, żebyśmy sami siebie pokazywali. Najważniejsze skrzypce powinien grać projekt; klient czy książka. My jesteśmy tłumaczem zagadnienia, które nie jest wizualne na ten język wizualny właśnie.

Zaczynamy kształcić ten język będąc na studiach. Mnie ciekawi jak ta relacja wykładowca-student i to, do czego mamy dostęp na studiach przekłada się na ten język.

Myślę, że powinniśmy zacząć od tego, jaka w dzisiejszych czasach powinna być rola studiów. Dostęp do wiedzy, do całego świata wizualnego i Pinteresta jest tak łatwy i myślę, że ta rola wykładowca jako mentor i student, który czeka, by pójść w jego ślady jest trochę niesłuszna. Wykładowca powinien być drogowskazem i mieć rolę bardziej GPS-a, który pokazuje trzy drogi: szybsza, płatna i dłuższa, ale ładniejsza. To on ma wiedzę na temat teorii projektowania, której student nie posiada na początku tej drogi. Chodzi mi o zasady, które są poprawne np. skład typografii i to jest niezbędne, żeby taką wiedzę przekazać studentom. Rolą wykładowcy nie powinnobyć, żeby mówił studentowi, że coś jest ładne albo brzydkie, tylko znalezienie tego, co jest interesujące w tych pracach. To jest początek tego języka indywidualnego, o który powinniśmy dbać. Ja staram się o to dbać, żeby studenci nie stracili tego języka, bo czasami to się dzieje przez edukację.

Piękne porównanie do GPS. Na swoich studiach miałam osoby, z różnych kultur i niektóre z ich rozwiązań projektowych nie miałaby sensu tutaj w kulturze europejskiej, ale gdzieś indziej, gdzie kolory są utożsamiane z innymi wartościami — te rozwiązania mają sens. To było dla mnie ciekawe, żeby wyjść poza czubek własnego nosa, ale też się nie porównywać z innymi tak bardzo. Chcę jeszcze nawiązać do tego, że osoby, które przychodzą na studia są bardzo artystyczne i twórcze. Mam wrażenie, że często zamykamy się później w boksie reguł, których się nauczyliśmy.

Jestem zwolenniczka, żeby te reguły znać, ale nie chodzi o to, żeby być tylko poprawnym. Z bycia poprawnym nic nie wychodzi. Ludzie, którzy mają frajdę w byciu projektantami graficznymi to są ci, którzy nie boją się zrobić coś totalnie odjechanego i niepoprawnego. Ważne jest to, żeby zasady znać. Jeżeli je znamy, możemy je świadomie łamać i wtedy zaczyna się dziać magia. Pojawia się ta wartość dodana w pracach, kiedy one przestają być poprawne.
Mam też szansę prowadzić zajęcia dla Masters of Arts Division. Ta grupa zrzesza osoby, z różnych kultur i ich podejście jest totalnie inne. To jest super interesujące patrzeć, jak każda osoba inaczej rozwiązuje te problemy. Dla mnie to jest świetna nauka – wymiana myśli i rozwiązań. Ta różnorodność języków wizualnych to jest coś, na co powinniśmy chuchać idmuchać. W dzisiejszych czasach unifikacja języka graficznego jest tak daleko posunięta, że nie jesteśmy w stanie powiedzieć, czy praca powstała w Azji, czy w Europie – wszystko wygląda identycznie.

Z bycia poprawnym nic nie wychodzi. Ludzie, którzy mają frajdę w byciu projektantami graficznymi to są ci, którzy nie boją się zrobić coś totalnie odjechanego i niepoprawnego. Ważne jest to, żeby zasady znać. Jeżeli je znamy, możemy je świadomie łamać i wtedy zaczyna się dziać magia. Pojawia się ta wartość dodana w pracach, kiedy one przestają być poprawne.
Plakat

Dobrym przykładem będzie wspomnienie o markach modowych.Ta sytuacja miała miejsce jakiś czas temu, gdy nagle wielkie firmy zaczęły zmieniać swoje znaki na płaski krój pisma. Czy to koniecznie jest dobre? Gdyby to się jeszcze wydarzyło w jednej firmie, ale to była cała lawina. Ja zastanawiałam się — co to za sobą niesie oprócz wizerunku. Mamy kilka firm – każda wygląda tak samo. Te firmy zaprzepaściły swoje dziedzictwo.

Tutaj też wydaje się, że jeśli zmienimy logo, to zmienimy cały odbiór naszej marki. Historia marki jest ciekawa. Nagle zmieniamy język na bardzo współczesny. To nie działa tak, że zmieniając logo zmienimy nagle cały odbiór marki. Jeśli chodzi o te modowe sytuacje, pamiętam też kampanie Gucci. Wtedy to logo zostało zapisane przez 5-latka długopisem na kartce. Cała kampania obracała się w próbie wyobrażenia sobie, jak to jest znowu mieć 5 lat. Dla mnie to było 100% projektowania w projektowaniu. Nie szukamy rozwiązań tam, gdzie są oczywiste. Nie wpisujemy w Pinterest ‘fashion brand’. Oczywiście ten projekt spotkał się z masą hejtu, bo został postrzeżony czysto wizualnie. Według mnie to jest świetne, że ktoś, kto zapisał ręką 5-latka. To jest odpowiedź, która jest nieoczywista, która jest super urocza i ciekawa. Nie musimy iść w te klimaty odczłowieczania, że jeżeli to jest marka modowato nie musi być to bogate, bo białe. Bogate, bo to jest czarna litera na białym tle. To sprawia, że my zaczynamy się gubić, bo jako marka przestajemy być zauważalni, a jako projektanci zaczynamy pomijać ten cały proces.

Często jest tak, że rozwiązania projektowe same się prezentują i wystarczytylko po nie sięgnąć. My sięgamy, ale nie tam gdzie trzeba. Powinniśmy więc stawiać większy nacisk na to poszukiwanie, na research, a nie na rozwiązania. Skupić się na tym etapie myślenia, bo to tam się wszystko zaczyna. Dobrze przeprowadzić ten etap porządnie.

To jest super ważne. Dla mnie projektowanie graficzne to proces. Mamy problem i ten problem nie tkwi w projektowaniu graficznym. To nie jest tak, że ten problem jest powiązany ściśle w grafice. Ten problem dotyczy innych spraw np. wprowadzeniu nowej piekarni do miasta. Naszym problemem jest teraz piekarnia i wypieki. Coś, na czym my się nie znamy. Powinniśmy szukać rozwiązań w tych sferach, w których nie czujemy się dobrze, bo tam dzieje się magia. Ten research jest super potrzebny. Nie powinien polegać też na tym, żeby szukać rozwiązań wizualnych. Nie jest to ani ciekawe, ani nie daje dobrych pomysłów.

Dla mnie projektowanie graficzne to proces. Mamy problem i ten problem nie tkwi w projektowaniu graficznym. To nie jest tak, że ten problem jest powiązany ściśle w grafice. Ten problem dotyczy innych spraw np. wprowadzeniu nowej piekarni do miasta. Naszym problemem jest teraz piekarnia i wypieki.
Barbara

Wiemy, gdzie popełniamy ten błąd, a co możemy zrobić, żeby przeprowadzić tę analizę w lepszy sposób?

Podstawą jest zrozumienie sensu naszej pracy i tego, że dojście do rozwiązania jest procesem. Najpierw musimy to zagadnienie zrozumieć. Na przykładzie tej piekarni podstawą jest zrozumienie, czym zajmuje się piekarnia. To może być banalne, ale warto się zastanowić jakiego rodzaju wypieki będą tam sprzedawane. Jakie są ceny, do kogo będą kierowane te produkty i z kim mamy do czynienia, jeśli chodzi o klienta, czego on od nas oczekuje, dlaczego on się do nas zwraca. Pomyśleć jakiego rodzaju historia rozwiązałaby problemy klienta i na jakie rozwiązania projektowe pozwala budżet.

Do tej listy mogę dodać od siebie, żebyzaznajomić się z tym biznesem jak tylko się da, czyli np. przejść się tam, postać chwilę zobaczyć jacy ludzie tam przychodzą, jaka jest obsługa klienta. Poszukać jakiejś prasy na ten temat i innych informacji niewizualnych.

Ważne jest to, żeby poznać to miejsce i ten problem. Poszukać czegoś, na czym możemy zbudować całą identyfikację – to może być lokalizacja czy historia tego miejsca. Przede wszystkim zastanowić się, po co i dlaczego, a nie jak. Jak zaczynamy się zastanawiać jak, to od razu zastanawiamysię jak inni to zrobili.

Ważne jest to, żeby poznać to miejsce i ten problem. Poszukać czegoś, na czym możemy zbudować całą identyfikację – to może być lokalizacja czy historia tego miejsca. Przede wszystkim zastanowić się, po co i dlaczego, a nie jak. Jak zaczynamy się zastanawiać jak, to od razu zastanawiamysię jak inni to zrobili.

Dodam, z własnego doświadczenia, że obraz raz obejrzany zostaje nam w pamięci i kieruje naszym dalszym myśleniem o tym projekcie.

Do każdego projektu trzeba podchodzić indywidualnie i ze świeżą głową. Najciekawsze rozwiązania mogą tkwić zupełnie nie tam, gdzie rozwiązania wizualne.

A widzisz jakieś powiązanie, że kreując w jednym stylu dajemy swój stempel na projekty i stajemy się przez to rozpoznawalni?

Dlaczego mielibyśmy myśleć o swojej rozpoznawalności? Ta użytkowość wtedy schodzi na dalszy plan, a my pojawiamy się na pierwszym. Myślę, że nie o to chodzi w projektowaniu graficznym. My projektujemy coś, żeby komuś było łatwiej. Wszystko jest zaprojektowane z myślą, o tej osobie trzeciej. Nie sądze, że rolą projektanta jest to, żeby stał się rozpoznawalny. Sądzę, że jego rolą jest to ,żeby jego projekty ułatwiały życie innym. Sukcesem jest to, że jest się w stanie utrzymać z tej pracy, że klient jest zadowolony i nikt nie ma problemów z książką, która się złożyło.

Korespondencja

Właśnie. Pierwsze skrzypce nigdy nie należą do projektanta. Projektant jest takim współtwórcą.

To jest bardzo ważne. Oprócz projektów indywidualnych, które robimy po godzinach. Zawsze w pracy z klientem będziemy współtwórcą. Co do wartości artystycznej, to należy się zastanowić, gdzie możemy ją dodać. Ja dopiero niedawno zaczęłam szanować w sobie to, że mam ten rodzaj wrażliwości artystycznej. W tej naszej pracy, która jest super użytkowa, jest też ta magia, która sprawia, że ta rzecz jest dobrze zaprojektowana.
Mają to też studenci na pierwszym roku i myślę, że misją edukacji powinno być zwrócenie uwagi na ten indywidualny język studentów. Jeśli chodzi o rozwiązania problemów — nie ma czegoś takiego jak wizualna poprawność. Możemy tylko mówić o zasadach typografii bądź przygotowania do druku.

Zawsze powtarzam to wszystkim, których spotykam, którzy zaczynają ścieżkę projektowania graficznego, żeby zwrócić uwagę na to, z jakimi myślami wchodzimy do tej branży. Co nas interesowało. To nie jest tak, że idziemy na studia bez powodu. Coś mamy charakterystycznego w sobie i łatwo to zatracić przez ciągłe wkładanie się w pudełka zasad bądź przeglądanie tablic z inspiracjami.

Świetna uwaga. Ja też trochę błądziłam, ale wiedziałam, że zawsze chcę iść wkierunku sztuk wizualnych. Moją wymarzoną pracą była praca w Disney, bo kiedyś non-stop rysowałam te postacie. Powinniśmy dbać o te nasze wewnętrzne upodobania, to co lubimy, to czego nie lubimy. To sprawia, że ten język, który wypracujemy w dziedzinie grafiki będzie nasz.

Myślę, że to świetny moment, żeby zakończyć rozmowę. Bardzo Ci dziękuję.

Marta Przeciszewska: Instagram, Behance

zobacz także
Wybierz jeden z pozostałych tematów z listy poniżej.
Pewność siebie

Adam Chyliński

Z Adamem Chylińskim - współzałożyciel Gdańskiego studia TOFU, w którym pełni funkcję dyrektora kreatywnego. Razem z Adamem dotknęliśmy tematu pewności siebie wśród projektantów. Od prezentacji projektów po wystąpienia publiczne. Zachęcam do zapoznania się z tym bardzo wartościowym materiałem, skorzystania z porad i przemyślenia tematu pewności siebie.
Multidyscyplinarność w projektowaniu

Piotr Wątroba

Piotr Wątroba w swojej pracy łączy wiele dyscyplin. Rozmawialiśmy o tym dlaczego nie wybrał drogi specjalisty oraz jakie są plusy i minusy wynikające z tej decyzji? Z tej rozmowy dowiecie się też jak wykorzystać taki wachlarz umiejętności i jak się ich uczyć.
+10 lat w zawodzie ilustratorki

Gosia Herba

Gosia Herba dzieli się swoimi wypracowanymi sposobami pracy. Ta rozmowa to skarbnica wiedzy dla ilustratorów. Dlaczego Gosia mówi głośno o prawach autorskich i licencjach? O czym chciałaby wiedzieć gdy zaczynała swoją karierę? I jakie było jej pierwsze zlecenie? Odpowiedzi na te pytania i wiele innych znajdziecie w tym artykule.