September 3, 2020
Czas na studiach

Bartek Żuber jest na jednolitych studiach magisterskich we Wrocławiu. Ma za sobą trzy lata studiów na ASP i już został dostrzeżony przez środowisko muzyczne. Rozmawialiśmy o tym, jak najlepiej wykorzystać czas na studiach.

Opowiedz o tym, jak w ostatnich czasach koronawirusa wyglądały studia?

Pamiętam dzień, w którym dostaliśmy ogłoszenie, że zamykają się szkoły.

I kiedy to było?

W połowie marca chyba. Pamiętam, że obserwowałem od końca grudnia jak koronawirus się rozwija na świecie. I myślałem, że to nie dojdzie do nas, bo zaczęło się to w Chinach. Później były Włochy oczywiście. Razem z kolegą wygraliśmy konkurs i mieliśmy jechać do Włoch w maju i myśleliśmy, że do maja to się jeszcze wszystko wyjaśni. Wydawało mi się, że to jest niemożliwe, że to wszystko się aż tak rozwinie. Pamiętam, że miałem zajęcia z grafiki artystycznej, i dostaliśmy pierwszą plotkę, że zamyka się szkoła medyczna. A potem wszystkie szkoły dostały wiadomość, że muszą się zamknąć. Mamy na studiach małe grupy i nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, jakie to jest poważne. Myśleliśmy, że nas nie zamkną, bo musimy pracować na żywo, szczególnie z grafiki artystycznej. Potem przyszło ogłoszenie z ministerstwa już, że zamykają szkołę do odwołania. Kompletnie nikt nie wiedział co się dzieje i co robić. Nastroje były zmieszane, niektórzy się cieszyli, bo myśleli, że to będzie tydzień i się uspokoi. Będzie tydzień na nadrobienie zaległości i odpoczynek, ale wyszło jak wyszło i cały semestr do końca czerwca mieliśmy zdalnie.

Jak to wyglądało jak wysłali wam informację, ile zajęło, zanim uczelnia się zamknęła?

Była informacja, że ten dzień jest normalnie do końca i kolejny dzień już nie przychodzimy.

Czyli nikt nie mógł się przygotować; zarówno studenci, jak i profesorzy.

Tak, maksymalnie pamiętam, że moi znajomi mieli jakieś prace do odebrania to dostali pojedyncze pozwolenie, gdzie pani mierzyła temperaturę na wejściu i każdy mógł pojedynczo wejść po swoje prace. Wszystkie zajęcia kazali nam robić zdalnie, co było dojść ciężkim wyzwaniem dla wielu osób. Takie przedmioty jak malarstwo czy rysunek, gdzie pracujemy przy wielkoformatowych pracach nagle było ciężko zrobić.

Musiało to być spore zaskoczenie dla studentów, ale dla uczelni też. Kto był tutaj bardziej zaskoczony?

Trochę po równo. Zauważyliśmy, że wykładowcy nie wiedzieli trochę co robić. Niektórym zajęło bardzo długo, żeby nam wysłać maile co mamy robić. Zajęcia projektowe było łatwiej przełożyć do internetu, bo mogliśmy rozmawiać na zoomie czy Microsoft Teams i wysyłać projekty w PDF na maila. Niektórzy szybko powymyślali nowe zadania, bo były przedmioty, których oczywiście nie mogliśmy zrobić jak letterpress. Mieliśmy więc do zrobienia raporty jak normalnie byśmy się przygotowali do tych zajęć. A uczniowi, no też – nikt nie wiedział co mamy robić; czy zostać we Wrocławiu, czy jechać do domu - bo były plotki, że zamkną województwa. Było spore zamieszanie. Ta sytuacja się zmieniała z dnia na dzień. Codziennie żyło się w niepewności i mi to na stan psychiczny najgorzej robiło – nie wiedziałem w jakim miejscu stoję. Nie wiedziałem, kiedy mam wrócić do Wrocławia, bo wróciłem do domu. Nie wiedziałem, czy mam wrócić i kiedy będę mógł wrócić. Ciągle były plotki, że za dwa tygodnie będzie już ok. Z tego, co rozmawiałem z innymi to mieli bardzo podobnie. Ta niepewność i czasami ciężki kontakt z wykładowcami przekładał się na brak motywacji i brak dyscypliny i słaby stan psychiczny.

Ta niepewność i czasami ciężki kontakt z wykładowcami przekładał się na brak motywacji i brak dyscypliny i słaby stan psychiczny.

Poruszyłeś dużo kwestii. Zastanawiam się, jak to odpakować, ale może zaczniemy od kwestii organizacji. Jak to uczelnia zorganizowała, czy były zajęcia indywidualne, czy zbiorowe, a może były zajęcia, które w ogóle się nie mogły odbyć?

Tak, były też takie zajęcia, jak letterpress i one w ogóle się nie odbyły. W zamian mieliśmy prezentację i dwa zadania do wyboru. Pierwsze - Słownik Polsko-Angielskii: definicje z tego obszaru - co ja wybrałem. Albo podręcznik do letterpressu. I z tego była ocena. Niektórzy bardzo szybko się zorganizowali np. z 3D mieliśmy zajęcia raz na tydzień. W czwartki w południe łączyliśmy się i rozmawialiśmy o zadaniach i w kolejnym tygodniu trzeba było to odesłać. Najlepiej było z wykładami. Na wykłady normalnie trzeba jechać długo, żeby posłuchać wykładu i co niektórzy to lubią, bo potem można porozmawiać. Ale wykłady, gdy można było się położyć i posłuchać jak ktoś mówi na pewno słuchało się lepiej dla mnie i moich znajomych. Chociaż, na trzecim roku mieliśmy mało wspólnych zajęć i pamiętam właśnie, że taki wykład, gdy mieliśmy przerwę w połowie był dobrą okazją do pogadania z innymi, a teraz tego nie było. Ale forma prowadzenia zajęć, była teraz ciekawsza. Mogliśmy robić screenshooty i sobie zapisywać. Tak samo mogliśmy zjeść czy wypić i nikomu to nie przeszkadzało. Mieliśmy dużo czasu, żeby odkrywać siebie i często wykładowcy nas do tego przekonywali innymi metodami niż mogliśmy do tej pory. Zachęcali nas, żebyśmy brali domowe rzeczy np. markery czy ziemniaki i próbowali nowych rzeczy, na które nie było czasu. Okazało się, że to dla niektórych było bardzo ciekawe i rozwijające. To było zaskoczenie dla wszystkich, że można to robić w domu.

Zmiana sytuacji powoduje to, że szukamy innych dróg, żeby wykonywać to, co robiliśmy wcześniej. Powiedziałeś też fajną rzecz, że ten kontakt wyglądał inaczej jak raz na tydzień spotykaliście się jako grupa i mogliście pogadać. Prowadząc zajęcia przez internet nie ma tej swobody. Dla studentów to jest bardzo potrzebne. A jak wyglądał kontakt z wykładowcami?

Niektórzy są specyficzni i bardzo dużo mówią jak się spotykaliśmy, wcześniej nie było czasu, żeby to zapisać. Gdy dostawałem maile to były plusy i minusy, bo nie widziało się ich twarzy więc nie można było wiedzieć, które słowa wyglądają jak, ale mieliśmy zapisane informacje i mogliśmy to analizować. To był duży plus. Na zoomie tylko wykładowca mówił, wiec było gorzej. W mailach pod tym kątem było lepiej. Ja się też nauczyłam jak te maile lepiej pisać, żeby to wyglądało bardziej zachęcająco i jakich słów używać. I to rozwinęło nas wszystkich, wykładowców i studentów.

Jest też fajny plus z tego. Z ciekawostek powiem, że całe moje pierwsze trzy lata studiów miałam w trybie zdalnym. Pamiętam z tego okresu, że miałam niektórych wykładowców starszej daty i średnio podchodzili do tych zdalnych studiów.

Ja akurat nie miałem tylu profesorów starszej daty, a tych, co miałem to byli dość wdrożeni i oni często mają swoich asystentów, którzy są młodsi i na młodszych latach to oni się zajmują studentami i z nimi rozmawialiśmy. Trochę szkoda właśnie, bo z profesorami nie było kontaktu drogą mailową a w pracowniach się przewijali i można było porozmawiać. Z tego, co słyszałem z malarstwa, gdzie są inni starsi profesorowie to unikali tego, bo nie wiedzieli jak to robić. Później w kwietniu chyba wyszło rozporządzenie, że musieli robić dokumentację i się określić jak pracują. I to był taki punkt, gdzie zaczęło się więcej dziać, bo wcześniej z niektórych przedmiotów nikt nie chciał z nami rozmawiać albo nie wiedzieliśmy co się dzieje. Nagle dostaliśmy masę do roboty.

Kończąc trochę temat koronawirusa i zdalnej edukacji. Istnieje taka teoria, że przyjdzie druga fala i znów będzie trzeba pracować zdalnie, jak myślisz, czy jest przyszłość w nauce online, czy uniwersytety potrafią się dobrze do tego zaadoptować i czy w ogóle można studiować grafikę przez internet, gdzie opieramy sie na praktyce nie tylko na teorie?

To jest właśnie trudne pytanie. Sama mówiłaś, że miałaś studia online, więc masz pewnie spore doświadczenie. Ja byłem u kolegi z Oslo, który oprowadzał mnie po uczelni i powiedział, że oni wszystkie wykłady nagrywają i wysyłają na taką platformę. Czyli u nich to już było i tak jak mówisz, że w Anglii to było popularne wcześniej. Jego historia otworzyła mi oczy, szczególnie te wykłady, mogłyby tak działać. Niektórzy pracują dużo lepiej z domu i nie trzeba by było przyjeżdżać na uczelnię, żeby się stresować. I to jest ta różnica, ale wydaje mi się, że nie – koniec końców to by tak nie mogło wyglądać. Równie dobrze moglibyśmy puścić sobie jakiś filmik, wszystkiego teraz można się nauczyć na YouTube. Jest masa poradników czy warsztatów online. Największym atutem studiów jest rozmowa z ludźmi na żywo, pokazywanie sobie projektów. Ja pamiętam, jak przyjechałem do Wrocławia. Nie skończyłem plastycznego liceum i to było duże zaskoczenie, że ludzie mają tę motywację i pasję i można się rozwijać i rozmawiać. To się nie przekłada na zdalne nauczanie. Będąc w jednym pomieszczeniu łatwiej pokazać jak coś zrobić, czy na komputerze, czy nauczyć się rysować manualnie. Ten warsztat bardzo mocno się przekłada do tego, jak będziemy projektować. Ważne jest, żeby oglądać te rzeczyna żywo i drukować np. wizytówki czy książki, jak ten tekst się składa.

Niektórzy pracują dużo lepiej z domu i nie trzeba by było przyjeżdżać na uczelnię, żeby się stresować.

Dodam dla sprostowania, że moje studia były na Polskiej uczelni. To też nie było tak, że to było tylko zdalnie. Co dwa miesiące przyjeżdżaliśmy na weekend i mieliśmy od rana do wieczora zajęcia.

No to ma to sens.

Zdecydowanie się zgadzam z tym, co powiedziałeś, że to ma sens. Wielu rzeczy nie da się przełożyć na nauczanie zdalne. Zwłaszcza, że trzeba coś wydrukować. Moją magisterkę już robiłam tak jak się powinno robić na uczelni i mi to bardzo mogło. Jednak studia dzienne i bycie na uczelni to zupełnie co innego. Dostęp do pracowni, do profesorów. To otwiera głowę, bo jeśli uczysz się projektowania tylko i wyłącznie z internetu to pewnie wszystko będziesz robić na komputerze, ewentualnie na papierze. Wielu studentów, którzy wynajmują mieszkania nie ma nawet drukarki, żeby wydrukować projekt i sprawdzić jak by to wyglądało.

Tak, to dużo zmienia i też możemy chodzić po korytarzach i patrzeć co inni robią. Jakiś pomysł później wpadnie do głowy. Dokończając dodam, że nie wyobrażam sobie zacząć studia w takim formacie. To musi być ciężkie. Na pierwszym roku to był moment, kiedy najwięcej się doświadczało, bo jak teraz już kończyłem trzeci rok to wiem jak rozmawiać z wykładowcami. Może na magisterkę to jest dobry pomysł, dla kogoś, kto lepiej pracuje z domu czy w nocy.

Zobaczymy jak teraz to wyjdzie przy rekrutacji i od października. Być może będzie to jakieś połączenie obu trybów. Chciałabym też poruszyć kwestię tego czasu na studiach, bo to jest specyficzny czas, a wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego jak można go najlepiej wykorzystać. Masz jakieś porady?


Tak, trochę tego zebrałem już przez trzy lata. Sam się rozglądam co mogę robić i jak się rozwinąć. Nie skończyłem plastyka i nie przyjechałem z wielkiego miasta gdzie były warsztaty graficzne. To dopiero teraz się rozwija w Polsce. Jakie porady? Na pewno jest dużo konkursów i trzeba nie bać się, chodzić w punkty, gdzie wiszą plakaty czy do profesorów i się pytać, czy nie można zrobić czegoś dodatkowo. W tej kwestii jest dużo rzeczy. Jest też sporo kół naukowych. Nie wiem jak na innych uczelniach, ale ja jestem w kole naukowym ABODE i to jest grupa projektowa gdzie ostatnio robiliśmy identyfikację dla grupy ekologicznej. Robimy też wykłady albo ziny. Jest też inne koło, w którym nie jestem i to jest taka grupa, która nazywa się Printcart i tam zbieraliśmy pocztówki z całego świata i robiliśmy też własne pocztówki. Tutaj z tego robiliśmy wystawę i zine. Ten zbiór pocztówek odsyłaliśmy do innych uniwersytetów na świecie. Moi znajomi też robią swoje ziny. Teraz w okresie kwarantanny, moje koleżanki zrobiły zin - zine without a crown, i też wziąłem udział w pierwszej edycji. Teraz jest już nabór na piątą. Można to zobaczyć online i dodatkowo zamówić drukowaną wersję. One też są w pracowni książki, więc ładnie i nietypowo do tego podchodzą. Dużo jest opcji w co można się angażować. Są też małe warsztaty. Rok temu brałem udział i każdy robił jedną pracę pod tematykę, która była nadana i współpracowaliśmy ze szkołą z Ameryki. Trzeba było też wszystko dookoła tego projektu zaprojektować – znak, identyfikację. Niestety ten projekt teraz przepadł przez koronawirusa. Może w przyszłym roku projekt dojdzie do skutków.

Na pewno jest dużo konkursów i trzeba nie bać się, chodzić w punkty, gdzie wiszą plakaty czy do profesorów i się pytać, czy nie można zrobić czegoś dodatkowo.

Wygląda na to, że dzieje się dużo. Powiedziałeś o tej identyfikacji dla grupy ekologicznej – czy ten projekt został wdrożony?

Jeszcze teraz go kończymy, przesunęliśmy go trochę, bo była sesja, ale tak, ten projekt będzie wdrożony.

Pytam, dlatego że studenci mają w portfolio głównie prace studenckie. A szukając pracy fajnie mieć projekt, który faktycznie był wdrożony i może przynależność do takiego koła jest fajną okazją, żeby wrzucić do swojego portfolio projekt, który już funkcjonuje.

Tak. Jest dużo projektów szkolnych i często widać, że to było pod jakiś artystyczny temat, albo prace konkursowe, które nie wygrały. Najlepiej podczas studiów rozglądać się za czymś, co można zrobić, czy nawet pójść na praktyki, bo wiele osób, które jest już na studiach nie wie, że trzeba je zrobić przed skończeniem studiów.

No właśnie, jak wygląda ta sytuacja z praktykami?

Ciężki temat. Dużo ludzi na ASP nie zdaje sobie sprawy, że musi zrobić praktyki, a co dopiero je znaleźć. Wiele osób ma małą wiarę w siebie. Odkładają to na przyszłość i nie nabierają tego doświadczenia. To jest normalne, pokazuje ile musimy się jeszcze nauczyć i jak to jest naturalne, żeby robić te błędy. Nie ma co udawać kogoś kim się nie jest, trzeba się uczyć i też uczyć się na błędach. Nic nam się nie stanie, jeśli zrobimy jakiś mały błąd. Trzeba brać odpowiedzialność za to.

Dużo ludzi na ASP nie zdaje sobie sprawy, że musi zrobić praktyki, a co dopiero je znaleźć. Wiele osób ma małą wiarę w siebie. Odkładają to na przyszłość i nie nabierają tego doświadczenia. To jest normalne, pokazuje ile musimy się jeszcze nauczyć i jak to jest naturalne, żeby robić te błędy.

Zdecydowanie, od tego są przecież praktyki, żeby się uczyć. Nikt nie idzie na praktyki, żeby świecić przykładem, tylko żeby się czegoś nauczyć. W moim przypadku pamiętam, że to były trzy tygodnie, czy nadal tak jest?

Chyba też tak jest. Niedużo nam o tym mówią, nie wiadomo jak się do tego zabrać. Niektórzy myślą, że musimy być już grafikami i musimy zarabiać. Nie wiem jak tłumaczą to gdzieś indziej. Można podejść do wykładowców, bo mają listę miejsc,do których możemy pójść. Nie ma się czego wstydzić, trzeba się pytać i nawet teraz rozsyłać wiadomości.

Warto zatem pytać wykładowców. A czy agencję, czy inne organizacje gdzie można by taki staż odbyć przychodzą i reklamują się na uniwersytecie?

Wiem, że to się dzieje w Polsce, ale u nas na uczelni nie bardzo. We Wrocławiu bardziej kursy do nas przychodzą. Tutaj są też małe studia więc jest ciężej tam kogoś wcinąć. Najczęściej jest tak, że, jak się zrobi dyplom czy wystawę to tam często przychodzą ludzie, którzy mogą później nas zatrudnić.

Najczęściej jest tak, że, jak się zrobi dyplom czy wystawę to tam często przychodzą ludzie, którzy mogą później nas zatrudnić.

Ok, to z pewnością będzie przydatne usłyszeć coś takiego i wiedzieć jak się przygotować. Będąc już studentem kilka lat, obserwując różne prace i swój rozwój – jak oceniasz poziom prac tworzonych na uczelni, w skali studenckiej wiadomo?

Jak dla mnie poziom jest bardzo wysoki, ale często brakuje tego doświadczenia technicznego-jak coś jest przygotowane do druku, czy jak właśnie to wygląda już po wydrukowaniu. Na monitorze te odległości są ok, ale faktycznie może być inaczej, czy jak dobrać papier. Sam wiem, że mam w tym braki, ale się uczę. Poziom jest wysoki, bo jest duża selekcja, i ze stu osób zostaje 30 po rekrutacji. Poznałem wiele osób, którzy robią świetne prace, ale czasem nie wierzą w siebie.

O tak, poruszyłeś temat pewności siebie, który z pewnością będzie umówiony tutaj niedługo. A nawiązując jeszcze odnośnie prac studentów. Czy system ocen, który mamy na uczelni jest jakimś wyznacznikiem, czy jest on w ogóle jeszcze ważny?

Ciężka kwestia. Trudno wymyślić coś bardzo odbiegającego od tego, co mamy wcześniej. Jesteśmy przyzwyczajeni do pewnego nauczania przez pewne etapy edukacji więc idziemy na studia i wiemy jak to działa. Często robi się projekty pod nauczycieli, a gdyby to było na zaliczenie to robilibyśmy to bardziej pod siebie. A tak to najczęściej ludzie się skupiają na tym, jak to pokazać wykładowcy i uzyskać jak najlepszą ocenę, bo wiemy co mu się podoba.

Często robi się projekty pod nauczycieli, a gdyby to było na zaliczenie to robilibyśmy to bardziej pod siebie. A tak to najczęściej ludzie się skupiają na tym, jak to pokazać wykładowcy i uzyskać jak najlepszą ocenę, bo wiemy co mu się podoba.

Na moich pierwszych studiach na licencjacie miałam tak, że były te oceny i robiło się projekty konkretnie pod danego wykładowcę i to było widać. A na magisterce miałam inny model – tylko ostatni semestr był na ocenę.

Tak, to byłby najlepszy model. Na stypendium składają się oceny, ale najwięcej punktów jest z działalności artystycznej poza uczelnią, czyli wystawy, publikacje i projekty poza uczelnią. To jest 10% z kierunku, więc wtedy robi się wyścig szczurów z tymi ocenami. W październiku każdy lata po te zaświadczenia. To jest dużo stresu, ale też jest dużo pomocy i wtedy tworzy się konkurencja. Tak jak normalnie się wspieramy, tak wtedy tej pomocy jest mniej.

Czyli nawet na studiach da się wyczuć tę konkurencję?

Tak, jeśli zależy nam na tym samym to, jak najbardziej.

Poruszyliśmy trochę kwestię zleceń, nawiązując do tego-na jakim roku najlepiej szukać zleceń komercyjnych?

Dużo ludzi już w liceum zaczyna. Nie chodzi mi o wielkie zlecenia, często są to zlecenia, bo wujek otwiera firmę i coś potrzebuje. Większość zleceń polega na znajomościach. Także jak się jest młodym to nie wymagajmy od siebie za dużo, wszystko przychodzi z czasem. Warto wiadomo jak najszybciej to robić i nie wstydzić się tego, że się dopiero zaczyna.

Większość zleceń polega na znajomościach. Także jak się jest młodym to nie wymagajmy od siebie za dużo, wszystko przychodzi z czasem. Warto wiadomo jak najszybciej to robić i nie wstydzić się tego, że się dopiero zaczyna.

Każde doświadczenie jest ważne. Im tego więcej i szybciej, tym lepszy będzie rozwój projektanta. To wszystko procentuje. Trochę to jest poznawanie siebie w tak młodym wieku i eksperymentowanie. Jak myślisz, jak ważne jest takie eksperymentowanie?

Bardzo ważne. To, co lubimy, to do jakiego odbiorcy chcemy dochodzić jest najważniejsze. Ale nie wstydźmy się też na początku studiów (mówię to też do siebie) robić różnymi technikami i często na początku nawet zgapić od innych i wkładać to do szuflady. Nie publikować, tylko robić po to, żeby zobaczyć jak inni do tego doszli i czy my potrafimy. Jest ważne, żeby robić różnymi technikami, bo możemy się zaskoczyć jak jedno rozwiązanie w innej sferze możemy przenieść do siebie. Karol Śliwka zajmował się też rzeźbą i tę wiedzę o formach przenosił później na znaki. Także eksperymentujmy wszędzie.

Jest ważne, żeby robić różnymi technikami, bo możemy się zaskoczyć jak jedno rozwiązanie w innej sferze możemy przenieść do siebie. Karol Śliwka zajmował się też rzeźbą i tę wiedzę o formach przenosił później na znaki. Także eksperymentujmy wszędzie.

Ze swojej perspektywy dodam, że na początku wszystko robiłam komputerowo. Moje zdalne studia właśnie spowodowały to, że później na magisterce chciałam skorzystać z każdego możliwego warsztatu. To mi bardzo otworzyło głowę i pomogło przetestować co ja sama najbardziej lubię i co mi sprawia największą radość. Myślę, że przez poznawanie różnych możliwości eliminujemy też to czego nie lubimy, poznajemy siebie lepiej i wiemy gdzie chcemy pracować i co chcemy robić.

My na pierwszym roku przez cały rok mamy taką podróż z grafiki artystycznej po każdej pracowni. Przez parę tygodni jesteśmy w każdej pracowni i potem możemy świadomie wybrać co lubimy.

U mnie było identycznie. Pierwsze kilka tygodni to był czas na zapoznanie się zpracowniami i później jak mieliśmy konkaty do wszystkich to od nas zależało z jaką pracownią będziemy dalej współpracować. Może poruszmy jeszcze kwestię autopromocji. Uważam, że w dzisiejszych czasach promowanie siebie i bycie widocznym w internecie jest bardzo ważne, zwłaszcza jeśli dopiero wyrabiamy sobie nazwisko. Często poruszam tutaj kwestię Instagrama, bo to jest platforma, która najbardziej sprzyja twórcom. Z tego, co wiem przyniósł on tobie trochę rozgłosu. Opowiedz trochę o tym.

Tak, Instagram jest fajnym miejscem, bo ludzie szukają ilustracji czy zdjęć, ale są też firmy i pracodawcy, do których możemy się odezwać na DMach. Niektórzy to lubią, niektórzy wolą maile, ale dużo osób patrzy na to fajnie. A co do mnie, no to półtora roku temu ożywiłem swoje konto na Instagramie i zacząłem regularnie wrzucać posty. Zacząłem tam bywać coraz częściej i w pewnym momencie miałem takie zadanie na studiach: mieliśmy zrobić fan arty tego, co lubimy najbardziej. Zrobiłem pięciu ulubionych moich muzyków. Odzew był bardzo miły. Kilku z nich udostępniło te prace na swoim Instagram Story. Z Holakiem udało mi się zamienić parę słów i też napisał do mnie właściciel Asfalt Records, żebym się odezwał do niego na maila i wysłał mu swoje portfolio. Bardzo mnie to ucieszyło, bo nie miałem doświadczenia i myślałem, że coś takiego uda mi się za pięć czy dziesięć lat, a nagle jedna praca w sieci, gdzie nie robiłem tego pod fejm tylko do szkoły. To się spodobało i ludzie chcieli w tym stylu swoje portrety. No więc wrzucam, staram się rozmawiać z ludźmi i to jest fajne miejsce, żeby się rozwijać.

Napisał do mnie właściciel Asfalt Records, żebym się odezwał do niego na maila i wysłał mu swoje portfolio. Bardzo mnie to ucieszyło, bo nie miałem doświadczenia i myślałem, że coś takiego uda mi się za pięć czy dziesięć lat, a nagle jedna praca w sieci, gdzie nie robiłem tego pod fejm tylko do szkoły.

No dobra, a jaka była ta droga, że oni do Ciebie przyszli, jak Cię znaleźli?

Tak, o dziwo to było tak, że ja ich oznaczyłem i patrzyłem wcześniej jak działa Instagram, o której najlepiej wrzucić. Oznaczyłem ich na zdjęciu i w komentarzu. Sami przyszli potem i polajkowali i udostępnili. Oczywiście,więksi artyści tego nie robią, ale warto próbować. Tak samo było z Asfalt Records. On sam do mnie napisał. Ja nie czułem się na tyle dobry, żeby sam napisac. Ale przestałem się wstydzić jak sam do mnie napisał. Nic nie tracę, mogę wysłać swoje portfolio i napisać, nie być natrętnym w tym, bo nie o to chodzi, żeby stworzyć całe swojego konto na fan artach i oznaczaniu ludzi, siedząc w jednym stylu to też nie rozwija. Próbujmy nowych rzeczy.

Myślę, że sukcesem tych prac było to, że to był twój projekt wynikający z pasji. Zrobiłeś coś co cię interesuje. Dość istotna jest też tematyka.

Tak, trzeba szukać tego co lubimy i nie wstydzić, się być na bieżąco. Ja lubię być też częścią tego, co się aktualnie dzieje. Nie lubię być nachalny i zbyt opiniotwórczy. Samo dobranie tematyki przyciąga bardzo ludzi. Tak samo #hot16challenge potem powstała opcja, żebyto później zrobić wśród grafików i zaczęła ją Barrakuz. Później mój kolega mnie nominował. Właśnie przez ten hasztag dużo ludzi przyszło na mój profil: Barrakuz, czy graficy których obserwuję i to było dobre doświadczenie. Wystarczy być czegoś częścią i odpowiednio to otagować.

Tutaj tempo odpowiedzi musi być szybkie. Tematów jest mnóstwo, można by komentować coś codziennie, zwłaszcza teraz w okresie przed wyborczym.

Tak, nawet na przykładzie ostrego cienia mgły, był moment, kiedy to było śmieszne i kiedy zaczęło być tego za dużo. Musiałem to zrobić szybko, żeby nie wyjść na nachalną osobę, która na tym żeruje w internecie.

Widzę, że na twoim instgarmie widać podróż, bo dodajesz ostatnio dużo wektorowych ilustracji, a wcześniej było więcej ręcznych prac. Fajnie obserwować jak się rozwijasz – myślisz, że trzeba zwracac uwagę na to co się wrzuca a czego nie?

Tak, wydaje mi się, że konsekwencja i to, jak prowadzimy swój profil ma znaczenie. Nie chodzi o to, żeby się ograniczać, bo często ludzie się zamykają w jakiejś jednej konwencji, ale trzeba być konsekwentym w tym co się pokazuje i jak ludzie nas widzą. Docierać do tych, którzy nas obserwują, przypominać im za co nas lubią. Próbuje rozwijać ten styl, który mi się spodobał. Staram się, żeby mój profil był jednolity, ciekawy i zrzeszał ludzi, którym podoba się to, co mi się podoba.

Trzeba być konsekwentym w tym co się pokazuje i jak ludzie nas widzą. Docierać do tych, którzy nas obserwują, przypominać im za co nas lubią.

Masz kolejny pomysł co wrzucić?

Mam, choć czasami zajmuje to dużo czasu i mam dużo pracy, więc odchodzę od tego, ale kiedy już mam przygotowane kilka postów co chcę wrzucić z opisem to będę to wrzucał dwa razy na tydzień. Teraz mam wystawę, więc wrzucę niedługo posta, żeby o tym przypomnieć.


No to fajnie, powodzenia na wystawie. Mam nadzieję, że odbije się szerokim echem. Korzystasz jeszcze z innych platform oprócz Instagrama?

Tak. Ostatnio używam Behance. Fajna platforma, dużo zamówień stamtąd przychodzi z zagranicy. Wiem, że ludzie odnajdują się na Facebooku, choć ja nie bardzo, ograniczania postów są dość duże. Ludzie odchodzą coraz bardziej od Facebooka, używają go głównie do messengera i do grup.

Tutaj mam bardzo podobne podejście. Co do Behance to też mam mieszane uczucia. Wiem,że dużo osób dostaje z tego zlecenia, ale chyba trzeba się bardzo przyłożyć do prezentacji.

Behance jest trochę cięższy niż Instagram. Nie wystarczy wrzucić jednego obrazka. Trzeba mieć dużo wizualizacji przygotowanych, jak to będzie wyglądać na koszulkach czy plakatach.

Jak jeszcze promujesz siebie? Powiedziałeś trochę o wernisażasz i wystawach. Jest coś jeszcze co może zrobić student, ale już promując siebie jako projektant?

Na pewno te znajomości. To naprawdę dużo daje, żeby nie zaniedbywać swoich znajomych. Pamiętam, że jak zaczynałem, to wstydziłem się, żeby to pokazywać na swoim prywatnym profilu i żeby moi znajomi to wiedzieli. Oczekiwałem, że sława przyjdzie nie wiadomo skąd, z internetu... i się okazało, że to nie jest tak. Jak zacząłem to pokazywać swoim znajomym to okazało się, że tata koleżanki ma magazyn i spytał się, czy tam nie chcę zrobić jakiejś ilustracji. Najwięcej rzeczy przychodzi tą drogą i nie warto się wstydzić. Ludzie podchodzą do tego miło i wspierająco. Wernisaże są też dobrą opcją np. w kawiarniach. Mieliśmy też w zeszłym roku stoisko na targach książki. Sadziłem, że nikt nie będzie chciał kupić moich rzeczy i wydrukowałem tylko kilka w formacie A5, a ludzie przychodzili przemili. Może nie sprzedałem aż tak dużo tych rzeczy, bo nie wydrukowałem aż tak ciekawie i ładnie, ale przyszła naprawdę spora część osób i rozmawiała ze mną. Trzeba się wystawiać, nie bać kontaktów z ludźmi, bo to przyciąga wielu nowych ludzi, którzy nas nie znali wcześniej.

Mieliśmy też w zeszłym roku stoisko na targach książki. Sadziłem, że nikt nie będzie chciał kupić moich rzeczy i wydrukowałem tylko kilka w formacie A5, a ludzie przychodzili przemili. Może nie sprzedałem aż tak dużo tych rzeczy, bo nie wydrukowałem aż tak ciekawie i ładnie, ale przyszła naprawdę spora część osób i rozmawiała ze mną. Trzeba się wystawiać, nie bać kontaktów z ludźmi, bo to przyciąga wielu nowych ludzi, którzy nas nie znali wcześniej.

Masz dużo racji. Podsumowując chodzi o dbanie o swoich znajomych, prezentowaniesię w internecie i wychodzenie do ludzi. Akurat jak o tym mówiłeś, to przypomniałam sobie jak parę lat temu dodatkowo działałam jako freelancer i swojego pierwszego klienta dostałam z ulicy, bo weszłam do restauracji i się zapytałam. To jest bardzo istotne, żeby pozbyć się tego głosu w głowie, który mówi ‘po co pójdziesz’ albo ‘Nie będą tego chcieli’. Jest coś takiego w tych kreatywnych głowach, że nie wierzymy w siebie aż tak bardzo, a nie mamy nic to stracenia.

Tak, zgadzam się w 100%. Nawet gdy usłyszymy nie, możemy coś z tego wyciągnąć. Nawet krytyka czy niezgoda wpłynie pozytywnie, że się rozwiniemy i pokażemy się inaczej.

Tak. Z czasem to wzmacnia naszą pewność siebie, bo z każdym kolejnym kontaktem wiemy jak lepiej tego klienta podejść. Można lepiej się zaprezentować i to procentuje. Rozmawialiśmy dużo o studiach, więc na zakończenie mam pytanie –jak według Ciebie powinny wyglądać idealne studia? Zwłaszcza teraz gdy masz już kilka lat doświadczenia na studiach w trybie tradycyjnym i zdalnym. Pewnie masz dużo przemyśleń w tej kwestii.

Trzeba balansować między wieloma rzeczami. Trzeba nabierać tych życiowych doświadczeń. Trzeba poznawać ludzi, miejsca. Nie zabierajmy sobie tej przyjemności, gdy jesteśmy na studiach i możemy tego doświadczać. Może nas to zainspirować do tworzenia nowych prac, bądź spotkamy przyjaciół, którzy zmienią wiele w naszym życiu. Wykorzystajmy ten okres, że jesteśmy na studiach. Póki jesteśmy na studiach możemy zostać zauważeni, czy to wśród studentów, czy nauczycieli. Często wykładowcy chcą później z nami współpracować na wystawach. Idealne trzy lata są balansem między życiem prywatnym a ciężką pracą. Jak mam ciężki okres na studiach to skupiam się tylko na studiach, a jak jestem już teraz po sesji, to staram się zebrać te prace, zobaczyć co mi wyszło fajnie a co nie. Zrobić jakieś posty z tego na Instagrama i znaleźć miejsce, gdzie mogę się wystawić. Chodzi o to, żeby nie nakładać zbyt wielu rzeczy naraz, ale póki jesteśmy w tym trybie warto przycisnąć i dopieszczać te prace, żeby potem odpocząć i pozwolić sobie na trochę uznania, bo to daje dużo motywacji, jak ktoś przyjdzie i powie, że robimy dobre rzeczy i chce je kupić. Każdy musi znaleźć swój sposób i swoje miejsce. Ja mogę powiedzieć jedno, ale ktoś powie coś inaczej.

Chodzi o to, żeby nie nakładać zbyt wielu rzeczy naraz, ale póki jesteśmy w tym trybie warto przycisnąć i dopieszczać te prace, żeby potem odpocząć i pozwolić sobie na trochę uznania, bo to daje dużo motywacji, jak ktoś przyjdzie i powie, że robimy dobre rzeczy i chce je kupić.

Bardzo podoba mi się twój odpowiedź. Bycie projektantem to jest ogólniełączenie różnych umiejętności i bycie wielozadaniowym, zwłaszcza w dzisiejszychczasach, bo studia to jest taka szkoła przetrwania.

No tak, graficy muszą być w dzisiejszych czasach trochę fotografem, trochę animatorem. Trzeba robić dużo i można fajnie to wykorzystać.

Zdecydowanie. Myślę, że mamy to, bardzo Ci dziękuję!

To ja dziękuję. Fajny profil, jestem wdzięczny, że mogę komuś pomóc. Pamiętam, jak ja zaczynałem, i nie wiedziałem, za co się zabrać. Sprawia mi przyjemność, że mogę podzielić się moim doświadczeniem.

Bartka znajdziecie na Instagramie i Behance

zobacz także
Wybierz jeden z pozostałych tematów z listy poniżej.
Pewność siebie

Adam Chyliński

Z Adamem Chylińskim - współzałożyciel Gdańskiego studia TOFU, w którym pełni funkcję dyrektora kreatywnego. Razem z Adamem dotknęliśmy tematu pewności siebie wśród projektantów. Od prezentacji projektów po wystąpienia publiczne. Zachęcam do zapoznania się z tym bardzo wartościowym materiałem, skorzystania z porad i przemyślenia tematu pewności siebie.
Multidyscyplinarność w projektowaniu

Piotr Wątroba

Piotr Wątroba w swojej pracy łączy wiele dyscyplin. Rozmawialiśmy o tym dlaczego nie wybrał drogi specjalisty oraz jakie są plusy i minusy wynikające z tej decyzji? Z tej rozmowy dowiecie się też jak wykorzystać taki wachlarz umiejętności i jak się ich uczyć.
+10 lat w zawodzie ilustratorki

Gosia Herba

Gosia Herba dzieli się swoimi wypracowanymi sposobami pracy. Ta rozmowa to skarbnica wiedzy dla ilustratorów. Dlaczego Gosia mówi głośno o prawach autorskich i licencjach? O czym chciałaby wiedzieć gdy zaczynała swoją karierę? I jakie było jej pierwsze zlecenie? Odpowiedzi na te pytania i wiele innych znajdziecie w tym artykule.