October 12, 2020
+10 lat w zawodzie ilustratorki

Niesamowicie szczera i inspirująca rozmowa. Jeżeli jesteście ciekawi jak pracuje Gosia Herba, jaki był jej pierwszy komercyjny projekt i dlaczego tak ważna jest dla niej kultura pracy, to nie mogliście trafić lepiej. Ten wywiad jest skarbnicą
wiedzy zebranej podczas ponad dziesięcioletniego stażu pracy.

Czytałam kilka twoich wcześniejszych wywiadów. W którymś z nich padło zdanie, że rysujesz już od dziecka.

Tak. Ciężko mi podać konkretny wiek, ale myślę, że już w wieku 3 lat byłam mocno zainteresowana rysunkiem. W zawodowym rysowaniu miałam tylko rok przerwy. Gdy ukończyłam liceum plastyczne, poszłam studiować Historię Sztuki. Pierwszy rok był bardzo ciężki. Dużo wkuwania, słowników i terminologii. Okazało się, że zupełnie nie miałam czasu nawet na bazgrołki. Wybierając te studia, świadomie zrezygnowałam z Akademii. Z wykształcenia jestem historykiem sztuki.

Ciekawy wybór – historia sztuki. Postawiłaś na bezpieczniejszą opcję.

Zawsze interesowałam się historią sztuki. To też wynikało z tradycji w moim domu. Od dziecka szłam w tym kierunku. Miałam dostęp do książek i albumów. Skończyłam Liceum Plastyczne we Wrocławiu i zdobyłam tytuł Jubilera Projektanta. Na ostatnim roku zaczęłam miećwątpliwości związane z moją przyszłością, tym, co chciałabym robić po szkole. Myślę, że dla każdego młodego człowieka ten okres, gdy mamy 18 lat jest ciężki. Mnie naszły bardzo mocne wątpliwości, co chcę robić. Bałam się, że to, co rysuję, nie jest na tyle dobre, żebym się wybiła. Obawiałam się, że skończę jak pacykarz na rynku — rysując karykatury. A jednocześnie miałam potrzebę zdobycia gruntowej wiedzy humanistycznej. Wiedziałam, że studia na akademii mi tego nie dadzą. Tam jednak ten zakres zajęć związanych z kulturą – nie tylko historią sztuki – jest dosyć ubogi. Pomyślałam, że historia sztuki to będą studia, na których będę się mogła spełniać. Nie było chwili, że żałuję. Wszystkim polecam – to nie są łatwe studia. Trzeba się mocno nawkuwać, żeby swobodnie mówić o sztuce, ale warto. Ja jako ilustratorka cały czas wyciągam duże korzyści z tych studiów.

W Liceum na ostatnim roku zaczęłam mieć wątpliwości. Myślę, że dla każdego młodego człowieka ten okres, gdy mamy 18 lat jest ciężki. Mnie naszły bardzo mocne wątpliwości, co chcę robić. Bałam się, że to, co rysuję, nie jest na tyle dobre, żebym się wybiła. Obawiałam się, że skończę jak pacykarz na rynku — rysując karykatury. A jednocześnie miałam potrzebę zdobycia gruntowej wiedzy humanistycznej. Wiedziałam, że studia na akademii mi tego nie dadzą.

Myślę, że dobrym kierunkiem dla artystów jest też kulturoznawstwo. To poszerza horyzonty. Wychodzę z założenia, że ilustrator oprócz umiejętności rysowania musi umieć opowiadać. Jeśli tworzymy autorskie ilustracje to fajnie, jeśli mamy do opowiedzenia historie i nie rysujemy w kółko jednego utartego motywu, pozbawionego treści. Dobrze jest posługiwać się metaforami plastycznymi nawiązującymi na przykład do innych zjawisk kultury.

Myślę o tym, że teraz chętnie przeczytałabym książkę o historii sztuki. Wcześniej od tego uciekałam, a teraz sądzę, że pomogłoby mi to popatrzeć z innej perspektywy i przyswoić wiedzę.
Chciałabym Cię jeszcze zapytać o tę kwestię, że nie chciałabyś skończyć na rynku. Czy już wtedy twój styl był taki abstrakcyjny i geometryczny, czy te rysunki, były bardziej wyuczone i szkolne?


Praca nad stylem to są całe lata. Myślę, że o moim stylu mogę mówić dopiero w kontekście zawodowym. Większość ilustratorów zaczyna rysować od dziecka. Moje pierwsze zlecenia rysowałam dla pism kobiecych i psychologicznych magazynów. Miałam wtedy jakiś styl, ale wciąż były próby i poszukiwania. Często zdarzało mi się zapatrzeć na innego, świetnego ilustratora. To jest naturalne na tym etapie rozwoju,  jednak dobrze jest prędko się obudzić i pójść własną drogą. Myślę, że siedem lat temu zaczęły się pojawiać w moich rysunkach pewne charakterystyczne cechy, które później rozwinęłam. Być może te ilustracje sprzed kilku lat nie są podobne do tego, co robię teraz, ale pewne cechy stylowe jak skłonność do geometryzacji, czy mniej oczywistych kompozycji kolorystycznych, do dekoracyjności i do wzorów pozostała. Obecnie dążę do uproszczenia. Nie chodzimi o geometryzację, bo w niej zaczęłam widzieć ograniczenia. Dążę do coraz większej syntezy i wprowadzenia śmielszych, abstrakcyjnych form. To oczywiścienie zawsze da się wprowadzić w zleceniach. Nie każdy klient chce iść w stronę abstrakcji i może wskazać na moje starsze prace – dlatego warto czyścić portfolio, żeby nie musieć już tłumaczyć klientowi, że już nie rysuję w tym stylu.

Myślę, że siedem lat temu zaczęły się pojawiać w moich rysunkach pewne charakterystyczne cechy, które później rozwinęłam. Być może te ilustracje sprzed kilku lat nie są podobne do tego, co robię teraz, ale pewne cechy stylowe jak skłonność do geometryzacji, czy mniej oczywistych kompozycji kolorystycznych, do dekoracyjności i do wzorów pozostała. Obecnie dążę do uproszczenia. Nie chodzimi o geometryzację, bo w niej zaczęłam widzieć ograniczenia. Dążę do coraz większej syntezy i wprowadzenia śmielszych, abstrakcyjnych form.

Styl wypracowuje się w czasie. To nie jest coś, co siadamy i mamy. Będzie się on też zmieniał. Na uczelni będzie to czerpanie z tego, co mamy dookoła. Im więcej doświadczenia mamy, tym więcej rzeczy widzimy. Dorzucamy coś do koszyka i adoptujemy albo wyrzucamy. To, co powiedziałaś o aktualizowaniu portfolio — to jest ważne. Tutaj pomocne będą projekty, które sami inicjujemy, może jeszcze o tym wspomnimy.


Internet mi doniósł, że ilustrujesz 12 lat. Gdybyś mogła się cofnąć do momentu, w którym kończyłaś studia i zaczynałaś ścieżkę ilustratorki – co chciałabyś wiedzieć i dlaczego?


Ilustratorstwo to wspaniały zawód. Daje nam dużo wolności; przynosi przygody, wyzwania i dużą dawkę satysfakcji. Faktycznie, są sprawy, które potrafią zniechęcić do tego fachu. Mi byłoby łatwiej na początku kariery, gdybym była bogatsza o wiedzę związaną z prawem, a konkretnie z umowami. Nie wszystkie umowy są przyjaźnie napisane. Często trzeba siedzieć ze słownikiem i wyszukiwać, co dana fraza oznacza i na co się zgadzamy. Warto poznać te podstawowe pojęcia. Można je bez problemu znaleźć w sieci, na licznych stronach poświęconych prawu autorskiemu. Warto dowiedziećsię, czym są prawa autorskie i co tak naprawdę oddajemy klientowi, podpisując umowę z przekazaniem pełnych praw autorskich. Dobrze sprawdzić, czym jest licencja i jakie są jej rodzaje.

Byłoby mi łatwiej, gdybym miała świadomość, że każdą umowę powinno się dać negocjować. Z założenia umowa ma być kontraktem pomiędzy dwiema stronami. Każda z tych stron ma być zadowolona. Często klient zaprasza nas do współpracy i oferuję umowę, która budzi nasze wątpliwości. Okazuje się, że klient nie chce jej negocjować. Tym samym stawia nas w podległej sobie pozycji; jako wykonawcy musimy się zgadzać na wszystkie jego warunki. Tak nie powinno być, szczególnie jeśli oferowane wynagrodzenie nie jest adekwatne do roszczeń zawartych w umowie. Nawet jako początkujący ilustratorzy nie powinniśmy się na to zgadzać.

Z założenia umowa ma być kontraktem pomiędzy dwiema stronami. Każda z tych stron ma być zadowolona. Często klient zaprasza nas do współpracy i oferuję umowę, która budzi nasze wątpliwości. Okazuje się, że klient nie chce jej negocjować. Tym samym stawia nas w podległej sobiepozycji; jako wykonawcy musimy się zgadzać na wszystkie jego warunki. Tak nie powinno być, szczególnie jeśli oferowane wynagrodzenie nie jest adekwatne do roszczeń zawartych w umowie. Nawet jako początkujący ilustratorzy nie powinniśmy się na to zgadzać.


Pomogłaby mi też świadomość tego, czym tak naprawdę obracam jakoilustratorka. Sprzedaję nie tylko mój czas i pracę. Sporą częścią mojego dochodu są prawa autorskie – licencje.

Pomocna byłaby świadomość, że prawo stoi po mojej stronie. Wielu ilustratorów boryka się z problemem niewypłacanych przez klientów honorariów. Zdaję sobie sprawę z tego, że to może wyglądać na zagmatwane i niewarte zachodu. Warto jednak wiedzieć, że usługi prawnicze nie są aż tak drogie i dobrze po nie sięgać. Jeżeli nie przerwiemy pasma problemów związanych z wynagrodzeniami, to nie zrobimy kolejnego kroku ku rozwojowi.

Domyślam się, że ilustrator wchodzący na rynek skupia się na swoich pracach. Nie samą ilustracją człowiek żyje. Te kwestie prawne są ważne. Jest taka organizacja AOI i do nich można wysłać umowę po angielsku i oni udzielają porad.

W brytyjskim Association of Illustrators można wykupić pakiet członkowski – cena to około tysiąc złotych rocznie. AOI faktycznie wspiera ilustratorów. Trochę informacji udostępnianych jest nieodpłatnie. W Polsce, niestety, nie mamy takiej struktury.

To jest pole do popisu. Może ktoś to wykorzysta i coś takiego powstanie.

Zachęcam.

Pewnie. Opowiedz, jakie inne umiejętności są ważne w pracy ilustratorki/ilustratora?

Ważne jest to, czy pracujemy sami, czy mamy agencję. Ja od kilku miesięcy jestem reprezentowana przez agencję i jest mi trochę lżej.

Nie jest łatwo zdobyć agenta, gdy się dopiero zaczyna.

Tak, dlatego że agencje chcą współpracować z ilustratorami, którzy będą im dostarczać klientów, mają silny i wypracowany styl – nie będą klienta zaskakiwać co kolejne zlecenia zmianą w stylu. Agencje szukają też osób, które znają język angielski. Jeśli go znamy na tyle, że będziemy mogli podjąć współpracę z klientem zagranicznym, to polecam prowadzić swoje media społecznościowe i stronę po angielsku.

Można zgłaszać swoje portfolio do agencji. Najczęściej jednak to agencja zgłasza się do nas. Moje agentki zobaczyły moje prace na wystawie w Bolonii ipóźniej się ze mną skontaktowały z propozycją współpracy.

Agencje chcą współpracować z ilustratorami, którzy będą im dostarczać klientów, mają silny i wypracowany styl – nie będą klienta zaskakiwać co kolejne zlecenia zmianą w stylu. Agencje szukają też osób, które znają język angielski... Polecam prowadzić swoje media społecznościowe i stronę po angielsku.

Agencja, która mnie reprezentuje skupia się na książkach dla dzieci. Na tym rynku trudno jest sobie poradzić bez agenta. Wydawnictwa nie chcą przyjmować ofert bezpośrednio od ilustratorów. Agenci jeżdżą na targi książek, spotykają się z wydawcami, wykonują pracę, której sami byśmy nie podołali.

Agencja przede wszystkim pozyskujenam klientów. Osoba reprezentująca nas dba o umowy, negocjuje warunki współpracy. Egzekwuje wynagrodzenia i wystawia rachunki w moim imieniu. Agencja cały czas uczestniczy w procesie powstawania projektów. Gdy widzą, że klient pozwala sobie na zbyt dużo, to sygnalizują, że na to w umowie się nie umawialiśmy. To jest duża oszczędność czasu, który wcześniej musiałam poświęcić na pisanie maili. Różnica jest też w zarobkach. Często te lepiej płatne rynki – USA, Wielka Brytania czy Niemcy zatrudniają Polaków z myślą, że jesteśmy tańsi. Jeżeli posiadamy agenta, to on będzie nam negocjował stawki bez znaczenia terytorialnego.

Działając bez agenta, musimy włożyć w nasz biznes więcej pracy. Trzeba liczyć się z kilkoma koniecznymi inwestycjami - w księgową lub program księgowy, w usługi adwokata. Musimy prowadzić własne portfolio, pozyskiwać klientów i prowadzić bogatą korespondencję. To wszystko pochłania nasz czas.

Dlatego też warto zadbać o higienę pracy i życia. W pewnym momencie granica pomiędzy pracą a życiem prywatnym zaczyna się zacierać; robi się niebezpiecznie, bo ostatecznie nigdy nie wychodzimy z pracy. Zaniedbujemy zdrowie, pracując po kilkanaście godzin dziennie. Warto nauczyć się dyscypliny odpoczynku.

Jest też sprawa planowania finansów. Praca freelancera nie daje nam zazwyczaj pensji wypłacanej co miesiąc. Dobrze mieć zapas gotówki na kilka miesięcy.

Cenną umiejętnością jest też zdobywanie informacji, korzystanie z danych nam zasobów. Od AIGA możemy za darmo pobrać książeczkę, która tłumaczy wszystkie pojęcia spotykane w umowach.

Warto zadbać o higienę pracy i życia. W pewnym momencie granica pomiędzy pracą a życiem prywatnym zaczyna się zacierać; robi się niebezpiecznie, bo ostatecznie nigdy nie wychodzimy z pracy. Zaniedbujemy zdrowie, pracując po kilkanaście godzin dziennie. Warto nauczyć się dyscypliny odpoczynku.

Wychodzi na to, że jest wiele kwestii organizacyjno-prawnych. Wątpię, że studia na ASP, kulturoznawstwo czy historia sztuki pomagają się nauczyć takich rzeczy. Jak było w twoim przypadku?

Studia pomogły mi w pozyskiwaniu informacji. Wiem co wpisać w wyszukiwarkę internetową, wiem gdzie szukać.

Myślę też o tym, czego studia nie dają, a mogłyby dawać. Na studiach artystycznych nie porusza się finansowych kwestii. Artysta wychodzi z dyplomem bezbronny, bez wiedzy na temat prowadzenia biznesu. A przecież czeka go praca, czy to polegająca na tworzeniu dzieł sztuki i ich sprzedaży, czy na wykonywaniu zleceń.

Na historii sztuki oczywiście, nie uczono nas wyceny. Jednak jako studentka czytałam liczne dzienniki artystów, poznawałam okoliczności powstawania słynnych dzieł; Vermeer czeka na wypłatę, Van Gogh nie ma kasy na farby, ktoś inny narzeka, że podpisał niekorzystny kontrakt ze zleceniodawcą, albo, że nie dostał wynagrodzenia bo obraz się nie spodobał.

Od setek lat artyści borykają się z tymi samymi problemami.

Wielu młodych ilustratorów nie do końca wie, co wycenia. Praca ilustratora to nie tylko rysunki, ale obracanie prawem autorskim – to jest największa wartość, za którą zdobywamy wynagrodzenie. Oddając za niewielkie kwoty prawa autorskie, działamy na swoją niekorzyść, psujemy rynek. Oczywiście, kwestia wyceny to kontrowersyjny temat. W Polsce nie chce się mówić o pieniądzach a negocjowanie warunków współpracy często traktowane jest jak próba podważenia autorytetu klienta.

Praca ilustratora to nie tylko rysunki, ale obracanie prawem autorskim – to jest największa wartość, za którą zdobywamy wynagrodzenie. Oddając za niewielkie kwoty prawa autorskie, działamy na swoją niekorzyść, psujemy rynek.

Temat pieniędzy to jest temat tabu. Ja wychodzę z założenia, że jeśli nie rozmawiamy na jakiś temat, to nie jest tak, że ten problem nie istnieje, a jeszcze bardziej się pogłębia. Jeśli zgodzimy się wykonać prace za mniejszą stawkę – klient do tego przywyknie.

Nie mamy ustalonych minimalnych stawek. Nie da się ustalić tej maksymalnej stawki. Im dłuższe mamy doświadczenie, tym wyższe stawki możemy negocjować. Chciałabym jednak, żebyśmy dotarli do tego punktu, gdzie ta stawka minimalna jest określona.

Jeśli chcemy poważnie traktować ten zawód, to nie pracujemy za darmo – nawet gdy zaczynamy. Nie pracujmy też za obietnice. Zdarza się, że klient domaga się pracy za darmo lub za niskie honorarium obiecując, że kolejne zlecenia będą lepiej płatne. Tak się nie dzieje. Najczęściej ten klient już do nas nie wróci. Czym innym jest praca charytatywna np. do magazynu tworzonego przez pasjonatów, gdzie nikt nie zarabia. Na początku też tak pracowałam. To były niskie budżety, ale czułam, że tworzymy coś wartościowego.

Jeśli chcemy poważnie traktować ten zawód, to nie pracujemy za darmo – nawet gdy zaczynamy. Nie pracujmy też za obietnice. Zdarza się, że klient domaga się pracy za darmo lub za niskie honorarium obiecując, że kolejne zlecenia będą lepiej płatne. Tak się nie dzieje. Najczęściej ten klient już do nas nie wróci.

Gdy zgłasza się do nas klient, który oferuje nam wątpliwą przyjemność pracy za darmo, albo za symboliczne wynagrodzenie, warto sprawdzić kapitał takiego zleceniodawcy, upewnić się, czy inni pracownicy również pracują za darmo, czy redaktor naczelny lub właściciel firmy na pewno nie zarobi na naszej pracy.

Jeśli chodzi o wycenianie swojej pracy; zaczynam wycenę od określenia czasu, jaki będę musiała poświęcić na dany projekt. Przy dużych zleceniach określam stawkę miesięczną – zastanawiam się, ile muszę i ile chcę zarabiać miesięcznie. Do tego doliczam wszystkie pola eksploatacji, prawa, licencje.

Miejmy też świadomość, że klient klientowi nierówny. Nawet uznani ilustratorzy potrafią wykonać monumentalne ilustracje dla ogromnego klienta, który obejmuje zasięgiem kilka krajów, i wycenić swoją pracę jak ilustrację A4 z jednorazową licencją do książki. Trzeba potrafić ocenić klienta i przed podaniem stawki sprawdzić, jaki ma zasięg, jaka będzie ekspozycja naszej pracy. Oczywiście, każdy musi zarabiać, jednak jestem przekonana, że gdybyśmy nie psuli rynku godząc się na niskie wynagrodzenia, wpłynęlibyśmy znacząco na poprawę sytuacji ilustratorów w Polsce.

Dlatego warto rozmawiać. Podziwiam ilustratorów, choć sama nie zajmuję się ilustracją. Myślę, że przydatne może być zapytanie się ilustratorów: za ile oni by wycenili taki projekt bądź wyciągniecie jednej kwestii z umowy, z którą się nie zgadzamy i zapytanie się znajomych co oni o tym myślą.

Jak najbardziej, ale pamiętajmy, że nie powinniśmy się dzielić umowami, które są chronione prawnie. Cieszy mnie to, że ilustratorzy między sobą się kontaktują i jest wymiana informacji. Spotykając początkujących ilustratorów, staram się im przekazać wiedzę, w jaki sposób mają wyceniać projekty. Podawanie moich stawek za ilustracje przynosi tylko szkodę. Początkujący ilustrator straci zlecenie, jeśli poda moją stawkę. Jestem przekonana, że każdy dojdzie w pewnym momencie do tych wyższych honorariów.

Każdemu niezależnie od dorobku i doświadczenia należy się uczciwe traktowanie, jeśli chodzi o umowy, negocjacje, dostęp do informacji. Jestem przeciwniczką romantyzacji zawodu ilustratora; uważam, że to tylko nam szkodzi. Dlatego tak dużo mówię o kwestiach prawnych.

Umowę należy podpisać przed rozpoczęciem pracy. W Polsce zwyczajem jest brak umowy. Później stawia nas to pod ścianą, bo wykonaliśmy pracę, chcemy dostać wynagrodzenie i podpiszemy jakikolwiek kontrakt. Wciąż boimy się negocjować. A przecież zanim zaczniemy robotę, musimy ustalić warunki i wiedzieć, na jaką kwotę się zgadzamy. Zdarza się, że magazyny argumentują brak umowy tym, że ona jeszcze nie została skonstruowana i mamy krótki deadline. Jeżeli ten magazyn jest wydawany od siedmiu lat i co miesiąc zatrudnia kilku ilustratorów — to ta umowa istnieje. Klientowi jest po prostu łatwiej w ten sposób funkcjonować. Podpisujemy wtedy umowę o dzieło wstecznie – po wykonaniu pracy, podpisujemy dokument, w którym zobowiązujemy się dopiero do jej wykonania.

Chciałabym, żebyśmy w Polsce dotarli do takiego momentu, że każdy ilustrator nie ważne, z jakim dorobkiem jest traktowany w uczciwy sposób. Chciałabym, aby wydawcy przestali prosić młodych ilustratorów o wykonywanie darmowych próbek do książek. Od tego jest portfolio, gdzie prezentujemy swoje możliwości. Nie powinno się pracować bez wynagrodzenia.

Zwłaszcza jeśli ilustracja jest naszym głównym źródłem dochodu, to nie powinniśmy tego robić. Obie strony mają jeszcze długą drogę do przejścia – osoby, które zlecają i ilustratorzy. Myślę, że to zaczyna się dużo wcześniej. Młodzi ilustratorzy i projektanci mają wątpliwości czy są dobrzy i czy ich portfolio jest wystarczająco dobre. Później to są ofiary braku tej wiedzy o umowach i na temat tego ile ich praca jest warta. Czy to jest coś, co Tobie też doskwierało? Jak z tym walczyć i pozbyć się tych wątpliwości, stać się bardziej pewnym siebie ilustratorem?

To dobrze doświadczać wątpliwości. Niepewność napędza nas do poszukiwań i do pracy. Na początku mojej ilustratorskiej drogi też porównywałam się z innymi. Teraz widzę, że to nie ma sensu. Każdy ma swoją drogę, a poza rysowaniem mamy też życie prywatne. Różne okoliczności wpływają na nasze życie. Niektórzy zaczynają wcześniej i pięknie im ta kariera rozkwita; inni muszą trochę poczekać. Każdemu życzę, aby wypracował swój własny język plastyczny i swój artystyczny głos. Porównywanie się jest ok, jeśli potrafimy wyciągnąć  z tego inspirację i napęd do działania. Jednak często jest to zgubne – porównując się, zasysamy styl kogoś, kto już odnosi sukcesy. To jest droga na skróty. Nie myślimy o procesie twórczym a nastawiamy się tylko na efekt. Studenci w poszukiwaniu własnego stylu, wiedzeni potrzebą poklasku, chęcią łatwego pozyskania klientów zasysają czyjś styl. Widzę konta, gdzie początkujący ilustrator intensywnie plagiatuje, zdobywa lajki i cieszy się z pochlebnych komentarzy. O ile to wszystko dzieje się w momencie, kiedy nie wykonujemy profesjonalnych zleceń, to można na to przymknąć oko. To jest właśnie czas na wątpliwości, na zachłyśnięcie się czyjąś twórczością. Im więcej pracujemy, tym czujemy się pewniej. To jest drogą, którą każdy musi przebyć. Ja zachęcam do odrzucenia Instagrama i Pinteresta, a w zamian do oglądania sztuki na żywo, do odwiedzania muzeów, do obserwacji przyrody. Szukajmy inspiracji poza monitorem.

Każdemu życzę, aby wypracował swój własny język plastyczny i swój artystyczny głos. Porównywanie się jest ok, jeśli potrafimy wyciągnąć  z tego inspirację i napęd do działania. Jednak często jest to zgubne – porównując się, zasysamy styl kogoś, kto już odnosi sukcesy. To jest droga na skróty. Nie myślimy o procesie twórczym a nastawiamy się tylko na efekt. Studenci w poszukiwaniu własnego stylu, wiedzeni potrzebą poklasku, chęcią łatwego pozyskania klientów zasysają czyjś styl.

Warto szukać inspiracji w innej dziedzinie.

Wiele osób wspominało o Tobie, gdy zapytałam się na Instagramie kogo zaprosić do Podcastu. Padło takie zdanie, żeby zaprosić Gosię Herbę, bo ona jest bardzo produktywna i chciałabym usłyszeć o jej produktywności. Chciałabym się dowiedzieć o twoich metodach pracy i wypracowanych nawykach . Sprawdzić, czy jesteś taką produktywną osobą.

Dużo pracuję. Nie wierzę w talent; raczej w istnienie pewnych predyspozycji, które możemy w sobie zauważyć i rozwijać. Od kilku lat pracuję na takim schemacie, który wypracowałam w naturalny sposób, jako odpowiedź na popełniane przeze mnie błędy, na problemy, jakie pojawiały się w trakcie realizacji projektów. Wygląda to tak, że dostając zapytanie od klienta — pytam go o szczegóły. Jeśli wydaje mi się to interesujący projekt, ustalamy pierwsze warunki. Kształtujemy i podpisujemy umowę tak, aby obie strony były zadowolone. Dobrze w kolejnym mailu napisać klientowi, w jaki sposób pracujemy. W umowie ustalam bardzo konkretne zasady – ile mogę wykonać poprawek i na jakim etapie. Ja lubię wnosić poprawki na szkicach. Zazwyczaj proponuje maksymalnie trzy szkice. Staram się przygotować jak najlepsze projekty. Mam takie doświadczenie z dawnych lat, że klient zawsze wybierze ten najgorszy szkic i będziemy musieli realizować rysunek, na który nie mieliśmy ochoty. Szkice są dobrym momentem na uwagi merytoryczne.

Moje szkice to tak naprawdę kontur bez koloru, pełne detalu, nie budzące żadnych wątpliwości. Po szkicach przedstawiam paletę kolorystyczną i tutaj albo się zgadzamy, albo ją modyfikujemy. Po szkicach dobrze jest dostać zadatek od klienta. Ostatni etap to realizacja pracy w kolorze. Jeśli klient wie, czego się może spodziewać, to czuje się bezpieczniej.

Jeśli dostaję jakąś książkę do zrobienia, to zaczynam od czytania tekstu i poszukiwań. Czasem są to dni lub tygodnie. Lubię się wgryźć dobrze w temat. Później są szkice. Z początku to są bardzo nieczytelne rysunki, które zaczynają się rozwijać. Sama sobie tutaj dokonuję korekty. Czasem zdarza się, że przedstawiam tylko jeden rysunek i tłumaczę dlaczego.

Ważne jest też, żeby ustalić dokładnie całą specyfikację: spady, kolory, profile drukowania. Na początku mojej kariery parę razy o tym zapomniałam. Pamiętam te wpadki - ilustracje horyzontalne zamiast w pionie, kolory CMYK bez kontrastów…

Rutyna i porządek pracy bardzo ułatwia. Dzięki mojemu harmonogramowi mogę prowadzić kilka projektów naraz, bez paniki, z dużym zapasem czasu.

Świetnie opisałaś etapowo tę pracę. Mówiłaś o oddzieleniu pracy od życia prywatnego. To jest istotne. Może chcesz dodać kilka słów na ten temat?

Ilustracja może być pasją i to jest wspaniałe. Ciężko mi powiedzieć, kiedy pracuję, a kiedy nie. Po pracy często lubię poszkicować. Był taki moment, gdy zobaczyłam, że pracuję za dużo. Moi klienci stali się bardziej wymagający, bo zauważyli, że pracuję w weekendy. Mi pomaga kilka podstawowych zasad. Określenie konkretnych godzin pracy z przerwą na obiad. Unikanie pracy w weekendy. W naszej pracy po 30-stce pojawiają się problemy zdrowotne – boli kręgosłup. Wiem, że brzmię jak staruszka. Ale trzeba się ruszać, bo cały czas siedzimy. Cały czas jesteśmy pochyleni i przyjmujemy nienaturalne pozycje. Po pracy wyginamy szyję do telefonów. Nasze ciała cierpią. Dbajmy o swoje zdrowie fizyczne, o kręgosłup, o oczy. Pomyślmy o emeryturze polskiego freelancera… To nie jest zbyt optymistyczny obraz. Pamiętajmy, że prawdopodobnie będziemy musieli długo rysować, poza pasją, a z potrzeby utrzymania siebie i swojej rodziny.

Trzeba zadbać o swoje zdrowie, żeby tak późno jeszcze pracować.

Polecam wysiłek i dużo ruchu, ale też, jeśli chodzi o kwestię psychologiczną, to odcięcie się od tej pracy. Jeżeli dostajemy kilka uwag od klienta, to nie ma co histeryzować. Nie ma się co przejmować, bo klient nie godzi w nas. On chce, abyśmy mu dostarczyli dobry projekt. Kiedy przypominam sobie moje wczesne lata, to czułam duży dyskomfort przy każdej zgłoszonej uwadze. Bałam się, że jeżeli klient zgłasza poprawki, to muszę być słaba.

Oczywiście, możemy trafić na niezdecydowanego klienta, który w nieskończoność będzie prosił o kolejne zmiany (odradzam taką współpracę). Jednak jeżeli klient wie, czego chce, to moim i jego celem jest stworzenie projektu, który będzie dobry. Jeżeli warunki pracy, także te finansowe, rekompensują dodatkowe poprawki, to je wykonujmy, z myślą, że tworzymy wartościowy projekt. Odcięcie się emocjonalne od spraw zawodowych bardzo w tym pomaga. Wiadomo, nie musimy się godzić na wszystkie poprawki. Czasem klient zaproponuje niezbyt ciekawy pomysł np. coś wtórnego - zapatrzy się i chciałby, abyśmy powtórzyli cudzy pomysł. Zaufanie ze strony klienta jest bardzo ważne. Bądźmy otwarci na sugestie klienta, ale też pamiętajmy, kto jest na jakim stanowisku.

Bądźmy otwarci na sugestie klienta, ale też pamiętajmy, kto jest na jakim stanowisku.

Dodam, że to, co mówiłaś o kręgosłupie, zaczęło we mnie już uderzać. Teraz codziennie rano, zanim usiądę do biurka, idę się przejść i dodatkowo ćwiczę. Posiadanie higieny pracy jest ważne. Często sami wpadamy na własne miny; np. otwierając maile w weekendy. Warto dostrzec jak pewne rzeczy, które robimy, mają wpływ na nasze życie zawodowe, ale też prywatne. To jest praca, lubimy ją, ale mamy też inne zobowiązania w życiu prywatnym.

Jak najbardziej. Te ćwiczenia i dbanie o swoją kondycję psychofizyczną to jest inwestowanie w siebie.

Właśnie. W karierze ilustratora jest kilka etapów. Etap pierwszy to okres, gdy wchodzimy dopiero na rynek, szukamy klientów. Następnie mamy już jakąś bazę klientów i wiemy jak lepiej zaprezentować projekt. Dochodzimy do tego momentu, gdy wiemy, z kim chcemy współpracować. Masz porady dla osób, które są na tych trzech różnych etapach? Co zrobić, gdy chcemy być lepszymi ilustratorami, mieć lepszych klientów i się rozwijać?

Pierwszy etap jest najtrudniejszy. Musimy znaleźć tych klientów. Robimy portfolio. Polecam wykorzystać wszystkie dane nam dobrodziejstwa internetu – Instagram, Behance, Facebook i własna strona internetowa. Tak jak wspominałam, polecam je prowadzić w języku angielskim. Wtedy klient wie, jakie mamy możliwości. Na tym etapie nie mamy prestiżowych zleceń na koncie, więc wymyślajmy sobie tematy. Ilustrujmy to, co lubimy; ulubione książki, artykuły z magazynów, własne historie. W portfolio warto pokazać kilka prac. Klient chce otrzymać konkret i nie chce mu się brnąć przez dziesiątki lepszych lub gorszych projektów.

Wspaniałych ilustratorów są setki na całym świecie. To jest bardzo duża konkurencja. Pokazujmy się sami klientom, wysyłajmy do nich propozycje współpracy.

Pracujmy i dbajmy o podstawy – nie pracujmy za darmo i nie róbmy darmowych próbek. Wiem, że na początku ciężko jest nie podchodzić do tej pracy emocjonalnie, natomiast pilnujmy tej kultury pracy. Jeśli zaczniemy dobrze, to później będzie szło coraz łatwiej. Nauczmy się też wycen i określenia, co wchodzi w skład naszych obowiązków. Jeżeli chcemy znaleźć klienta i zawodowo zająć się ilustracją zastanówmy się, czy potrafimy wykonać zlecenie. Czy potrafimy pracować w programach graficznych, czy potrafimy zdigitalizować szkice, czy potrafimy przygotować plik do druku? Moje pierwsze prace ujrzane w druku przyniosły zdziwienie. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że tekstura, która wyglądała w Photoshopie świetnie, w druku będzie wyglądać tak kiepsko! To są lata nauki, prób i błędów.

Potem mamy ten etap, o którym się aż tak nie mówi. Jest wiele porad, dla osób, które zaczynają, ale na tym kolejnym etapie, gdzie mamy już kilka lat za sobą, ale czujemy, że coś nie gra to, co możemy zrobić.

Na początku przyjmujemy zlecenia jak lecą. Zaznaczam, że ja też kiedyś zaczynałam i choć teraz mówię z pozycji 12-letniego doświadczenia, to pamiętajmy, że te umiejętności musiałam sobie wypracować. Na tym etapie chcemy ukierunkować naszą karierę. Warto obserwować, w czym się dobrze czujemy i w czym jesteśmy najlepsi. To mogą być portrety albo książki dla dzieci – mamy dużo tematów do wyboru. Nie trzeba od razu się definiować i pakować w szufladkę. Ja np. unikam rysowania portretów. Mam poczucie, że nie jestem w tym najlepsza, wolę te pole zostawić innym, lepszym portrecistom. Chodzi mi więc o określenie swoich możliwości i słabych punktów. Jest to pomocne w budowaniu portfolio, które cały czas modyfikujemy. Wyrzucamy stare projekty i prezentujemy coraz lepsze. Powoli docieramy do momentu, gdy możemy wybierać sobie klientów i wyrwać się z kołowrotka gorszych zleceń i niezbyt korzystnych kontraktów. To ciągle napawa lękiem wielu ilustratorów - strach przed utratą klientów. Jeżeli jednak sami nie wyjdziemy z tego etapu, to nikt za nas tego nie zrobi. Będziemy tkwili na tym samym poziomie finansowym i słabej etyki pracy. Ten moment  wymaga od nas intensywnej j pracy i dużej odwagi. Jeżeli zdecydujemy się to zrobić i zdamy sobie sprawę, że ilustracja to jest to, z czego chcemy żyć — to jest to dobry moment, żeby zacząć traktować fach poważnie i poczynić kroki ku rozwojowi. Warto zacząć inwestować w księgowych, programy, adwokata, w stronę internetową. Zapomniałam jeszcze dodać o konkursach. Warto brać w nich udział na każdym etapie kariery.

Określenie swoich możliwości i słabych punktów jest pomocne w budowaniu portfolio, które cały czas modyfikujemy. Wyrzucamy stare projekty i prezentujemy coraz lepsze.

A co czeka nas na tym najfajniejszym ostatnim etapie?

Zawsze jest coś do zrobienia. Możemy nadal dużo pracować albo tak jak ja dążyć do tego, żeby pracować mniej, ale solidniej i ciekawiej za lepsze wynagrodzenie, żebyśmy mieli czas na ćwiczenia pleców. Świadomie wybieramy klientów i możemy z większą swobodą rozwijać styl. Jesteśmy wybierani ze względu na jakoś pracy, a nie dlatego, że jesteśmy tańsi. Nie osiadajmy na laurach.

Mam świadomość tego, że czeka mnie jeszcze dużo pracy. Na tym etapie najważniejszy jest właściwy dobór klientów i podejmowanie ryzyka jak np. współpraca z agencją. To jest też dobry czas na rozwinięcie swojego biznesu. Wrócę tutaj do tematu licencji. Często dostaję pytania, jak to jest, że zachęcam do sprzedaży licencji, i zachowywania praw autorskich. Wiele lat temu (kiedy byłam na tym drugim etapie) wykonałam ilustrację dla polskiego producenta galanterii i sprzedałam mu licencję wyłączną, czyli taką, która gwarantuje, że nie odsprzedam tego wzoru innemu klientowi, ale zachowuję pełnię praw majątkowych i mogę produkować i sprzedawać np. plakaty. Za wykonanie tego projektu dostałam być może tysiąc złotych, więcej nie dało się wynegocjować. Po kilku latach na tej samej ilustracji zarobiłam kilkadziesiąt tysięcy, sprzedając ją w formie plakatu w moim sklepie. Pamiętajmy o tym, że możemy z ilustracji żyć godnie. Tylko nauczmy się inwestować i wykorzystywać nasze możliwości.

Wiele lat temu wykonałam ilustrację dla polskiego producenta galanterii i sprzedałam mu licencję wyłączną, czyli taką, która gwarantuje, że nie odsprzedam tego wzoru innemu klientowi, ale zachowuję pełnię praw majątkowych i mogę produkować i sprzedawać np. plakaty. Za wykonanie tego projektu dostałam być może tysiąc złotych, więcej nie dało się wynegocjować. Po kilku latach na tej samej ilustracji zarobiłam kilkadziesiąt tysięcy, sprzedając ją w formie plakatu w moim sklepie. Pamiętajmy o tym, że możemy z ilustracji żyć godnie. Tylko nauczmy się inwestować i wykorzystywać nasze możliwości.

Świetna historia z tym plakatem. To jest dobry przykład czego nie żałować. Czy wydarzyło się coś w ciągu tych lat pracy, czego żałujesz? Lub coś, co mogło się wydarzyć, ale do tego nie doszło?

Straciłam trochę zleceń. Mam jednak nadzieję, że ci klienci jeszcze do mnie wrócą. Czasem jest tak, że ma się dużo pracy, a zgłasza się niespodziewanie klient marzeń. Tak nie wykonałam zlecenia, dla New York Times’a - nie miałam czasu. To są te igiełki, które wspominam z żalem, że nie byłam w stanie fizycznie wykonać tej pracy. Były też na koncie nieudane współprace, projekty, które nie wyszły najlepiej, były też rozstania z klientem za pośrednictwem adwokata. Tych mniej udanych zleceń nie ma co żałować. To są cenne doświadczenia.

Jesteś jedną osobą, a deadline przy ilustracji edytorialowej jest raczej szybki.

Tak, czasem to jest doba lub 2-3 dni. Jest też przesunięcie czasowe, kiedy robimy coś np. dla klienta z US.

Trzymam kciuki, że to się jeszcze uda. Chciałabym też wrócić do tematu, od którego zaczęłyśmy – social media. 10 lat temu, gdy zaczynałaś, social media raczkowały. Teraz hulają na wysokich obrotach. Jak używałabyś social mediów, gdybyś teraz zaczynała?

Kiedy ja zaczynałam, to oczywiście był internet. Ja chodziłam do różnych salonów prasowych i przeglądałam magazyny, które wydawały mi się ciekawe. Spisywałam ze stopki kontakt i adresy stron, jeśli były. W ten sposób wysyłałam maile. Ja bardzo wcześnie założyłam moją stronę. Zanim to zrobiłam, był Digart (portal został zamknięty). Wielu moich rówieśników to pamięta. Ja do dzisiaj pamiętam, że na Digarcie królowała Agata Dudek. Była też Ola Jasionowska. To dzisiaj wspaniałe i uznane artystki.

Zawsze staram się być na bieżąco i na bieżąco zakładałam – fanpage na Facebooku, potem Instagram. Dużo czasu poświęcam Behance. Zazwyczaj po tym, jak dostanę wyróżnienie na tym portalu, to dostaję liczne propozycje współpracy.  Wykorzystujmy te wszystkie dane nam możliwości darmowej reklamy. Sklep na Facebooku czy na Instagramie, prawdziwi zainteresowani naszą twórczością fani, nie armia botów – to wszystko wspiera nasz biznes. Z Instagrama dostaję wiele propozycji zleceń. Niektóre z nich przerodziły się w udane projekty.

Staram się, aby na każdym kanale lądowało coś innego. Instagram jest moim dziennikiem, pokazuję tam szkice, proces twórczy. Jest to też platforma do dialogu z osobami zainteresowanymi moją twórczością. Ważne, aby media społecznościowe nie stały się celem samym w sobie, tylko służyły nam jako narzędzie. Apeluję, abyśmy koncentrowali się raczej na pracy i procesie twórczym, a nie na poklasku i ilości lajków.

Apeluję, abyśmy koncentrowali się raczej na pracy i procesie twórczym, a nie na poklasku i ilości lajków.

Nie dajmy się zwariować. Praca Ilustratora, pomimo że to jest bardzo twórczy zawód -Ty traktujesz to zajęcie bardzo poważnie. Czy tak zawsze było? Czy to się zmieniało wraz z tym, jak Ty się rozwijałaś?

Im dłużej jestem w tym zawodzie, tym poważniejsze mam do niego podejście. Nawet gdy nie wiedziałam, czy mi się powiedzie; od samego początku traktowałam to zajęcie z namaszczeniem. Być może na moją postawę wpłynęło pierwsze zlecenie ilustratorskie. Dostałam je od magazynu Charaktery – to była okładka. Rzucono mnie więc na głęboką wodę. Na początku proponowałam straszliwie brzydkie i słabe projekty, bez zrozumienia praw, jakimi rządzi się okładka czasopisma. Dzięki cierpliwości ówczesnej dyrektorki kreatywnej jakoś z tego wybrnęłyśmy. Z pewnym sentymentem wspominam to moje pierwsze zlecenie. Było to duże, poważne zadanie, gdzie od samego początku miałam kontakt z osobą odpowiedzialną za szatę graficzną magazynu.

Chcę, żeby moi klienci byli zadowoleni i żebyśmy wspólnie tworzyli dobre projekty, takie, które przetrwają. Projekty, z których będę dumna a klient zadowolony. Bez profesjonalnego podejścia współpraca z klientem może prędko zacząć szwankować. Ilustratorstwo to konkrety zawód, oferowanie usług grupie klientów. Kreujemy w ten sposób rzeczywistość. Jako ilustratorka książek dla dzieci też mam poczucie pewnej misji; mówię do tych dzieci, kształtuję je i przekazuję im kawałek mojego świata, mojego spojrzenia i myśli. Każdego mojego odbiorcę muszę traktować z powagą i należnym mu szacunkiem.

Powaga, nuda, rutyna i ustalony program. Zdaje sobie sprawę z tego, że być może w oczach niektórych ilustracja to są jakieś błahostki, bo przecież siedzimy w pracowni, nic tylko coś tam rysujemy, przejmujemy się sprawami kredek, nie śpimy bo producent zmienił jakość naszego ulubionego papieru. W rzeczywistości to jest poważny fach i im poważniej będziemy go traktować, tym lepiej będziemy się spełniać w zawodzie.

Im dłużej jestem w tym zawodzie, tym poważniejsze mam do niego podejście. Nawet gdy nie wiedziałam, czy mi się powiedzie; od samego początku traktowałam to zajęcie z namaszczeniem.

Pozwolę sobie jeszcze dodać, że im my będziemy go odbierać bardziej poważnie i profesjonalnie tym my sami będziemy poważniej odbierani.
Podsumowując — bardzo Ci dziękuję za tą płynną rozmowę i merytoryczność wypowiedzi. Było super.

Ciesze się i dziękuję za zaproszenie.

Gosia Herba Portfolio i Instagram

zobacz także
Wybierz jeden z pozostałych tematów z listy poniżej.
Pewność siebie

Adam Chyliński

Z Adamem Chylińskim - współzałożyciel Gdańskiego studia TOFU, w którym pełni funkcję dyrektora kreatywnego. Razem z Adamem dotknęliśmy tematu pewności siebie wśród projektantów. Od prezentacji projektów po wystąpienia publiczne. Zachęcam do zapoznania się z tym bardzo wartościowym materiałem, skorzystania z porad i przemyślenia tematu pewności siebie.
Multidyscyplinarność w projektowaniu

Piotr Wątroba

Piotr Wątroba w swojej pracy łączy wiele dyscyplin. Rozmawialiśmy o tym dlaczego nie wybrał drogi specjalisty oraz jakie są plusy i minusy wynikające z tej decyzji? Z tej rozmowy dowiecie się też jak wykorzystać taki wachlarz umiejętności i jak się ich uczyć.
Jak przygotować się do targów od A do Z

Wzory Targi Designu | agoda Valkov

Jak przygotować się do targów, zorganizować swoje stoisko i wyciągnąć z targów jak najwięcej. Między innymi o tym rozmawiałam z Jagodą Valkov. Tak przydatnego materiału na temat wystawiania się na targach w sieci nie znajdziecie.